29 czerwca 2026

Od Lucille — Gadatliwi studenci

Minki po raz kolejny machnął ogonem, omal nie rozsypując ułożonych w równy stosik papierów, spoczywających na biurku koło niego. Widziałam, jak spod zmrużonych powiek intensywnie przygląda się młodym adeptom sztuki magicznej zajmujących ostatnie rzędy miejsc w sali, skąd niemal od początku zajęć — a konkretniej od momentu, gdy kitsune tu wparował i bez słowa zajął miejsce na moim biurku — szeptali intensywnie między sobą. Przerwałam w pół zdania tłumaczenie, jak można szerzej wykorzystywać magię żywiołów, łącząc poszczególne między sobą, próbując usilnie przedstawić to w jak najbardziej przystępny sposób i jednocześnie zachęcić studentów do samodzielnego eksperymentowania. Wszak ograniczała ich w zasadzie ich wyobraźnia. Na koniec zajęć czekała ich część praktyczna, zadanie do wykonania na zaliczenie tych ćwiczeń, bazujące na przedstawionych im zagadnieniach. Nie mieli zbyt czasu się przygotować wcześniej i mogli bazować tylko na tym, co dzisiaj usłyszą. Tymczasem... cóż. Plotki o tym, że zaczęłam przychodzić do pracy z ,,niezwykle przystojnym kitsune" stały się wśród moich grup ostatnio gorącym tematem. Może nawet nie miałam im tego za złe — Minki zdecydowanie przykuwał wzrok. Tylko że...
Nie lubiłam prowadzić zajęć grupom, dla których wykładany temat zdecydowanie nie był tym, co w danym momencie zajmowało ich uwagę.
Wiedziałam, że towarzyszący mi przyjaciel nie odezwie się, chociaż zdecydowanie był nie mniej zirytowany ode mnie pewnie głównie tym, że przeszkadzają mu w drzemce. Po tym jednak, jak kilka dni wcześniej opierdzieliłam go, żeby nie ingerował w prowadzone przeze mnie zajęcia, nawet jak widzi, że ktoś zachowuje się nieodpowiednio, dzielnie siedział cicho, jak bardzo głośny by się nie zrobił szum w sali po jego wejściu. Podziękowałam mu teraz za to delikatnym uśmiechem, westchnęłam ciężko i ruszyłam przez salę, kontynuując przerwany wywód.
Dotarłszy na koniec sali zatrzymałam się. Zmierzyłam wzrokiem roztrajkotaną grupkę studentów. Nawet nie zauważyli, że do nich podeszłam. Zrobiłam jeszcze parę kroków, po czym pochyliłam się i zastukałam palcem w blat między nimi, czym w końcu zwróciłam na siebie ich uwagę. Rozmowy natychmiast ucichły. W sali zapadła pełna napięcia cisza, którą przerwało donośne ziewnięcie Minkiego, który wstał, przeciągnął się, po czym zwinął z powrotem w kłębek.
— Polecam wam jednak w czasie zająć skupić się na tym, co mam wam do przekazania — uśmiechnęłam się promiennie do plotkowiczów. Siedząca najbliżej mnie dziewczyna zdaje się zapadła się nieco w krzesło, a jej koleżance obok zaczerwieniły się uszy. — Wiecie, żeby nie popełniać błędów, które już ktoś kiedyś popełnił w tej dziedzinie. Jednak zabawa z żywiołami może być niebezpieczna... — zawiesiłam głos, po czym wyprostowałam się, założyłam ręce za plecami i ruszyłam z powrotem na przód sali, pod tablicę. — Poza tym po co powtarzać błędy po innych, jak można wymyślać własne, prawda? Trzeba być kreatywnym — rzuciłam jeszcze przez ramię.
Gdy mijałam biurko, na którym wyłożył się Minki, kitsune wstał i zgrabnym, wyćwiczonym ruchem wskoczył mi na ramiona, wykładając się wokół mojej szyi.
— Ale żeś im nagadała — mruknął mi do ucha. Spróbowałam zamordować go wzrokiem, ale tylko zachichotał, widząc moją minę. — Urocze.
Zignorowałam tę jego ostatnią uwagę i po prostu kontynuowałam prowadzenie zajęć. Już na szczęście do końca w spokoju.

495 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz