- Nie muszę się z tobą spotykać ani tym bardziej nie chcę, nawet jakbym musiała, to i tak bym tego nie zrobiła. - nie próbowałam wyminąć mężczyzny, cierpliwość jest cnotą, która wykorzystana w odpowiednim momencie, prędzej czy później zostanie w odpowiedni sposób nagrodzona, w końcu czas gra według moich reguł - Nie jesteś nikim, kto mógłby stawiać jakiekolwiek warunki, nie uważam cię za równego sobie, ja cię nawet w minimalnym stopniu nie szanuję. A nauczenie kilku wyszukanych gestów czy słodkich słówek i ubranie pajaca w pawie fatałaszki nie sprawi, że wskioch nagle stanie się jaśnie panem - nie łudziłam się, że burek zrozumie jakąkolwiek aluzję. Tacy jak on niewiele pojmują.
- Chcąc nie chcąc, widzę, że będziesz miała taki przymus ze strony swojej niefortunnej sytuacji. Oboje mamy ciekawe karty w rękach, o ile się nimi wymienimy. Ty masz coś, co ja chcę, ja mam coś, co tobie pomoże - Nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam głośno śmiechem.
- A jakaż to według ciebie jest ta niefortunna sytuacja? Bo chyba nie moja obecność tutaj, siedzę tu jeszcze tylko dlatego, że nawet odrobinę mnie bawisz - nadal lekko rozbawiona oparłam się wygodniej o fotel samochodu - Czas podobno leczy rany, więc im dłużej będziesz próbował mnie tu zatrzymywać, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że ci się uda powstrzymać mnie od wyjścia z tej klatki i ugrać cokolwiek, zwłaszcza że wątpliwe jest, abyś miał coś, co może mnie zainteresować - Mężczyzna cmoknął, kręcąc głową.
- Myszko, nie musisz przede mną zgrywać pani tajemniczej. Jesteś jak nowa książka, która dopiero wchodzi z druku, a ja mam odpowiednią wiedzę, by napisać o tobie pierwszą recenzję. Cóż, na przyszłym spotkaniu mógłbym zdradzić to i owo, co o tobie wiem, i w jakiej sprawie możemy ubić interes życia. Nie teraz. To nader nieodpowiednia sytuacja i miejsce. I to wręcz nieprofesjonalne, że próbujesz wyrwać mi asa już na samym początku naszej współpracy - obdarzył mnie wyrozumiałym uśmieszkiem, miał szczęście, że jestem lepiej wychowana niż on i całe jego towarzystwo razem wzięte i preferuję nieco bardziej subtelne metody, gdyby tak nie było, zmiotłabym ten jego krzywy uśmiech pięścią - Tak czy nie, widzimy się we wtorek. Dziękuję, że wspomniałaś o czasie, bo mam coś do zrobienia - mówiąc to, mężczyzna odsunął się, robiąc mi przejęcie, a gdy już wysiadłam, zamknął drzwi. Przed odejściem w ciszy powstrzymały mnie jego słowa
- Wiesz czemu nazwałem cię myszką? Bo jesteś szara i mieszasz się z tłumem. Próbujesz być tygrysem, ale wyblakły ci kolor. Na nasze spotkanie załóż coś kolorowego, żebym cię mógł rozróżnić od motłochu - o proszę, gupik opuszcza bezpieczne wody i rzuca się na głęboki ocean, najwidoczniej nieświadom skali problemów, w jakie może przez to wpaść.
- Nie każdy tygrys jest ubrany w kolorowe piórka, ale drażnienie nawet takiego szarego nigdy nie kończy się dobrze. Wyciągnij odpowiednie wnioski z tej lekcji i następnym razem lepiej dobieraj przeciwników - przyłożyłam czubki palców do karoserii samochodu - No ale niestety nauka musi kosztować, mam nadzieję, że nie śpieszyło ci się tak bardzo, jak twierdziłeś - w momencie gdy przestałam czuć pod palcami chłód metalu, odsunęłam się i uśmiechnęłam się do mężczyzny z zamiarem odejścia.
Ostatni raz przechodziłam szklanymi salami, aby upewnić się, że wszelkie niedociągnięcia zostały usunięte. Piątkowy wernisaż praktycznie był skończony, strategicznie zaplanowane rozmieszczenie obrazów, ich układ, nawet wysokość, na jakiej zostały wbite haczyki, nic nie zostawiłam ślepemu przypadkowi. Każdy najdrobniejszy szczegół, detal, który na pierwszy rzut oka był nieistotny, miał za zadanie olśnić wybranych, w tym kilku krytyków, którzy także mieli zawitać na przedpremierowym pokazie, tylko dla elity, ukoronowanym licytacją jednego z eksponatów, zdecydowanie królującego wśród pozostałych dzieł.
Przyglądałam się, jak rozpierzchnięci zwiedzający przewijają się od obrazu do obrazu, co jakiś czas wydając dźwięki zdumienia czy zachwytu lub głosząc opinie i tezy na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia. Ale to nie na ich zdaniu najbardziej mi zależało. Zwykła swołocz, która robi tło pojedynczym osobom, które faktycznie mogą znaczyć odrobinę więcej niż zwykłe pospólstwo. Każdy z nich miał przypisaną swoją rolę, którą musiał odegrać w tym dennym teatrzyku i niestety potrzebowałam ich wszystkich, bo w przypadku jakiegokolwiek braku, nawet tak nieistotnego jak ta hołota, równowaga może zostać zachwiana, całość się może posypać jak domek z kart, a ja nigdy nie osiągnę wyznaczonego celu. Jednak jeśli elementów układanki jest za dużo, też nie jest dobrze, zwłaszcza jeśli ten jeden puzzel wmieszał się do zestawu i kompletnie do niego nie pasuje. Tłucze się bezsensownie po pudełku i jedyne co potrafi to irytować.
- Co to tu robi - towarzysząca mi kobieta podążyła za moim wzrokiem, po czym szybko zaczęła skrupulatnie przeglądać papiery alfabetycznie ułożone na podkładce
- Przyszła jako osoba towarzysząca.
- Tyle to ja wiem, nie wpuszczamy tu żebractwa z krawężnika. Interesuje mnie z kim konkretnie przyszła - natychmiast po raz kolejny zaczęła przeglądać swoje notatki
- Przyszła z... z Mikołajem Van den Luythar... - weszłam jej w pół słowa, nie musiała kończyć
- Masz się ich natychmiast pozbyć z terenu galerii, obojga - odwróciłam się i poszłam, moja obecność nie była dłużej wymagana, w końcu Ellie wykonuje każde polecenie bez mrugnięcia okiem
- To jest niemożliwe - strach w jej głosie był aż namacalny. Jak to niemożliwe? Spokojnym krokiem podeszłam do niej, mimo że w duszy miałam ochotę ją rozszarpać, za to jej "niemożliwe" i w ciszy czekałam na jakieś sensowne wyjaśnienie, które w jakikolwiek sposób ją usprawiedliwi. Wiedziała, że nie ma na to zbyt wiele czasu - Mikołaj Van den Luytharden wraz z osobą towarzyszącą został w ostatniej chwili wpisany na listę w miejsce jednego z gości, który zrezygnował - w ciągu tej samej rozmowy kolejny raz udowodniła swoją niekompetencję, wszystko wskazywało na to, że nasza współpraca nieubłaganie dobiega końca
- Dlaczego nic o tym nie wiem? - skuliła się w sobie, jakby ich obecność tutaj nie była najgorszą informacją, jaką miałam usłyszeć
- Na starcie zadeklarował chęć licytacji. Mówi się, że jest faworytem do wygrania aukcji - Cudownie - W takim razie trzymaj ich z dala ode mnie, nie chcę sobie jeszcze bardziej psuć humoru. A jej pilnuj, nie będę tolerowała żadnej błazenady, nie mam ochoty na sprzątanie po skandalach, jedno potknięcie i może być osobą towarzyszącą samego prezydenta, a i tak wylatuje na zbity pysk - już wystarczyło, że dzięki niefortunnemu zbiegowi wydarzeń on się przypałętał, ale na dodatek musiał przywlec ze sobą nikogo innego jak Cherubinę Wade. Nie miesza się złota z błotem. Posmakuje luksusu i całkowicie niesłusznie poczuje się kimś, będzie chciało na stałe wkraść się w krąg zdecydowanie lepszych od siebie. Spróbuje zasiąść przy stole podczas gdy jego miejsce nie jest nawet na wycieraczce.
Młotek licytacyjny zapadł po raz ostatni, kończąc tym samym aukcję. Odchrząknęłam delikatnie i przygryzłam język, nie chcąc powiedzieć nieodpowiednich słów w nieodpowiednim miejscu, by szybko serdecznie się uśmiechnąć.
- Pan z numerem 13, zapraszam do siebie naszego wielkiego wygranego wieczoru. Brawa dla pana. Od razu gratuluję wygranej licytacji, na nasze szczęście będzie pan mógł odebrać swoją własność dopiero gdy wystawa dobiegnie końca. Tak więc państwo jak i przyszli zwiedzający jeszcze przez jakiś czas będą mogli cieszyć swoje oczy tym arcydziełem - poczekałam aż mężczyzna, który aktualnie zbierał się ze swojego miejsca wraz z tym swoim bezczelnym uśmieszkiem w akompaniamencie braw, ruszy w moją stronę - Zapraszam pana na sformalizowanie transakcji, tak jak wcześniej mówiłam, zgodnie z warunkami i regulaminem aukcji obraz zostaje u nas do końca wystawy. Tymczasem resztę państwa zapraszam na bankiet - skinęłam głową na swoją asystentkę i zanim zdążył do mnie dojść i cokolwiek odpowiedzieć kobieta szła już z nim do biura, aby sfinalizować zakup. Nie byłam wyjątkowo zachwycona, że to akurat on wygrał, zdecydowanie wolałabym, żeby był to ktoś inny, jednak urok licytacji jest taki, że spore przepłacenie nie jest niczym wyjątkowym, co w tym konkretnym przypadku odpowiednio rekompensowało moje niezadowolenie.
- Właściciel za moment powinien dotrzeć. W tym czasie jestem zobowiązany przypomnieć, że w związku, iż była to aukcja publiczna zgodnie z prawem ma pan obowiązek kupna przedmiotu aukcji bez możliwości rezygnacji pod groźbą kary pieniężnej lub przy niezwykle wysokiej wartości przedmiotu tak jak w tym przypadku, kary pozbawienia wolności. Na zapłatę ma pan dziesięć dni od dnia podpisania umowy - przez niedomknięte drzwi słyszałam, jak notariusz rzeczowo tłumaczył ostatnie procedury, zwykle nie ma problemu z finalizacją zakupu, jednak już sama obecność tej dwójki była przykrym nieporozumieniem, kolejny incydent nie był mile widziany. Delikatnie pociągnęłam za klamkę, a gdy stanęłam w drzwiach, wszyscy jak jeden mąż spojrzeli w moją stronę.
~Ruby?
1350 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz