13 marca 2026

Od Waltera cd. Aliny

Gdy z ust Aliny wybrzmiało to jedno konkretne imię, którego tak bardzo chciałby się wyrzec lub wymazać z pamięci, poczuł nieprzyjemny dreszcz na kręgosłupie, który jednocześnie odebrał mu mowę. Czuł się sparaliżowany, choć przeważnie kontroluje siebie i swoje emocje, tak teraz było mu z tym ciężko. Jedno imię, które pobudza tyle wspomnień i myśli.
— Na ten moment nikt nie przychodzi mi do głowy. — odpowiedział, zachowując swój neutralny ton głosu.
— Szkoda... Bo udało mi się rozgryźć tę zagadkę z kartką i to właśnie na niej było zapisane to imię. — wyjaśniła, a im więcej o tym mówiła, tym gorzej się czuł, lecz nie fizycznie, a psychicznie.
— Rozumiem i cieszy mnie to, że coś już mamy. W wolnej chwili mogę przeszukać akta, które zawierają to imię. — powiedział, poprawiając się w fotelu.
— Znaczy, nie chcę marnować Twojego czasu...
— Spokojnie, znajdę na to czas. — przerwał jej, lecz uczynił to na tyle łagodnie, że wyczuł delikatny uśmiech na jej twarzy. — I dziękuję za przekazanie mi tej informacji, wiele to znaczy dla śledztwa. — dodał, mówiąc typową regułkę policjanta kryminalnego.
— Jasne, w takim razie.. to tyle. Do zobaczenia.
— Do zobaczenia.
Gdy połączenie zostało zakończone, odłożył telefon na biurko, oparł się o nie łokciami i schował twarz w dłonie, ciężko przy tym wzdychając. Miał nadzieje, że już nigdy nie usłyszy tego imienia, a jednak los postanowił inaczej. Z drugiej strony, pocieszał siebie tym, że na świecie jest przecież wielu Loganów i nie zawsze to musi chodzić o niego. Pomimo tego, musiał być czujny, bo jeśli te ofiary faktycznie tyczą się jego osoby, to znaczy, że ktoś bardzo chce zemścić się za przeszłość.
W wolnej chwili, między wyjazdami w teren a pisaniem raportów, przeszukiwał akta i zapisywał w prywatnej chmurze te, które zawierały wcześniej wspomniane imię, a miejsce pobytu obejmowało obszar Deiranu oraz jego okolicę. W całym tym galimatiasie informacji przypadkiem natrafił na samego siebie - Logan Barrett. Niepewnie otworzył plik i przeczytał całość, od przestępstw, które mu udowodniono, po samo zakończenie, gdzie teoretycznie kończy na krześle elektrycznym... tylko czemu jego akta nagle zostały powiązane z Deiranem, skoro działał tylko w rodzinnym mieście. Nie zastanawiając się dłużej, przesłał plik w chmurę, żeby nie wzbudzić podejrzeń, że akurat ten Logan został "przypadkiem" pominięty.
Mercer nie byłby sobą, gdyby nie siedział w pracy po godzinach, bo gdy spojrzał na swój zegarek, zdał sobie sprawę, że dwie godziny temu powinien być już w domu, a jednak nadal siedział w swoim biurze, dopinając kilka pomniejszych spraw na ostatni guzik. Po kilku minutach przemyśleń postanowił jednak zakończyć na dzisiaj swoją pracę, udając się do służbowej skody, którą udał się prosto w swojego domu. Dopiero gorąca kąpiel spowolniła jego zapał do pracy, uwalniając jego umysł od raportów oraz widoków zmasakrowanych ciał, choć z tyłu głowy miał zamiar raz jeszcze przejrzeć akta, które wcześniej zgrał do chmury. No i oczywiście tak też zrobił, siedząc niemalże do północy... dobrze, że następny dzień był dniem wolnym, szkoda tylko, że bardzo zimnym, ponurym i deszczowym.
Po śniadaniu, siłowni oraz relaksującej kąpieli, zasiadł wygodnie w fotelu, dzierżąc w dłoni kubek gorącej kawy, obserwując ten jakże nieciekawy widok za oknem, w postaci typowo zimowej pogody. Lekko odetchnął, upił kilka łyków napoju i tak siedział, powoli układając wszystkie swoje myśli. Nie miał planów na dzisiaj, ale też nie lubił za długo siedzieć bezczynnie, a widząc godzinę już prawie dwunastą, uznał, że skontaktuje się z Aliną w sprawie tego, co udało mu się znaleźć.
— Dzień dobry inspektorze. — jej głos w słuchawce brzmiał na spokojny, być może nawet zadowolony z faktu, że Mercer do niej zadzwonił.
— Witam dr. Starson. — odpowiedział równie spokojnie. — Wybacz, że dzwonie w dzień wolny, ale mam coś dla Pani. Jako że nie jest to sprawa na telefon i raczej wolałbym omawiać ten temat poza ścianami komisariatu, byłaby możliwość się dzisiaj spotkać? — zapytał, ponownie upijając trochę kawy.
— Myślę, że byłaby taka możliwość. — odparła z uśmiechem, co zdecydowanie dało się usłyszeć w jej głosie. — Pogoda się zepsuła, co również zepsuło wszystkie moje plany. — westchnęła — Gdzie Pan proponuje spotkanie? — zapytała.
— Jeśli to nie problem, mogę do Pani przyjechać. Własne cztery ściany są o wiele bezpieczniejsze.
— Żaden problem. Wyślę Panu adres i tak za godzinkę możemy się widzieć. Pasuje?
— Jak najbardziej. W takim razie do zobaczenia za godzinę.
— Do zobaczenia.
Po kilku sekundach od zakończenia połączenia, Mercer dostał adres od patolożki, od razu wrzucił w mapy i sprawdził czas dojazdu, a widząc, że jest to raptem kilkanaście minut drogi, miło się zaskoczył. Odłożył telefon na bok, dopił jeszcze ciepłą kawę, po czym zaczął szykować się do wyjścia. Jego weekendowy ubiór mało różnił się od tego służbowego, gdyż nadal miał w pasie kaburę z bronią, lecz już bez radia oraz noża, a jego ucho było pozbawione słuchawki policyjnej. Odświeżony i gotowy do wyjścia, chwycił za swój laptop i udał się do garażu, wsiadając od razu do prywatnego BMW, którym opuścił swoją posiadłość, kierując się od razu w stronę domu Starson, trzymając się planowanej godziny spotkania.
Był na miejscu na czas. Skorzystał z otwartej bramy i zaparkował samochód na podjeździe, chwycił za torbę z laptopem i spokojnie wysiadł z auta, rzucając okiem na posiadłość rudowłosej. Musiał przyznać, że jej dom wygląda bardzo dobrze i pomimo swojej wielkości, jest w bardzo dobrym stanie. Podszedł do drzwi i nim zdążył zadzwonić dzwonkiem, te spokojnie się otworzyły, ukazując w progu jasnowłosą kobietę.
— Zapraszam. — powiedziała z delikatnym uśmiechem, otwierając szerzej drzwi. — Wybacz za ten nieład.. — zaczęła, odkładając coś jeszcze do szuflady.
— Proszę pamiętać, że nie przyjechałem tutaj na kontrolę jakości pomieszczeń czy w jakich warunkach żyją pracownicy laboratorium. — przerwał jej, zamykając za sobą drzwi. Poczuł na sobie jej spojrzenie. — Także kompletnie się tym nie przejmuj. — dodał, spoglądając w jej stronę. Kącik jego ust delikatnie się uniósł.
— No dobrze... — odetchnęła, odwzajemniając gest. — Napijesz się.. Znaczy.. Napije się Pan czegoś? — zapytała, co szczerze go rozbawiło.
— Mów mi Walter. Takie oficjalne zwroty zostawmy na spotkania w pracy. — powiedział, zdejmując z siebie skórzaną kurtkę oraz buty. — A co do napoju, poprosiłbym wodę. — dodał, ponownie sięgając za laptop.
— Jasne.. — przytaknęła po chwili. Ewidentnie coś przykuło jej uwagę. — W takim razie rozgość się. Myślę, że salon będzie wygodnym miejscem na takie tematy. — dodała, wskazując na kanapy w głównym pomieszczeniu.
Mercer usiadł wygodnie, wyjął urządzenie z torby, oparł je o uda i uruchomił, od razu przechodząc do swojej prywatnej chmury z aktami. Po chwili zjawiła się Alina, która postawiła na stoliku szklanki oraz karafkę z wodą, zaraz zajmując miejsce obok bruneta.
— Więc tak.. — zaczął, przekazując laptop kobiecie. — Tutaj są wszystkie akta z imieniem, które znajdowało się na kartce. Wszyscy pochodzą lub mieli styczność z Deiranem oraz okolicą. Są posortowani w trzech kategoriach - żywi, martwi oraz uznani za zaginionych. — mówił, wskazując na trzy główne foldery. — W każdym pliku również zostali posortowani, tym razem na istoty magiczne, władające magią oraz zwykłych ludzi. — wyjaśnił, co wywołało u niej widoczne zaskoczenie.
— I Ty to wszystko zrobiłeś w jeden dzień? — zapytała, patrząc mu prosto w oczy.
— Nawet nie w jeden dzień, a kilka godzin. — odpowiedział spokojnie, unosząc kąciki ust.
— Jesteś niemożliwy. — odwzajemniła gest i wróciła wzrokiem na ekran laptopa, przyjmując od razu wygodniejszą pozycję, siadając po turecku.
— Doświadczenie zawodowe. — odparł z cichym westchnięciem. Widział, jak bardzo porwała ją ta sprawa, jak jej spojrzenie leciało linijka po linijce, jakby czytała najciekawszą książkę na świecie, od czasu do czasu marszcząc czoło. Czuł, jak bardzo bije jej serce, choć oddech miała spokojny i nie było to z ekscytacji czy stresu, a zapach jej ciała był neutralny, kobiecy, a nie spanikowany i zdenerwowany. Mercer coś podejrzewał, lecz nie chciał mówić tego wprost. — Na górze masz lupę, możesz tam wpisać inną znaną Ci frazę, żeby znaleźć konkretne akta. — dodał, chcąc podejść Alinę, ponieważ czuł, że jej układ nerwowy działał inaczej, niż u osoby po prostu zainteresowanej sprawą.

Alinko?  ( ͡° ͜ʖ ͡°)
1268 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz