26 marca 2026

Od Lucille cd. Minkiego

— Co za durne pytanie, Hyuk — warknęłam, odprowadzając wzrokiem krztuszącego się Minkiego. — Dlaczego w ogóle mam ich porównywać?
Popatrzył na mnie znacząco, natomiast nie miałam bladego pojęcia, co chciał mi tym spojrzeniem przekazać. Zmarszczyłam brwi w konsternacji. Cała ta sytuacja zaczynała się robić coraz bardziej dziwna, a przy okazji irytująca. Kitsune westchnął, teatralnie załamując ręce. Zszedł w końcu ze mnie, oferując nawet rękę, żeby pomóc mi wstać, ale rzuciłam mu tylko mordercze spojrzenie i pozbierałam się z podłogi o własnych siłach. Teraz to może mnie cmoknąć.
— Aha, i wcale nie uśmiecha mi się nigdzie z nim wychodzić, ale brzmiał na zawiedzionego, jak chciałam odmówić — tyknęłam Hyuka palcem wskazującym w pierś. Mogłam w czoło, może by mu to władowało do tej łepetyny trochę zdrowego rozsądku. Tyle się znaliśmy... — Wyglądał jak zbity szczeniak, co miałam mu powiedzieć?
— Na przykład ,,nie"? — Hyuk złapał mnie za nadgarstek i pochylił się nade mną. — Pomyślałaś, jak Minki się będzie z tym czuł? Co na to powie?
— Eee, nic? — nie mogłam zupełnie załapać ciągu myślowego, który zawiódł go do tego momentu w tych dziwnych dywagacjach.
Hyuk przejechał załamany dłonią po twarzy, drugą rękę opierając na biodrze. Spojrzał na mnie z góry z nieodgadnionym wyrazem.
— No co? — burknęłam, odwracając wzrok. Akurat w tym momencie do salonu wrócił Minki, podeszłam więc do niego, żeby usiąść koło niego na kanapie z zamiarem zjedzenia swojego kawałka ciasta. Który magicznie zniknął. Utkwiłam spojrzenie w pustym talerzyku. Jedynym wspomnieniem kiedyś spoczywającego na nim jabłecznika było raptem parę okruszków. Mogłam wziąć więcej z domu... No trudno.
— Spotkałaś się z nim? — nagłe pytanie przyjaciela zaskoczyło mnie to tego stopnia, że drgnęłam lekko, przenosząc na niego wzrok. Zamrugałam. Raz. Drugi. — Nawet jeśli to zrobiłaś, to możesz mi powiedzieć. Po prostu... — Minki podrapał się po karku w wyrazie zakłopotania, nie patrząc na mnie. A ja nie wiedziałam, jak mam na to zareagować. Czy oni wszyscy dzisiaj powariowali? — Po prostu jesteś moją przyjaciółką i wolałbym takie rzeczy wiedzieć. Nie chcę, żebyś to przede mną zataiła, bo boisz się mojej reakcji...
Zabrakło mi słów, którymi mogłabym wyrazić, jak bardzo obydwoje mają jakieś błędne wyobrażenie o całej tej sytuacji. Otworzyłam usta, zaraz jednak ponownie je zamknęłam, zmieniając zdanie. Spróbowałam jeszcze raz, ponownie się wycofałam z pomysłu. Niczym ryba wyciągnięta na brzeg, walcząca o oddech.
Cała ta sytuacja była iście kuriozalna.
— Idziemy na kawę, Minki. Nic więcej — powiedziałam w końcu, po chwili milczącego wpatrywania się w siebie z przeciwnych stron kanapy. — Wolałabym nie iść ale nie umiem odmawiać ludziom, wiesz o tym. 
— Mi potrafisz — burknął, kładąc lisie uszy po sobie. Przewróciłam oczami.
— Możesz czuć się wyjątkowy.
Nie wiem, czy skutecznie udało mi się zaprzeczyć wszystkiemu, co i jeden, i drugi próbowali mi insynuować. Na pewno temat się na tym zakończył. Hyuk wrócił do grania, Minki przyniósł mi jeszcze jeden kawałek ciasta, który się jednak ostał. Cudownie wrócić do normalności.

***

— Patrz, co ci kupiłem!
Wodziłam wzrokiem między prostymi, białymi doniczkami z czarnymi napisami, które trzymał, po jednej w każdej dłoni, a jego nieskończenie zadowolonym z siebie wyrazem twarzy oraz lisimi ogonami, którymi machał z pełnym zaangażowaniem. Stał w drzwiach mojego mieszkania, do którego jak zawsze sam się wprosił. Widziałam go z kuchni, gdzie mnie zastał, kończącą wycierać umytą właśnie patelnię.
— Co tam jest napisane...? — spytałam, odkładając, co trzymałam w rękach. Może się z tym pospieszyłam. Może powinnam go była nią najpierw walnąć.
— No więc na tej — widziałam, jak męczy się ze zdjęciem butów bez rozwiązywania, przydeptując piętę jednego drugą stopą. Spojrzałam na niego z miną wyrażającą dezaprobatę na takie praktyki. Rozwali je w ten sposób... — mamy motto motywacyjne dla potencjalnie umieszczonej w niej rośliny brzmiące ,,I will survive" — pomachał jedną z doniczek. W międzyczasie udało mu się zdjąć jednego buta, przystąpił więc do walki z drugim w ten sam sposób, co z pierwszym. — Na drugiej mamy z kolei piękny, bardzo dobrze opisujący cię napis głoszący "Seryjny morderca roślin".
Szeroki uśmiech, którym zakończył swoją prezentację, rozbroił moje mordercze zapędy pod jego adresem. Trudny przypadek się wylosował, naprawdę...
— Okej... Chciałabym się obrazić, ale to w sumie zabawne — przyznałam, podchodząc, żeby odebrać od niego doniczki. Uśmiechnęłam się, gdy mój wzrok padł na prezent i zobaczyłam, że w istocie napisy są takie, jak powiedział Minki. Urocze. — Ale ej, już dawno żadnej nie zabiłam!
— Bo ja je podlewam!
W sumie fakt.
Prezent był w sumie tematyczny. Wspominałam mu wczoraj, jak pisał z pytaniem, co robię, że w drodze z AUM ogarnęłam sobie sadzonki ziół do gotowania. Taki tam, wiosenny zryw natchnienia w stylu ,,przydadzą się i na pewno dam radę ich nie zabić". Czy się uda? Cóż... przekonamy się.
Natomiast faktycznie brakowało mi osłonek na te cuda. Tymczasowo wylądowały po prostu na talerzu, żeby nie przeciekały na blat, ale jak widać, problem został rozwiązany za mnie.
— Szkoda, że drzwi od łazienki dalej nikt nie naprawił... — rzuciłam mimochodem, odstawiając doniczki na blat w kuchni i natychmiast wsadzając do środka dwa krzaczki. Mięta i bazylia. Nowi domownicy w stylowych ,,wdziankach". Spojrzałam przez ramię na przyjaciela, ale ten udawał, że nie usłyszał mojego komentarza. Pokręciłam głową, rozbawiona, patrząc, jak w obłoczku białego dymu przybrał lisią postać. Wskoczył bezpardonowo na blat i tyknął łapą listek bazylii, który od wczoraj już nieco oklapł.
— Podlej to, bo jutro nie będziesz miała — poinstruował, przystawiając nos do zielonych listków i węsząc. — Ale ładnie pachną.
— Jak to zioła — bez ostrzeżenia złapałam go z obydwóch stron za klatkę piersiową, tuż za przednimi łapami i podniosłam. Tylne łapy i ogony dyndały bez podparcia, gdy ściągnęłam go z blatu. Stęknęłam pod jego ciężarem. — O boże. Ale ciężki jesteś.
— Co ty robisz? — brzmiał na rozbawionego, ale nie protestował. Wręcz był dziwnie luźny i się nie opierał, gdy przycisnęłam go do siebie i objęłam ramionami.
— Nie wolno chodzić po blatach — wtuliłam twarz w sierść na jego karku. Aaaa, jaki on był miękki! — Dziękuję. Za doniczki. Świetne są — gdy skończyłam to mówić, poczułam w ustach jego kłaki. No tak, mogłam się tego spodziewać. Ostatnio skończyło się tak samo, jak jego ogony znalazły się zbyt blisko mojej twarzy. Poprawiłam go tak, że obejmowałam go tylko jedną ręką, przyciskając do boku, a drugą próbowałam pozbyć się białej sierści z buzi. — Serio liniejesz.
— Wiosna idzie. Czego się spodziewałaś? — ewidentnie miał ubaw z całej sytuacji. Poprawił się, oparł tylną łapę na moim biodrze, pewnie żeby było mu wygodniej, niż tak wisieć.
— Wyczesałbyś się czy coś.
— Jak niby? — teraz już jawnie się śmiał z mojego pomysłu. Wydęłam wargi, oburzona. No przecież to oczywiste, że jak sierść leci, to trzeba jej pomóc, bo inaczej ma się całe mieszkanie zakłaczone, tak? A ostatnio upodobał sobie latanie tu w tej formie, miałam potem przez niego wszystko w tych białych kłakach.
— Dobrze. To ja cię wyczeszę — nie poświęciłam ani sekundy rozważaniom nad ewidentnym brakiem taktu tej propozycji. Po prostu z Minkim pod pachą ruszyłam przez przedsionek do łazienki, żeby wziąć stamtąd swoją szczotkę i zabrać się do roboty. Przyjaciel chyba z wrażenia zaniemówił, a gdy po kilkunastu sekundach, w czasie których zdążyłam faktycznie poczynić pierwsze kroki do spełnienia swojej groźby, w końcu otworzył pysk, rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Zatrzymałam się w pół kroku, a Minki znowu zwiotczał w moim uchwycie, chyba porzucając pomysł wyrwania się mi. — Hmm, Hyuk mówił, że przyjdzie?
— On raczej wchodzi, nie dzwo...
Nie zdążył dokończyć, a ja już naciskałam klamkę i zamaszystym ruchem otworzyłam drzwi.
Stając oko w oko z zaskoczonym Felixem.
— O... Hej? — szlag by to... Dobrze, że przebranie się nie było pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po powrocie ze sklepu, bo zaliczyłabym właśnie niezłą wtopę. Boleśnie zdawałam sobie sprawę z wijącego się na moim przedramieniu czarnego znaku kolejnego zawartego paktu. Na szczęście wciąż zasłaniał go rękaw bluzy, którą miałam na sobie. Poczułam, jak Minki wysuwa mi się z uchwytu. Poprawiłam go, podrzucając nieco, żeby znalazł się wyżej, na co stęknął zaskoczony. Ogon raz tylko zamiótł podłogę, dając wyraz odczuwanej przez kitsune irytacji. Szybko się opanował, ale i tak zauważyłam. — Co ty tu robisz?
— Ja... — wzrok mężczyzny z mojej twarzy przesunął się na trzymanego przeze mnie lisa. Zmarszczył brwi, jakby się nad czymś zastanawiał. — Masz zwierzaka...?
— To ja, bałwanie — Minki spróbował się wywinąć, pewnie żeby stanąć na podłodze i wrócić do ludzkiej postaci, ale odruchowo ścisnęłam go mocniej, żeby nie upadł. Zaparł się wszystkimi czterema łapami o mnie. — Puść mnie już, Lu.
A. No tak. Zaśmiałam się nerwowo i odstawiłam przyjaciela ostrożnie na ziemię. Natychmiast przybrał ludzką postać. Zobaczyłam, że po przemianie poza zwyczajowymi smugami białego dymu, w powietrzu unosiły się jeszcze liczne kłaki białej sierści. Zdecydowanie trzeba go wyczesać. Ciekawe, czy Hyuk też się tak sypie. Może jemu też trzeba pomóc....
— Co tu robisz? — Minki otrzepał rękaw bluzy, na który spadło nieco sierści. Dlaczego wyglądał na zirytowanego...?
— Przyszedłem do Lu — Felix się wyprostował, wypinając klatę do przodu. Minki zaraz zrobił to samo. Starcie tytanów, nie ma co...
— Po co? — czemu to brzmiało jak przesłuchanie? Złapałam Minkiego za przedramię i ściągnęłam nieco w głąb mieszkania, żeby przyhamował. — Nie wiedziała, że będziesz. Odwiedziny chyba się zapowiada?
— Ej, już, spokojnie... — zaczęłam, chcąc przejąć kontrolę nad sytuacją, bo dziwnie się obydwoje zachowywali. Nie wyszło. Przerwał mi Felix.
— W sumie to Lu tu stoi i może mówić za siebie, prawda?
— Serio, próbuję... — tym razem Minki nie dał mi dokończyć.
— Nie zmieniaj tematu. Po co przyszedłeś?
— Nie twój...
— STARCZY JUŻ.
Obydwoje natychmiast zamilkli, przenosząc w końcu na mnie uwagę. Zgarbiłam ramiona, gdy poczułam na sobie intensywność ich spojrzeń. Znalazłam się dokładnie między nimi i gdybym nie znała Minkiego na tyle dobrze, by wiedzieć, że nic mi z jego strony nie grozi, to bym chyba spietrała i uciekła spomiędzy nich. Dlaczego w sekundę i jeden i drugi tak bardzo się odpalili...?
— Co tam, Felix? — spytałam już spokojnym tonem. Ktoś tu musiał się zachowywać normalnie w towarzystwie...
— Jak sprzątałem samochód, to znalazłem to między drzwiami a fotelem pasażera — wyciągnął przed siebie rękę z zawieszonym na palcu wskazującym breloczkiem. Zwykła, różowa tasiemka, do której przyczepione były klucze. — Musiało ci wypaść, jak cię odwoziłem.
Zmarszczyłam brwi. Klucze do domu moich rodziców. Faktycznie, nie potrzebowałam ich od przedwczoraj, nie przeglądałam też torebki, którą wtedy miałam, bo nawet nie wiedziałam, że coś zgubiłam...
— Och — wyciągnęłam rękę po swoją własność. Klucze z brzękiem opadły na moją dłoń. — Dzięki. Mogłeś napisać, nie musiałeś się fatygować... Podeszłabym je odebrać.
— Albo ja mogłem jej je odnieść — zauważył Minki. Niby przypadkiem moja pięta trafiła na jego palce, przygniatając je do podłogi. Szkoda, że obydwoje nie mieliśmy na sobie butów, efekt ,,zamilknij" byłby lepszy...
— Nie nie, nie ma problemu. I tak byłem w okolicy i pomyślałem, że wpadnę. To... Będę już uciekał. Widzę, że jesteś zajęta.
— Jeśli masz czas, to możesz wejść na kawę, ciasto... — natychmiast odpaliła się we mnie perfekcyjna pani domu, ale Felix uśmiechnął się tylko i pokręcił głową.
— Dziękuję, ale muszę jechać dalej. Niestety, praca wzywa — na ułamek sekundy przeniósł wzrok ze mnie na stojącego za mną Minkiego, po czym nachylił się i, zanim zdążyłam zareagować, cmoknął mnie w policzek. Zamarłam, zaskoczona. — Będę pisał. Pa!
Patrzyłam za nim, jak znika na schodach. Synapsy w mózgu zdecydowanie mi się przepaliły, bo zapomniałam, jak kontrolować swoje własne ciało. Stałam tak jak kołek, mrugając powoli, aż Minki nie złapał mnie za ramiona, obrócił i wprowadził z powrotem do środka, zamykając za nami drzwi.
Zapadła niezręczna cisza. Objęłam się ramionami, mimowolnie otarłam policzek o swoje ramię. Za blisko.
Pierwszy odezwał się Minki.
— Czyli... odwiózł cię. I odprowadził pod drzwi. Dlatego wiedział, gdzie mieszkasz.
— Tak.
— Nie mówiłaś.
— Mówiłam, że mnie odwiezie, jak pytałeś, czy masz przyjechać mnie podwieźć.
— Nie mówiłaś, że był u ciebie.
— Nie był. Tak jak teraz nie wszedł do środka — zmarszczyłam brwi. — Czekaj, dlaczego ja ci się w ogóle tłumaczę?
— A ten buziak? Słodko. Już oficjalnie jesteście razem?
Zatkało mnie. Pozwoliłam ramionom opaść. Zacisnęłam palce w pięści i obróciłam się na pięcie, stając twarzą w twarz z przyjacielem.
— A może przestań wyciągać pochopne wnioski? — syknęłam. — Jestem tak samo zaskoczona, że to zrobił, jak ty. Nie widać?!
Już otwierał usta, żeby odpowiedzieć, ale wtedy w końcu rozsądek do niego wrócił. Zatrzymał się na moment. Pomyślał. Połączył kropki. Uspokoił się.
— Wszystko git? — spytał, już bez wyrzutu w głosie. Wyglądał nagle na zmartwionego.
— Ta — nagle, nie wiem czemu, zrobiło mi się gorąco. Ruszyłam do sypialni, po drodze ściągając bluzę przez głowę. Spod ciemnego materiału wychynął smoliście czarny znak na skórze przedramienia. — Mówiłam mu, że nie jestem zainteresowana żadnym związkiem, ale oczywiście, po co przyjąć do wiadomości ,,nie"... — burknęłam pod nosem. Zobaczyłam kątem oka, że przyjaciel podąża za mną.
— Coś się stało na tym waszym spotkaniu?
— Nie — chciał iść za mną też do środka, ale wypchnęłam go z pokoju. — Zamierzam się przebrać, nie potrzebuję asysty.
— Ale...
Zamknęłam mu drzwi przed nosem.
— Lucille... Jeśli coś ci zrobił, to mi powiedz — głos przez drzwi był nieco stłumiony, ale słowa pozostawały doskonale zrozumiałe.
— Nic mi nie zrobił — rzuciłam bluzę na łóżko i podeszłam do szafy, żeby wyciągnąć z niej podomowe dresy. — To dobry chłopak, po prostu miał nadzieję na coś, czego nie mogę mu zaoferować — wzięłam głęboki wdech, żeby uspokoić drżenie głosu. Mógł zauważyć. Znak na przedramieniu nie był jedynym. Zza kołnierza wystawał jeszcze jeden. Niewiele, po głównie oplótł się w okolicach barku, ale od czasu do czasu pokazywał się także na szyi. Ale nic nie powiedział. Nic nie wskazywało na to, by zwrócił na niego uwagę. — Możemy już skończyć ten temat, Minki? Proszę?
Nie odpowiedział, co uznałam za zgodę.
Nie rozumiałam, skąd w Minkim i Hyuku takie dziwne reakcje na te ledwie zaczątki uprzejmej znajomości. Ostatecznie to nie tak, że mogłam sobie w ogóle pozwolić na taką relację, o jaką mnie posądzali z Felixem.
W moim życiu nie było raczej przestrzeni na spokój. A już na pewno na angażowanie w sprawę zaklęcia kolejnych osób.

Minki?
2246 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz