Przez chwilę oglądałem swój nos w lustrze, przechyliłem głowę w jedną stronę, a potem w drugą. Krew dalej spływała na moje usta a grzbiet nosa był wyraźnie przekrzywiony.
Wyszedłem z klubu idąc przed siebie w stronę sporego
parkingu, słyszałem jak Ardal podążał tuż zaraz za mną. Jego kroki były dość
niepewne jakby jeszcze się zastanawiał czy nie warto wycofać się z tego
pomysłu.
— Chodź chodź, bo jeszcze mi się zgubisz tu. — skomentowałem przechodząc między
samochodami aż nagle przystanąłem i cofnąłem się o kilka kroków na widok
jednego samochodu. — Uuu. — mruknąłem pod nosem, wyciągnąłem szybko telefon z
kieszeni by zrobić zdjęcie. Ardal zza moich pleców niepewnie przystanął a jego
wzrok powędrował w stronę tego ładnego cacka.
— Po co robisz zdjęcie? — zapytał, spojrzałem na niego przez ramię. Mężczyzna
stał wyprostowany z dłońmi założonymi na klatce piersiowej.
— Bo mi się podoba, może sobie kupię takie. — powiedziałem oglądając samochód z
każdej strony.
— Masz długi, których nie spłacasz i jeszcze myślisz nad zakupem jakiegoś auta?
Jak nie spłacisz długu to samochód zrobi papa. — prychnął głośno. Parsknąłem
cicho pod nosem i jeszcze raz rzuciłem okiem na samochód.
— Kto powiedział, że chcę go kupić? — rzuciłem luźno a usta wygięły mi się w
niewinnym uśmieszku, gdy spojrzałem w jego stronę by zobaczyć jak kolory z
twarzy Ardala odpłynęły gdzieś daleko.
— Co…? — stanął jak wryty, nie wiedział, jak ma zareagować. Wpatrywał się we
mnie z szeroko otwartymi oczami, ciało miał spięte i widziałem jak włosy na
karku mu się zjeżyły.
— No co? — wzruszyłem ramionami. — Mówiłeś, że mnie nie stać to znalazłem sobie
alternatywę.
— Ty żartujesz, prawda? — zapytał, jego głos był niższy i pobrzmiewała w nim
nutka strachu zmieszana z niedowierzaniem.
— Wyglądam jakbym żartował? — przez chwilę patrzyliśmy na siebie w kompletnej
ciszy.
— Nie, nie, nie. Nawet o tym nie myśl. — mruknął odwracając się,
widziałem jak nerwowo zaczesał włosy. Zaczął
rozglądać się dookoła w nadziei, że ktoś będzie przechodził. Zacząłem
przyglądać się drzwiom kierowcy i zamkom przez szybę.
— Luca, uspokój się. Tu na pewno są kamery! — jęknął marudnie stając zaraz przy
mnie i próbując mnie rozmyślić z tego pomysłu.
— Owszem, są. I wiesz, jak to będzie wyglądało? — zapytałem z uśmiechem nachylając
się do drzwi od strony kierowcy by je otworzyć. — Że mi pomagasz, współudział w
kradzieży.
— Na pewno rejestrują też dźwięk…— mruknął zestresowany, gdy drzwi wydały ciche
kliknięcie, złapałem za klamkę i otworzyłem je zadowolony.
— Nie rejestrują. — skomentowałem i wsiadłem do samochodu próbując go odpalić.
— Skąd możesz to wiedzieć i jak niby chcesz je odpalić bez kluczyków? —
zdenerwowany krążył wokół własnej osi, zapewne zastanawiając się czy to już
odpowiedni moment by zadzwonić na policję. Pochyliłem się niżej pod kierownicą,
plastiki cicho skrzypnęły, kiedy wsunąłem rękę w głąb szukając czegoś co już
kiedyś widziałem i zrobiłem.
— Luca, ty nawet nie wiesz co robisz. — warknął Ardal zatrzymując się nagle
przy drzwiach pasażera.
— Wiem wystarczająco, to nie moje pierwsze rodeo. — rzuciłem cicho grzebiąc
dłonią. — No dalej…
— Ty siebie słyszysz? — nachylił się nieco próbując zajrzeć do środka by zobaczyć
co robię. Zignorowałem go, poczułem małe napięcie i deska rozdzielcza nagle
zamigotała. Czułem jak komornik obok ewidentnie się spiął. Samochód odpalił
niemrawo.
— Widzisz? Mówiłem!
— Pajacu, wyłaź z tego auta natychmiast. — światła nagle rozbłysły mocniej a
silnik wydał przyjemny dźwięk. Do czasu… Samochód wydał z siebie przenikliwy
pisk uruchamiający alarm. Ardal obok mnie aż podskoczył zaskoczony i
wystraszony nagłym hałasem.
— No i pięknie! Po prostu genialnie! — wyrzucił dłonie w powietrze
sfrustrowany. — Wyłącz to!
— Próbuję! — warknąłem głośno, serce biło mi jak szalone, gdy grzebałem w kablach
a alarm w dalszym ciągu nie chciał odpuścić. Zakląłem pod nosem widząc jak parę
osób wyszło z klubu zapewne chcąc już wracać do domu. Ryzyko przyłapania rosło
z każdą sekundą.
— Luca. Wysiadaj albo zaraz będziesz miał takie kłopoty, że ten dług to pikuś.
— To nie było specjalnie! — powiedziałem ostrzej a Ardal złapał mnie za ramię
próbując wyszarpać z auta.
— Ej! Co wy robicie z moim autem?! — oboje zamarliśmy, z naszych ust uciekło
tylko ciche ,,o kurwa’’. Powoli spojrzałem w stronę wejścia do klubu widząc jak
tęgi mężczyzna ruszył wkurwiony w naszą stronę.
— To chyba koniec zabawy. — mruknąłem cicho przez co dostałem od Ardala w tył
głowy.
— Wyłaź! — nawet już z nim nie dyskutowałem. Szybko wyskoczyłem z auta tak, że
prawie zahaczyłem barkiem o drzwi. Alarm zawył jeszcze głośniej.
— Spierdalamy! — syknąłem i nawet nie czekałem na jego odpowiedź. Złapałem go w
pasie jednym, szybkim ruchem i zanim zdążył zaprotestować, poderwałem go do
góry.
— Co ty robisz do cholery?! — krzyknął zaskoczony, gdy odwróciłem się na pięcie
i ruszyłem sprintem przez parking.
— Stać! Złodzieje! — krzyknął wkurwiony właściciel, gdy z innymi ludźmi ruszyli
na nas. Buty ślizgały mi się lekko po mokrym podłożu, Ardal szarpnął się mocniej,
ale gdy usłyszał krzyki właściciela i groźby skierowane w naszą stronę, złapał
mnie mocniej za bluzę.
Dopadłem do swojego samochodu szybko otwierając drzwi. Wrzuciłem go jak worek
ziemniaków na miejsce pasażera a sam dopadłem do kierownicy.
— Jedź! — krzyknął spanikowany, nawet się nie zastanawiałem. Odpaliłem silnik i
wcisnąłem gaz do dechy. Koła zapiszczały a samochód szarpnął mocno i ruszył z
miejsca. Wyjechałem z parkingu zostawiając za sobą wkurwionego właściciela i
jego kolegów. Przez chwilę panowała między nami kompletna cisza, dopiero gdy
Ardal uspokoił oddech odwrócił się w moją stronę oburzony.
— Ty jesteś pojebany!
Ardal?
1434 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz