29 marca 2026

Od Luci cd. Ardala

Przez chwilę oglądałem swój nos w lustrze, przechyliłem głowę w jedną stronę, a potem w drugą. Krew dalej spływała na moje usta a grzbiet nosa był wyraźnie przekrzywiony.

— Puchnie. — stwierdziłem cicho. Komornik stał za moimi plecami, wciąż w tym samym miejscu. Dziwiłem się, dlaczego ochrona jeszcze go stąd nie wyrzuciła. Sięgnąłem po chusteczki i przyłożyłem je do opuchniętego i na pewno złamanego nosa.
    — Pewnie złamany. — powiedział w końcu, przechyliłem głowę znowu, obserwując jak wygląda linia mojego nosa z różnych perspektyw.
    — Może…— odparłem tylko i wsunąłem palce po obu stronach, mój kciuk wylądował z jednej strony a palec wskazujący z drugiej. Ardal drgnął lekko widząc co planuje zrobić.
    — Luca…— nie zdążył dokończyć, gdy po zapleczu rozniósł się krótki, suchy trzask kości. Puściłem nos i powoli wciągnąłem powietrze przez usta, sięgnąłem po kolejną chusteczkę i przycisnąłem ją do nosa, który mimo wszystko dalej krwawił. Jednak już z mniejszą intensywnością. 
    — Ty…— zaczął w końcu nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć. — Ty sobie właśnie nastawiłeś nos. — odparł a ja tylko wzruszyłem ramionami, wyprostowałem się i odszedłem od lusterka.
    — Wyglądało gorzej niż było. Będę żył. — spojrzałem w jego stronę i oparłem się biodrami o umywalkę, odsunąłem chusteczkę od nosa. — Krzywo?
    — Nie. — powiedział dość sucho. — Niestety prosto. — skomentował na co kącik moich ust drgnął ku górze.
    — Nie rób takiej miny, to tylko chrząstka. — prychnąłem cicho, Ardal otworzył usta i szybko zamknął je z powrotem nie bardzo wiedząc co miałby na to odpowiedzieć.
    — To tylko chrząstka…— powtórzył pod nosem przecierając twarz dłonią. Przez chwilę nie wiedział, jak ma się zachować aż w końcu spojrzał na mnie jak na skończonego idiotę. — Ty siebie słyszysz? Jesteś… Nieważne. — poddał się a ja zmiąłem zakrwawioną chusteczkę i wyrzuciłem ją do kosza. Sięgnąłem po kolejną przykładając ją od razu do nosa.
    — Mów śmiało. — spojrzałem na niego kątem oka, dość dziwnie wyglądał. Nie pasował do całej atmosfery tego miejsca. — Słyszałem już chyba wszystko.
    — W to nie wątpię. — Ardal oparł się ramieniem o framugę drzwi. Światło na zapleczu były ostre, dobijały się tylko niewielkie kolorowe błyski z Sali. Muzyka dość mocno dudniła, ale nie na tyle by był problem z usłyszeniem kto co mówi.
    — A tak, poza tym, raczej nie powinieneś tu przychodzić sam. — mruknąłem i podszedłem do swojej szafki, wyciągnąłem z niej puszkę energetyka i jedną dłonią go otworzyłem co nie umknęło Ardalowi.
    — Niby dlaczego? — zapytał od razu zaciekawiony.
    — Bo sporo tutaj twoich klientów. — mruknąłem od niechcenia i wziąłem spory łyk kolorowego napoju. — Jeszcze ktoś cię złapie, gdzieś zaciągnie i pobije. — powiedziałem wyrzucając chusteczkę do kosza, krew przestała kapać z nosa. Mogłem w końcu normalnie oddychać, bez żadnego bólu czy nieprzyjemnego uczucia kotłującej się krwi w środku. — Albo gorzej. — dodałem ciszej, zatrzaskując drzwiczki od szafki. — Nie każdy kończy tylko na pobiciu.
    — Pobije? — Ardal uniósł lekko brew. — Myślisz, że jestem aż tak nielubiany?
    — Niektórzy. — powiedziałem spokojnie łapiąc za swoje ubrania, bez skrępowania ściągnąłem spodenki zostając przed nim w samych bokserkach. — Wracasz ze mną.
    — Co? — zapytał a jego brwi powędrowały do góry, aż odbił się od ściany a dłonie puścił wzdłuż ciała.
    — No ze mną. Samochodem, do domu. Twojego albo mojego…— kącik ust lekko mi drgnął. — Jak już byłeś na tyle odważny by tutaj wejść to i może odważysz się na kolejną wizytę u mnie. Jeśli nie, to podrzucę cię chociaż do domu.
    — Nie wiem czy to dobry pomysł, jeżeli jeździsz tak jak się zachowujesz to podziękuję.
    — Spokojnie, każdy kto ze mną jechał żyje i ma się dobrze. — powiedziałem uśmiechając się szeroko, gdy przerzuciłem torbę przez ramię. — No prawie każdy, ale zmarłych wrzuconych do auta nie liczymy.
    — To wcale nie brzmi pocieszająco, chyba uznam, że tego nie słyszałem. — mruknął przecierając dłonią twarz. — Ale zaryzykuję. Już i tak chyba nic gorszego się nie stanie.

*

Wyszedłem z klubu idąc przed siebie w stronę sporego parkingu, słyszałem jak Ardal podążał tuż zaraz za mną. Jego kroki były dość niepewne jakby jeszcze się zastanawiał czy nie warto wycofać się z tego pomysłu. 
    — Chodź chodź, bo jeszcze mi się zgubisz tu. — skomentowałem przechodząc między samochodami aż nagle przystanąłem i cofnąłem się o kilka kroków na widok jednego samochodu. — Uuu. — mruknąłem pod nosem, wyciągnąłem szybko telefon z kieszeni by zrobić zdjęcie. Ardal zza moich pleców niepewnie przystanął a jego wzrok powędrował w stronę tego ładnego cacka.
    — Po co robisz zdjęcie? — zapytał, spojrzałem na niego przez ramię. Mężczyzna stał wyprostowany z dłońmi założonymi na klatce piersiowej.
    — Bo mi się podoba, może sobie kupię takie. — powiedziałem oglądając samochód z każdej strony.
    — Masz długi, których nie spłacasz i jeszcze myślisz nad zakupem jakiegoś auta? Jak nie spłacisz długu to samochód zrobi papa. — prychnął głośno. Parsknąłem cicho pod nosem i jeszcze raz rzuciłem okiem na samochód.
    — Kto powiedział, że chcę go kupić? — rzuciłem luźno a usta wygięły mi się w niewinnym uśmieszku, gdy spojrzałem w jego stronę by zobaczyć jak kolory z twarzy Ardala odpłynęły gdzieś daleko.
    — Co…? — stanął jak wryty, nie wiedział, jak ma zareagować. Wpatrywał się we mnie z szeroko otwartymi oczami, ciało miał spięte i widziałem jak włosy na karku mu się zjeżyły.
    — No co? — wzruszyłem ramionami. — Mówiłeś, że mnie nie stać to znalazłem sobie alternatywę.
    — Ty żartujesz, prawda? — zapytał, jego głos był niższy i pobrzmiewała w nim nutka strachu zmieszana z niedowierzaniem.
    — Wyglądam jakbym żartował? — przez chwilę patrzyliśmy na siebie w kompletnej ciszy.
    — Nie, nie, nie. Nawet o tym nie myśl. — mruknął odwracając się, widziałem jak nerwowo zaczesał włosy.  Zaczął rozglądać się dookoła w nadziei, że ktoś będzie przechodził. Zacząłem przyglądać się drzwiom kierowcy i zamkom przez szybę.
    — Luca, uspokój się. Tu na pewno są kamery! — jęknął marudnie stając zaraz przy mnie i próbując mnie rozmyślić z tego pomysłu.
    — Owszem, są. I wiesz, jak to będzie wyglądało? — zapytałem z uśmiechem nachylając się do drzwi od strony kierowcy by je otworzyć. — Że mi pomagasz, współudział w kradzieży.
    — Na pewno rejestrują też dźwięk…— mruknął zestresowany, gdy drzwi wydały ciche kliknięcie, złapałem za klamkę i otworzyłem je zadowolony.
    — Nie rejestrują. — skomentowałem i wsiadłem do samochodu próbując go odpalić.
    — Skąd możesz to wiedzieć i jak niby chcesz je odpalić bez kluczyków? — zdenerwowany krążył wokół własnej osi, zapewne zastanawiając się czy to już odpowiedni moment by zadzwonić na policję. Pochyliłem się niżej pod kierownicą, plastiki cicho skrzypnęły, kiedy wsunąłem rękę w głąb szukając czegoś co już kiedyś widziałem i zrobiłem.
    — Luca, ty nawet nie wiesz co robisz. — warknął Ardal zatrzymując się nagle przy drzwiach pasażera.
    — Wiem wystarczająco, to nie moje pierwsze rodeo. — rzuciłem cicho grzebiąc dłonią. — No dalej…
    — Ty siebie słyszysz? — nachylił się nieco próbując zajrzeć do środka by zobaczyć co robię. Zignorowałem go, poczułem małe napięcie i deska rozdzielcza nagle zamigotała. Czułem jak komornik obok ewidentnie się spiął. Samochód odpalił niemrawo.
    — Widzisz? Mówiłem!
    — Pajacu, wyłaź z tego auta natychmiast. — światła nagle rozbłysły mocniej a silnik wydał przyjemny dźwięk. Do czasu… Samochód wydał z siebie przenikliwy pisk uruchamiający alarm. Ardal obok mnie aż podskoczył zaskoczony i wystraszony nagłym hałasem.
    — No i pięknie! Po prostu genialnie! — wyrzucił dłonie w powietrze sfrustrowany. — Wyłącz to!
    — Próbuję! — warknąłem głośno, serce biło mi jak szalone, gdy grzebałem w kablach a alarm w dalszym ciągu nie chciał odpuścić. Zakląłem pod nosem widząc jak parę osób wyszło z klubu zapewne chcąc już wracać do domu. Ryzyko przyłapania rosło z każdą sekundą.
    — Luca. Wysiadaj albo zaraz będziesz miał takie kłopoty, że ten dług to pikuś.
    — To nie było specjalnie! — powiedziałem ostrzej a Ardal złapał mnie za ramię próbując wyszarpać z auta.
    — Ej! Co wy robicie z moim autem?! — oboje zamarliśmy, z naszych ust uciekło tylko ciche ,,o kurwa’’. Powoli spojrzałem w stronę wejścia do klubu widząc jak tęgi mężczyzna ruszył wkurwiony w naszą stronę.
    — To chyba koniec zabawy. — mruknąłem cicho przez co dostałem od Ardala w tył głowy.
    — Wyłaź! — nawet już z nim nie dyskutowałem. Szybko wyskoczyłem z auta tak, że prawie zahaczyłem barkiem o drzwi. Alarm zawył jeszcze głośniej.
    — Spierdalamy! — syknąłem i nawet nie czekałem na jego odpowiedź. Złapałem go w pasie jednym, szybkim ruchem i zanim zdążył zaprotestować, poderwałem go do góry.
    — Co ty robisz do cholery?! — krzyknął zaskoczony, gdy odwróciłem się na pięcie i ruszyłem sprintem przez parking.
    — Stać! Złodzieje! — krzyknął wkurwiony właściciel, gdy z innymi ludźmi ruszyli na nas. Buty ślizgały mi się lekko po mokrym podłożu, Ardal szarpnął się mocniej, ale gdy usłyszał krzyki właściciela i groźby skierowane w naszą stronę, złapał mnie mocniej za bluzę.
Dopadłem do swojego samochodu szybko otwierając drzwi. Wrzuciłem go jak worek ziemniaków na miejsce pasażera a sam dopadłem do kierownicy.
    — Jedź! — krzyknął spanikowany, nawet się nie zastanawiałem. Odpaliłem silnik i wcisnąłem gaz do dechy. Koła zapiszczały a samochód szarpnął mocno i ruszył z miejsca. Wyjechałem z parkingu zostawiając za sobą wkurwionego właściciela i jego kolegów. Przez chwilę panowała między nami kompletna cisza, dopiero gdy Ardal uspokoił oddech odwrócił się w moją stronę oburzony.
    — Ty jesteś pojebany!


Ardal?


1434 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz