31 marca 2026

Od Minkiego — To nie jest walentynkowa randka II

Minki od zawsze (i na zawsze) pozostanie wiernym fanem parków rozrywki, szczególnie tych z rollecoasterami. Uwielbia czuć adrenalinę, gdy pracownicy kolejki zapinają mu pasy, aby po chwili usłyszeć komunikat: „prosimy o niewystawianie rąk, nóg lub innych kończyn poza kolejkę, grozi ich utratą”. Wjazd kolejki na 50 metrów w górę, co umożliwia spojrzenie na cały park rozrywki i pobliską okolicę, mogąc dostrzec wiele. O ile miało się dobry wzrok. Kiedy kolejka zjeżdżała w dół, przeciążając całe ciało, aby po chwili znowu wzbić się w górę, nie pozwalając organizmowi przyzwyczaić się do przeciążeń. Kilka spirali, następnie ostry zakręt w lewo i był koniec. 
Zwykle przejazd trwał od kilku sekund do kilku minut. A przeciążenia różnie wpływały na innych, szczególnie kiedy kolejki były dodatkowo zasilane magią, która potrafiła płatać figle. Niektórzy dziękowali pracownikom za zabranie im okularów, bo przynajmniej nie musieli oglądać całej trasy strachu. Inni ciężko zbierali się po atrakcji, a niektórzy nawet potrafili stracić przytomność podczas przeciążeń, po czym budzili się w trakcie zjazdu kolejki, wykrzyczeli się i znowu zemdleli. Wyglądało to od boku zabawnie, ale jednocześnie stan zdrowia kogoś takiego wzbudzał wątpliwości. Oczywiście, znaleźli się również śmiałkowie, którzy strzepnęli z siebie niewidzialny kurz, uśmiechnęli się i opuścili kolejkę z głośnym ziewnięciem. Jakby to nie było nic szczególnego, drobnostka. 
Minki właśnie do tej ostatniej grupy należał. Mało jaka kolejka wzbudziła w nim tyle adrenaliny, ile by oczekiwał. Większość była dla niego akceptowalna. Kiedy dla jego brata jakakolwiek większa kolejka z większym przeciążeniem zawsze kończyła się tak samo, a ten dalej zaparcie się upierał przy swoim. Hyuk często przeceniał swoje możliwości, które Minki widział gołym okiem. Jednak, jak widać, zwracanie młodszemu uwagi nic nie dawało. Dlatego machnął na niego ręką, zabierając Lucille na watę cukrową. Stali przy budce, zastanawiając się, jaki smak waty powinni wybrać. Mogli pójść w najprostsze smaki, ale Min uważał, że nie chce zwykłej, nudnej, białej waty. Lu machnęła na niego ręką, wybierając właśnie białą. Minki spuścił lisie uszy, mrużąc oczy, w końcu decydując się, że on chce w takim razie różową. 
Fox zapłacił za słodkości, odchodząc z przyjaciółką od sprzedawcy. Niedaleko znaleźli ławkę, którą zajęli, nim jakiś obcy dzieciak ją zajął. Mężczyzna prychnął, zakładając nogę na nogę, patrząc, jak dziecko tupta nogą niezadowolone na zachowanie dorosłego, odbiegając od swoich rodziców. Palcem wskazał na kitsune, który zajadał się watą cukrową, dokładnie obserwując całą trójkę.
— Daj mi swojej — powiedział, sięgając bezceremonialnie po watę swojej przyjaciółki, ignorując, że nie zdążyła jeszcze odpowiedzieć. Nawet (biedna) Lu nie zdołała zareagować, a Minki skubnął trochę jej waty. Posmakował, zamruczał, po czym posmakował swoją, zamlaskał, jakby chciał poczuć smak intensywniej. — Moja lepsza — stwierdził, podsuwając własną watę pod nos przyjaciółki. — No spróbuj! 
Lucille zaśmiała się na zachowanie Minkiego, kręcąc w niedowierzaniu głową. Jednak nic nie powiedziała, posłuchała przyjaciela i urwała początkowo mały kawałek. Jak się okazało, wata wręcz się do niej przyczepiła i z małego kawałka zrobił się wielki kawałek. Minki złapał się za pierś, odwrócił głowę w bok, udając, że boli go kradzież przez Lu tak dużej części waty. 
— Nie chce tyle nooo — burknęła, próbując odczepić resztę waty, aby zostawić sobie kawałek. Próbowała to zrobić, przytrzymując swoją watę blisko Minkiego, więc nie trzeba było długo czekać, żeby te złączyły się ze sobą.
Przyjaciele spojrzeli po sobie, prychając rozbawieni zaistniałą sytuacją. Min pokręcił głową w niedowierzaniu, że Lu tak łatwo ich skazała na wspólne jedzenie. Natomiast kobieta wyglądała na lekko zdenerwowaną na watę. Prychnęła, po czym posmakowała ten cholerny, mały kawałek waty od Minkiego.
— Dobra, to fakt — przyznała, kradnąc kolejny kawałek przyjaciela.
— Te-te-te-te — pogroził jej palcem, jednocześnie rzucając spojrzenie, które miało jasno pokazać, że nie ma mu kraść. — To moja wata!
— Teraz już nasza! — zaśmiała się, wskazując na ich złączone waty.
Mężczyzna ciężko westchnął, wywiesił białą flagę i pozwolił przyjaciółce dalej smakować swojej waty cukrowej. Nim można było się zorientować, słodkości nie mieli i pozostały im jedynie patyczki, które wyrzucili do pobliskiego śmietnika. Po wacie zawsze kleiły się ręce, co Minkiego irytowało. Dlatego poszedł umyć dłonie, a Lucille poszła w jego ślady. Jednocześnie Fox postanowił sprawdzić, czy w łazience gdzieś nie leży jego brat. No i znalazł go przy umywalce, przemywającego twarz. Był cały blady, a oczy miał czerwone. Ciężko westchnął, nie dowierzając, że zawsze wszystko kończy się tak samo. 
— Chodź, usiądziemy gdzieś na świeżym powietrzu — zaproponował Minki, na co młodszy się zgodził, pozwalając wyprowadzić się z łazienki.
Lu czekała przed wejściem, przeglądając coś w telefonie. Kiedy tylko zauważyła bliźniaków, schowała urządzenie. Popatrzyła zmartwiona na Hyuka, który nie wyglądał najlepiej. Po chwili przeniosła spojrzenie na drugiego mężczyznę, głową kiwając w stronę młodszego, czy wszystko z nim dobrze. Minki pokręcił jedynie głową w odpowiedzi. Lucille ciężko westchnęła, podchodząc do Minhyuka, aby dać mu się napić coli, którą akurat wcisnął jej Minki. Wiedział, że nie jest to najzdrowszy napój, ale przyda się w razie czego. No i co? Przydało się. 
Minhyuk niestety do siebie nie był w stanie dojść, czuł się tragicznie i było mu słabo. Dlatego też Minki z Lucille postanowili zabrać go do domu. 
— Nie trzeba. Wytrzymam — burknął młodszy, próbując wyszarpać się spod uścisku dwójki, która próbowała wyprowadzić go z terenu parku rozrywki. 
— Sratatata — odpowiedział Minki, uciskając czuły punkt w barku brata, który wydał z siebie stłumione warknięcie. — Widzimy, jak wyglądasz. Zaraz stracisz przytomność i tyle z tego będzie. 
— Powinieneś słuchać starszych — podsumowała Lucille, przytrzymując Hyuka z drugiej strony. — Naprawdę się o ciebie martwimy... 
Tyle wystarczyło, żeby mężczyzna się w końcu zgodził na prośbę dwójki. Na szczęście przyjechali do parku rozrywki samochodem, więc nie musieli martwić się o transport. Hyuk do tego stopnia czuł się źle, że przemienił się w lisa, a Lucille wciągnęła go na swoje kolana, czule gładząc futro młodszego bliźniaka. 
Wrócili do domu Minkiego, uznając, że tam będzie najszybciej się dostać niż do mieszkania jasnowłosej. Oczywiście Hyuk zaparł się i nie chciał wysiadać z auta o własnych siłach, dlatego Lu wzięła go na ręce.
— Boże, jaki ty ciężki — przyznała, poprawiając Hyuka, który przyległ do jej ciała. 
— No jak tyle je, to co się dziwisz. Sama go dokarmiasz — zauważył Minki, przepuszczając przyjaciółkę w drzwiach, na co ta przewróciła oczami. 
Minki poszedł zrobić herbatę dla brata i coś lekkiego do zjedzenia, czyli bułkę z samym masłem. Chociaż młodszy z bliźniaków marudził, to dość szybko odpuścił, gdy Lu zagroziła, że jeśli nie zje, to nic więcej mu nie ugotuje ani nie upiecze.
Oczywiście, Minki również zrobił herbatę dla siebie i Lucille. Hyuk leżał przytulony do boku przyjaciółki, nie pozwalając jej na odsunięcie choćby o milimetr. Starszy z bliźniaków pokręcił głową, siadając na drugiej kanapie, patrząc na dwójkę. 
— I tyle byłoby z dzisiejszych atrakcji. Mam nadzieję, że się podobało — oznajmił, biorąc pilota do ręki, aby włączyć telewizor, jednocześnie nie spuszczając wzroku z Lu.
— Tak — przyznała kobieta nieco ciszej, delikatnie się uśmiechając. — Dziękuję. 
Minki zamrugał zaskoczony na te słowa, niemalże przełażąc po stoliku kawowym. Jakby niedowierzając, że Lu podziękowała. 
— Czy ja dobrze usłyszałem? — spytał, przyglądając się przyjaciółce. Przyłożył dłoń do jej czoła, sprawdzając, czy aby na pewno nie ma gorączki. — Wszystko w porządku? Na pewno jesteś Lucille? Hyuk cię nie opętał?
Wspomniany podniósł głowę, patrząc na starszego brata, jak na debila.
— Spierdalaj. 
— Mam się dobrze, Minki — odpowiedziała Lu, zabierając rękę przyjaciela z czoła. — Było... miło. Podobało mi się.
— Naprawdę? — lisie ogony Minkiego niekontrolowanie się pojawiły, radośnie merdając na usłyszane słowa. 
Lu popatrzyła na ogony przyjaciela, a potem na jego twarz. Przytaknęła głową, powodując, że ogony jeszcze bardziej radośnie merdały, tworząc pewnego rodzaju wiatrak. 
— Już, już, chowaj je — poklepała przyjaciela po głowie niczym psa. — Herbaty nam wyziębisz i jeszcze będą całe w futrze... 
Minki mruknął niezadowolony, chowając ogony. Wrócił na swoje miejsce, tym razem skupiając się na telewizji. 
— Obejrzymy bajkę — oznajmił, nie oczekując na żadną odpowiedź. — A na kolacje... zjemy lazanię! Oczywiście Lu będzie mieć wege, ja normalną.
— Ja też chcę! — stęknął Hyuk, który wrócił do swojej ludzkiej postaci, aby zjeść w końcu przygotowane bułki. 
— Nie możesz! — odpowiedział Minki, gromiąc brata spojrzeniem. — Pomożesz mi, Lu? — spytał, przenosząc spojrzenie na przyjaciółkę, która podniosła ręce do góry w geście kapitulacji.
— Raczej wyjścia nie mam — stwierdziła, podnosząc się z kanapy, aby pójść zobaczyć do lodówki, czy wszystko mają. Minki dość szybko potruchtał do przyjaciółki, opierając swoją głowę o tę jej. — Nie musisz być aż tak blisko.
— Muszę. 
Lu westchnęła, sięgając po potrzebne składniki z lodówki, po czym obróciła się w bok i uciekła spod Minkiego, aby wszystko położyć na blacie. Nie chcąc tracić więcej czasu, zabrali się za przygotowywanie kolacji. Oczywiście większość zrobiła Lu, a Minki był jej wiernym pomagaczem. Hyuk również chciał pomóc, ale skończył w łazience. 
Lazanie wstawili do piekarnika, a w międzyczasie Fox poszedł do drugiej łazienki, aby się umyć po całym dniu. Lucille nieszczególnie chciała zostać na noc, ale kiedy Hyuk zaczął ją prosić po powrocie z łazienki, zgodziła się i poszła się umyć. Dostała od Minkiego koszulkę i krótkie spodenki, które jej sięgały do połowy ud. W tym czasie zdołała się kolacja zrobić, więc Minki i Lu nałożyli sobie porcję, a Hyuk patrzył przybity, jak dwójka rozkoszuje się smakiem lazanii. 
— Co oglądamy? — spytała Lu, opierając się o poduszki na kanapie, spoglądając na telewizor.
— Zwierzogród! — odpowiedział Minki, szeroko się uśmiechając do przyjaciółki. 
— Czy to dlatego, że jest tam lis? — spytała rozbawiona.
— Nieeee, co ty!
Lucille jedynie się uśmiechnęła, kręcąc głową rozbawiona, machając ręką na słowa przyjaciela. Minki przyniósł jeszcze dla wszystkich koce, aby można było się przykryć, gdyby zrobiło się chłodniej. Choć miał włączone grzejniki, to czasami to mogło nie wystarczyć. Oczywiście Lu dostała swój ulubiony w lisy, Hyuk miał różowy, a Minki oczywiście w panterkę. 
Kiedy każdy wziął swój talerz z posiłkiem, Minki włączył bajkę, a każdy wygodnie rozsiadł się na kanapie.
Uważał tegoroczne walentynki za udane.

1583 słowa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz