Chyba nigdy w całym swoim życiu nie byłem w sklepach tego typu, do których teraz zabrał mnie Nivan. Nie, żebym ubierał się jak wieśniak, zawsze lubiłem dobrze wyglądać, po prostu... można taki efekt osiągnąć nie aż tak dużym kosztem. Głupio mi było do tego stopnia wykorzystywać uprzejmość przyjaciela, jednak jeden rzut oka na jego twarz, gdy wychodziłem zademonstrować kolejną stylizację, wystarczył, bym uznał, że z jakiegoś powodu mężczyzna wydaje się niezwykle szczęśliwy. Westchnąłem, gdy po raz kolejny schowałem się w przymierzalni. Przejechałem dłonią po włosach, próbując zebrać myśli. Skoro z jakiegoś powodu tak go cieszy kupowanie mi ubrań...
Ostatecznie pozwoliłem Nivanowi zapłacić za moje zakupy... No powiedzmy, że pozwoliłem, próbowałem jeszcze przy kasie jednak postawić na swoim, ale nie wyszło. Jak zwykle z resztą, gdy chodziło o czerwonowłosego.
— Daj mi chociaż w takim razie kupić ci kawę, co? — spytałem, gdy wychodziliśmy ze sklepu. Jak zwykle spiąłem się na bramkach, mimowolnie oczekując, że zaraz rozlegnie się głośny alarm informujący, że coś wynoszę bez zapłacenia. Zbyt wiele razy Sag władował mi coś cichaczem do torby, przez co potem musiałem się tłumaczyć ochronie, że nie zrobiłem tego celowo. Żmudna rozmowa, okraszona koniecznością robienia z siebie totalnego debila... Tym razem jednak opuściliśmy sklep, a bramki milczały. Rozejrzałem się mimowolnie, szukając wzrokiem Saga, ale go nie dostrzegłem. Trudno było powiedzieć, gdzie się schował. Nie lubił galerii i ogólnie tego typu bezcieniowo oświetlonych miejsc, bo przez większość czasu nie rzucałem cienia. Przez to nie miał za bardzo gdzie się wozić i musiał aktywnie skakać między nielicznymi kątami ciemności, żeby nie rzucać się w oczy. Zawsze marudził, że to upierdliwe.
— Nie musisz... — widziałem, jak wzrok Nivana wędruje z jakiegoś punktu przed nami prosto na mnie, więc zrobiłem popisowe maślane oczka. Mężczyzna pokręcił głową, rozbawiony. — Dobrze, już dobrze. Niech będzie — moją twarz natychmiast rozpromienił triumfalny uśmiech, co tylko jeszcze bardziej rozbawiło Nivana. Odwrócił lekko głowę, ukrywając uśmiech. Odchrząknął. — Chcesz gdzieś jeszcze zajść po drodze, czy idziemy prosto do kawiarni?
Mieliśmy już całkiem sporo zdobyczy ubraniowych, też w końcu nie ma co nadmiernie przesadzać z dobrodziejstwem. Wchodząc do galerii mijaliśmy przytulnie wyglądającą kawiarnię, tam więc się skierowaliśmy, zwabieni nie tylko przyjemnym zapachem świeżo mielonej kawy, ale również nie bez znaczenia było sąsiedztwo lokalu z wyjściem. Obydwoje mieliśmy już na dzisiaj dość chodzenia w kółko i z chęcią skorzystaliśmy z okazji, żeby po prostu usiąść na chwilę razem i pogadać na spokojnie.
***
— Jest tak gorącooooo — zbliżyłem twarz jeszcze bardziej do uruchomionego w salonie wiatraka. Dopiero wyszedłem spod prysznica po powrocie z pracy. Woda kapała mi z włosów, których nie wysuszyłem, mając nadzieję, że chociaż przez chwilę pozwoli mi to poczuć ulgę od upału. Na kuchni w pizzerii było tak parno, że nie pomagał wiatrak ani zamgławianie się wodą z dyfuzora podebranego Sue, a otwarcie okien zdawało się tylko pogarszać sytuację. Starałem się zachodzić tam jak najrzadziej, ale na sali nie było bardzo lepiej. Klimatyzacja odmówiła posłuszeństwa akurat, jak nadeszła fala upałów i jedyną ulgę, a i to niewielką, niosły podsufitowe wiatraki, bardziej niż chłodzące, to mielące duszne powietrze. Skończyłem pracę przetyrany jak nigdy. Szczerze współczułem Romanowi, który musiał siedzieć cały dzień przy odpalonym piecu do pizzy.
Nivan wyszedł z kuchni akurat, żeby zobaczyć, jak próbuję przesunąć Saga sprzed wiatraka. Wątpiłem, żeby demon cierpiał z gorąca, wręcz przeciwnie, zawsze lubował się w wysokich temperaturach.
— Ponoć lubisz taką pogodę, odsuń się, bo do mnie nic nie dolatuje! — nie wiem, jak on to robił, ale zaparł się tak mocno, że nie byłem w stanie przesunąć go choćby o centymetr. Patrzył na mnie, cały zadowolony z siebie. Coraz bardziej narastała we mnie ochota, by go kopnąć.
— Jest kolosalna różnica między przyjemną, ciepłą, letnią pogodą, a nakurwianiem słońca na pełnej — prychnął, zamierzając się zębami na moją dłoń.
— Weź się zamień w jakiegoś gada, na chuj ci teraz ta sierść — syknąłem, w ostatniej chwili unikając ostrych jak szpilki zębów, wypełniających paszczę demona. — Jak ci w ogóle może być gorąco, jak możesz być półmaterialny?!
— To już jest dyskryminacja! Demony też zasługują na dostęp do wiatraka!
— To idź i sobie kup swój!
Nivan przerwał naszą kłótnię, przykładając mi do policzka chłodną szklankę z mrożoną herbatą miętową. Drgnąłem, zaskoczony nagłym chłodem. Przeniosłem wzrok na niego i uśmiechnąłem się, przejmując od niego szklankę.
— Dzięki — upiłem łyka, z radością witając lodowaty płyn spływający w dół gardła. Herbata ze świeżej mięty na zimno była zaskakująco orzeźwiająca.
Przyjaciel usiadł koło mnie na kanapie, własną szklankę odstawiając na podkładkę na stoliku kawowym. Wystarczyło, że rzucił Sagowi jedno spojrzenie, a ten usłużnie zszedł z linii działania wiatraka. Jego kocie kształty na moment się rozmyły, żeby zaraz potem uformować na nowo, tym razem w formę tego zakichanego węża. Zwinął się na parapecie z cichym, niezadowolonym syknięciem.
Zapatrzyłem się w telewizor, na którym odpaliliśmy jakiś losowo wybrany serial, delektując się przyjemnym ruchem powietrza, w końcu łaskawie odblokowanym przez Saga. I tak dłuższą chwilę, aż nagle kątem oka zobaczyłem, jak Nivan się do mnie nachyla, a zaraz potem jego nos delikatnie smyrnął moją szyję.
Tak mnie to zaskoczyło, że podskoczyłem w miejscu, omal nie wylewając herbaty. Spojrzałem na niego, zaskoczony. Już zdążył się wyprostować i wrócić do patrzenia w telewizor, jakby nic się nie wydarzyło.
— Co...? — wydusiłem, wciąż w szoku po tym, co właśnie zrobił czerwonowłosy. Odchrząknąłem, bo mój głos zabrzmiał dziwnie piskliwie. — Co to było?
Kącik ust przyjaciela uniósł się w krzywym uśmieszku.
— Ładnie dzisiaj pachniesz — powiedział po prostu. Nie wiedziałem za bardzo, jak mam na to odpowiedzieć, zamrugałem powoli, zaskoczony. Zaraz jednak zebrałem się w sobie i wyprostowałem, odstawiając swoją szklankę obok tej przyjaciela.
— Taaaaaak? — tym razem to ja pochyliłem się w kierunku przyjaciela, opierając się klatą o jego ramię. Uśmiechnąłem się przebiegle, zbliżając swoją twarz do jego. Poczułem, jak także drgnął, choć zdecydowanie subtelniej, niż ja przed chwilą. — Założę się, że smakuję też dobrze, chcesz spróbować?
Ach, mina Nivana w tym momencie... Bezcenna. Można zwalić na upał, ale byłem niemal pewny, że właśnie zrobił się lekko czerwony. Wyprostowałem się, śmiejąc się w głos z przyjaciela.
— Hahaha, co to za mina? Oczekiwałeś czegoś? — spytałem, zarzucając ramię na oparcie kanapy i wyciągając się wygodnie, zapadając lekko w miękkie poduszki. Odwróciłem wzrok od przyjaciela tylko na chwilę, pewny, że temat ...
Nagle złapał mnie za brodę, odwracając moją twarz do siebie. Pochylił się do mnie. Blisko. Bardzo blisko.
— A co, gdybym chciał spróbować? — zniżył głos do niezwykle przyjemnego tembru, a mnie mimowolnie przeszły ciarki. Poczułem gorąco na policzkach, pewnie byłem teraz tak samo czerwony, jak on przed chwilą... Mimowolnie wstrzymałem oddech, a mój wzrok powędrował na usta przyjaciela. Ciekawe, jakby to było...
Puścił mnie tak samo nagle, jak mnie złapał, zostawiając mnie zszokowanego, wpatrzonego w niego z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. Co się, kurwa, przed chwilą wydarzyło?
— Och, co to za mina, Eirik? — spytał, udając zatroskanego, opierając łokieć o oparcie kanapy, a zaraz potem podpierając swoją brodę o dłoń tej samej ręki. — Oczekiwałeś czegoś?
Zamrugałem. Raz. Drugi. Czułem, jak już nie tylko policzki, ale i uszy palą mnie z gorąca. Wstałem gwałtownie, przerywając kontakt wzrokowy z przyjacielem. Zgarnąłem swoją szklankę ze stolika, natychmiast kierując się w stronę kuchni.
— Gorąco się zrobiło, idę po więcej herbaty — bąknąłem, nie patrząc na Nivana.
Znikając w kuchni słyszałem, jak Sag zwija się ze śmiechu.
Nivan? <3
1188 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz