Zastanawiałam się czasem, czy moje opuszczenie (bardzo grzeczne określenie, swoją drogą) domu Trevelyanów i odcięcie się od rodziny, było dobrą decyzją. Czy to jest tak, że nie żałuję, bo naprawdę nie żałuję, czy nie żałuję, bo wmówiłam sobie, że nie żałuję i sama przekonałam siebie, że tak jest. Bo dumna nie pozwoliłaby mi przyznać, że to było koszmarnie głupie posunięcie, że zrobiłam wszystkim na złość, a najbardziej sobie, i że wszyscy wyszli na tym źle, a najbardziej ja.
Przede wszystkim, rzeczywistość prezentowała się następująco: dzieciaki, które zostały z Ksandrem, wiodły całkiem wygodne życie pod skrzydłami jego, Leonisa i Jezabel. Oczywiście, zależało to od konkretnego przypadku, jedni, zdolniejsi albo, zależy jak na to spojrzeć, grzeczniejsi, zaszli wyżej i dalej, inni, cóż, po prostu pracowali dla rodziny na stanowiskach, którym potrafili sprostać albo które wyznaczył im Ksander z powodów takich czy innych. Moja przyszłość nie prezentowała się ani świetlanie, ani czarno, byłam... chyba średnia. Może nie trafiłam do końca w indywidualne gusta Trevelyanów, uchodziłam zresztą za „trudną”, ale w zasadzie, hm, to czasem była wada, czasem nie, zależało od przypadku, bo Cahira też uważano za „trudnego”, tylko że Cahir był trudny w sposób, jaki interesował, a ja byłam trudna w sposób, jaki odpychał i budził naturalną niechęć. Myślałam może, że to dlatego, że Cahir jest chłopakiem, że u niego buta i niesforność są łatwiej akceptowalne, ba, możne nawet całkiem pożądane. Wystarczy trochę go okiełznać, ubrać go jak pana, dać mu kilka lekcji savoir-vivre, a sam się wyrobi, poradzi swoje w kasynie, poradzi sobie na salonach, poradzi sobie ze sterowaniem biznesem, poradzi sobie z podwładnymi, partnerami w interesach i kapryśną arystokracją. Zupełnie jakby najgorszą przewiną u młodego mężczyzny z dobrego domu było, że jest cichy, bierny i nudny. Ja z kolei miałam być cicha, bierna i nudna, a jak nie byłam, to byłam głupio buntująca się, rozhisteryzowana i nieznośna.
Jezabel chciała zrobić ze mnie milczący, ładnie uśmiechający się wieszać na drogie sukienki. Ksander chciał zrobić z Cahira biznesmena, lwa salonowego i swoją prawą rękę. Mieliśmy... trochę inne perspektywy. Moją główną perspektywą było, że może, jak będę się słuchać i wykazywać potencjał, otrzymam pieniądze na otwarcie własnego salonu odzieżowego, może z drogimi torebkami, może z sukienkami znanych projektantów. Albo: salon kosmetyczny lub, jeśli będę nalegać, fryzjerski. Może też uda się dobrze wydać mnie za mąż, może za carskiego oficera, może za przedsiębiorcę, może nawet trafi się młody arystokrata. Byłam pchana więc na przyjęcia, rauty, koncerty. I w zasadzie mogłam mieć kogo chciałam, ale nie Cahira. Dla Cahira byłam za słaba, wokół Cahira kręcić mi się wolno co prawda było, w końcu zostaliśmy wychowani jako rodzeństwo, ale im dłużej to trwało i wyraźniej się to przejawiało, tym spotykało się to z mniejszą aprobatą.
Dlaczego? Bo Cahir miał dziedziczyć, a Ksander nie chciał, żeby jego ewentualna żona lub, nie dajcie bogowie, ich potomstwo, dziedziczyło również, majątek nie miał zostać podzielony. Cahir mógł spotykać się z kim chciał, robić, co chce, istniały dwa warunki: żadnych przypadkowych potomków, żadnych oświadczyn, żadnego oficjalnego partnera, żadnych mezaliansów, a jak już oficjalne związki i pokazywanie się salonowo w czyimś towarzystwie, to tylko za aprobatą Trevelyanów. Tak więc: nasz związek nigdy oficjalnie nie istniał, Cahir nigdy nie nazwał mnie wszem i wobec swoją dziewczyną, nigdy nie przedstawił mnie, że jestem „jego”, a jak Ksander się zorientował, że coś jest na rzeczy, powiedział Cahirowi, jakże wyrozumiale, że och, przecież jemu to nie wadzi, jesteśmy dorośli, może zostać na razie, jak jest, może, w zasadzie, przymknąć oko, on go przecież nie zamierza ograniczać. Ale żeby jeszcze się nie przywiązywał. Ani nie robił mi nadziei, bo dla nas obojga będzie z tego bieda, jak w grę wejdą niepotrzebne, hmm, emocje i sentymenty. Poza tym rzeczy pomyślał o mnie i mojej przyszłości, bo plotki o naszym ewentualnym romansie mogą nadwyrężać moją szansę na dobre zamążpójście. Zresztą, co on mu będzie mówił, co ma robić, prawda? Na pewno zachowa się, jak na jego najlepszego wychowanka przystało. Rozsądnie.
Cahir robił więc, co musiał, a ja przechodziłam przez różne etapy racjonalności, spokoju, rezygnacji, bierności i kompletnego obłędu. Raz niekłopotliwa w roli ukrywanej dziewczyny, raz wściekła, że podczas obiadu nawet na mnie nie spojrzano. Jednego dnia wyrozumiała, że, tak, oczywiście, tak musi być, Ksander ma racje, drugiego: wszystkie klątwy i przekleństwa jakie znałam, spadały na Ksandra i całą jego wesołą rodzinkę. Zdarzało mi się być wobec Cahira najpaskudniejszą osobą na świecie, wyjść, wyciszyć telefon, nie wrócić do domu na noc, albo pójść na przyjęcie, na którym wiedziałam, że będzie, założyć Sukienkę Zemsty, nie odezwać się do niego słowem, ale za to porozmawiać z każdym facetem, o jakiego podejrzewałam, że mógłby być zazdrosny.
Jak łatwo się domyślić, jedyne, co osiągnęłam, to upewniłam wszystkich wokół w przekonaniu, że faktycznie jestem niestabilna, trudna i głupio rozhisteryzowana, a Ksander, generalnie, od początku miał co do mnie rację. I zapewne miał rację. Teraz zrobiłabym to inaczej. Wtedy nie do końca uświadamiałam sobie, że, mając po swojej stronie Cahira, mam królową, jestem więc w bardzo wygodnej pozycji, resztę pionków mogę wziąć pod uwagę, ale na razie nie muszę się jeszcze nią przejmować. A tak straciłam z oczu królową, chcąc zwojować planszę, próbując bić konie i wieże.
851 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz