Obiad przygotowany przez kobietę był dużo lepszy, niż na to wyglądał, mimo to z pewnością nie był lepszy od tych, które serwowała mi przez całe życie służba, jednak dało się zjeść. Bez najmniejszego skrzywienia się, ale też bez apetytu, bardziej z przymusu powoli przełykałam następne porcje, świadoma, że potrzebuję tego, by odzyskać siły tak niezbędne w tym momencie. Zarówno ja, jak i moja towarzyszka jadłyśmy w kompletnej ciszy, chyba nikt nie oczekiwał od nas, że nagle, zupełnie jak za sprawą magicznej różdżki, zapałamy do siebie miłością bezwarunkową i utniemy przyjazną pogawędkę podczas tego jakże uroczego, wspólnego posiłku. Zresztą, w moim przypadku, posiłki nie sprzyjały prowadzeniu jakichkolwiek konwersacji.
Wspólna rodzinna kolacja od zawsze była ulubionym posiłkiem ojca, z nieznanego mi powodu podobno kojarzyła mu się z moją matką. I właśnie tylko dlatego sobotnie kolacje, które organizowane z wielką pompą, były jedynym posiłkiem w ciągu tygodnia, który jadaliśmy wspólnie, od zawsze dokładnie za każdym razem serwowano nam to samo. Celebrowanie idiotycznej tradycji zakorzeniło się na stałe w naszym życiu i żadnym sposobem nie dało się go wyplenić. Ten gówniany zwyczaj miał się rewelacyjnie i wszystko wskazywało na to, że nie odejdzie do lamusa, dopóki nie wyfrunę z rodzinnego gniazdka.
- Apolonio, kolacja dzisiaj jest wyjątkowo wyborna, czyż nie? - jakiekolwiek padające słowa podczas posiłku nie wróżyły najlepiej. Lekko się spięłam, czerwona lampka ostrzegawczo biła na alarm, mimo to spokojnie przełknęłam, żeby odpowiedzieć zgodnie z oczekiwaniami ojca.
- Jak zawsze doskonała ojcze - jak zawsze beznadziejnie paskudna, z dokładnie tego samego powodu co on ubóstwia, ja nienawidzę tej niedorzecznej tradycji, całkowicie odbiera mi apetyt. Na samo wspomnienie zarówno o niej, jak i o matce robiło mi się po prostu niedobrze. Matka pewnego dnia zniknęła, zostawiła nas bez słowa, najlepiej było zamknąć ten rozdział raz na zawsze, a nie co chwile rozdrapywać i wyciągać na światło dzienne odległe i niezbyt przyjemne wspomnienia.
- A jak wyniki w szkole - zacisnęłam mocniej palce na sztućcach aż kostki paliczków zbielały i pochylając lekko głowę, schowałam twarz za kaskadą kruczych włosów.
Wiedziałam, że jego pozornie niewinna rozmowa bardzo szybko bezlitośnie obróci się przeciwko mnie, on odzywa się do mnie, ba, zauważa mnie tylko wtedy, gdy pilnie coś ode mnie wymaga lub tylko wtedy gdy chce mnie za coś zbesztać. Jest to kolejny z wielu zwyczajów ojca, który wyjątkowo sobie upodobał. W każdej innej sytuacji jestem dla niego powietrzem, niczym duch, który niezauważalnie przemyka po posiadłości. Tym razem zdecydowanie chodziło o to drugie, dokładnie wiedziałam, o co pyta, a on już i tak znał odpowiedź na swoje pytanie, oczywiste było, że mu donieśli, w końcu zawsze to robili. A teraz najzwyczajniej mnie sprawdzał, chciał, żebym przyznała się do porażki, co samo w sobie miało być jeszcze większym upokorzeniem. Odłożyłam sztućce na talerz i podniosłam dumnie głowę, patrząc mu odważnie w oczy, jeszcze bardziej niż przegranej nie tolerował okazywania tchórzostwa. A gdybym nie była w stanie wytrzymać jego spojrzenia lub – co gorsza – w ogóle na niego spojrzeć, z pewnością uznałby to za brak odwagi. Nie interesowało go, że coś zrobiłam dobrze, wszystko miało być wykonane najlepiej, jak tylko się da, a jeśli tak było wykonane, to nie widział potrzeby, aby zawracać sobie tym głowę. Należało się natomiast skupić na klęsce i dopilnować, aby więcej się ona nie powtórzyła, nie chcąc się jeszcze bardziej narażać, nie próbowałam więc zapakować interesującej go informacji między okładki z powodzeń.
- Na możliwych sto punktów uzyskałam dziewięćdziesiąt siedem z testu z matematyki - wyraz jego twarzy nie zmienił się ani jotę, nie miało go co zaskoczyć, skoro wszystko od dawna wiedział. Siedziałam w kompletnej ciszy, czekając na werdykt, miałam wrażenie, że bicie mojego przerażonego serca odbija się echem w całej jadalni, a w chwili, gdy ojciec się odezwie stanie w kompletnym bezruchu.
- Dziś po kolacji przeniesiesz się do części służbowej i przez następny miesiąc przed i od razu po lekcjach będziesz pracowała, spała i jadła ze służbą. Jeśli nie potrafisz docenić możliwości, jakie ci daję, powinnaś zacząć przyzwyczajać się do swojego przyszłego zajęcia, bo nie zamierzam utrzymywać darmozjada. - Spojrzałam zaskoczona na niego, było dla mnie oczywiste, że oberwę, ale nie spodziewałam się, że konsekwencje mojego potknięcia mogą być aż tak poważne. Nie będąc w stanie kontrolować dłużej rozgoryczenia niesprawiedliwą dysproporcją kary do przewinienia, zerwałam się z krzesła.
- Ale ojcze, to i tak był najlepszy wynik i - ojciec zmrużył niebezpiecznie oczy, natychmiast urwałam, nie próbując się dalej tłumaczyć, tym sposobem mogłam ugrać tylko jeszcze gorszy wyrok.
- Nie interesuje mnie to, moja córka zawsze ma dawać z siebie dwa, trzy, a nawet dziesięć razy więcej niż inni, być zdecydowanie najlepsza w tym, czego się podejmie i deklasować rywali na każdym polu, a przede wszystkim ma być perfekcyjna, doskonała w każdym calu i nie kompromitować mnie. Nie będę z tobą dłużej dyskutował ani tym bardziej targował się. Zapamiętaj raz na zawsze, ze śmieciami się nigdy nie negocjuje, śmieci się zawsze pozbywa. Dla własnego dobra nie zawiedź mnie więcej - przetarł usta haftowaną serwetką i nie posyłając mi nawet przelotnego spojrzenia, zostawił mnie samą stojącą przy stole.
Wiedziałam, że miał rację, zawiodłam całkowicie, pchana pychą i ignorancją pozwoliłam sobie na to potknięcie, porażkę, która nigdy nie powinna mieć miejsca. Ojciec w swoich lekcjach wielokrotnie mi udowodnił, że nikt nie jest niezastąpiony i córka z pewnością nie stanowi dla niego wyjątku.
Do pomieszczenia, w którym nie do końca zgodnie ze swoją wolą leżałam, po raz kolejny weszło dwóch mężczyzn, z resztą dużo szybciej niż mogłam przypuszczać z zapowiedzi, obu z nich było dane mi już wcześniej poznać. Jeden z nich, doskonale mi już znany dawny lekarz rodzinny głównie ściągany do moich niecodziennych przypadłości, tyle razy się mną zajmował, że po prostu nie mogłam go nie rozpoznać. Drugim mężczyzną wnioskując po ubraniach, jak i górującą nad wszystkimi sylwetką, był ktoś, komu zamierzam w niedalekiej przyszłości odpłacić pięknym za nadobne i to z nawiązką. Uprzedzałam, co się stanie, jeśli mnie, chociażby dotknie, zlekceważył ostrzeżenie, więc kolejnego nie dostanie, a ja nie jestem z tych, co rzucają słowa na wiatr, nie wspominając już o jego, pożal się boże, groźbie. Stanął przy drzwiach, jakby swoją wysoką posturą chciał odciąć drogę wyjścia, szczerze wątpiłam, aby podpięta do aparatury i cała zabandażowana jego koleżaneczka miała ochotę na jakąkolwiek wycieczkę. Natomiast ja wybrałabym całkowicie inny sposób na ucieczkę, czego zdecydowanie powinien być świadomy. Jednak jedno musiałam niechętnie przyznać, ucieczka z kroplówką, faktycznie nie była najrozsądniejszą z opcji. Jednak nie niemożliwą do wykonania.
- Wyciągnij mi te igły, nie zmarnuję w tym cyrku więcej czasu - nawet jeśli nie czułam się jeszcze w pełni sił, to gorzej niż wcześniej być nie mogło. Przekaz był jasny, z resztą mężczyzna, do którego skierowane były moje słowa, będący świadkiem mojego dorastania doskonale był świadomy, do czego jest zdolny nie tylko mój ojciec, ale również i ja, pod wieloma względami bijąc wielokrotnie na głowę swojego rodziciela. Właśnie dlatego jego bezruch mnie tak zaskoczył, zupełnie jakby nie słyszał moich słów, lub odważył się bezczelnie je zlekceważyć.
- Christian streścił mi pokrótce wasz spór, a skoro obie jesteście tu tymczasowo uziemione, tak jak mówiłem wcześniej, rozwiążemy go w pokojowy sposób - w tym momencie całkowicie wyłączyłam, przestałam słuchać jego kazania, który prawił, jakby był moim ojcem. Z tą różnicą, że mój ojciec nie umoralniał mnie w ten sposób, nie próbował wytłumaczyć niczego słowami, nie prosił godzinami. On po prostu wymagał i bezwzględnie egzekwował. Będący najwyraźniej w zmowie panowie byli zdecydowanie zbyt dużymi optymistami, jeśli myśleli, że uda nam się jakoś dojść do porozumienia. Aczkolwiek w żadnym wypadku nie mogłam tego nazwać sporem czy konfliktem, tego nawet nie można nazwać sprzeczką. Niejaka Ruby była jak paproch, kamyk, zwykły mały kamyczek, który wpadł przez przypadek do buta i delikatnie irytuje swoją obecnością przy każdym kroku, lecz usunięcie go nie jest najmniejszym wyczynem i zajmie dosłownie kilka sekund, jeśli już pofatygować się o pozbycie się tej zwykłej niedogodności.
- Ty chyba nie rozumiesz, wytłumaczę to najprościej, jak się da - zignorowałam jego słowa, których nawet nie słuchałam, dokładnie tak samo jak on przed momentem moje. - Ojciec od dłuższego czasu szuka pretekstu, żebym pomogła mu w jednej sprawie, bo tak się składa, że więzy krwi nic dla mnie nie znaczą, a ja miłosiernym samarytaninem zdecydowanie nie jestem, więc bezinteresownie mu nie pomogę. Wyciągnij ze mnie te igły, jeśli nie chcesz, żeby w jednym z czasów znajomi ojca odwiedzili tą jakże wciąż piękną parcelę.
W pomieszczeniu zaległa kompletna cisza, odczucie wyczekiwania na fenomen rozejmu, które wcześniej było wręcz namacalne, momentalnie się zmieniło w przeszywający do szpiku kości chłód. Jeżeli twierdzili, że wszystko pójdzie gładko i nastanie cudowne pojednanie, mogli się gorzko przeliczyć. Każdy z nich jak leci, rozpoczynając od dezertera, do którego straciłam jakikolwiek szacunek w momencie jego odejścia, kończąc na nieszczęsnej Ruby Wade, nie znaczyli dla mnie kompletnie nic, pod żadnym względem nie traktowałam ich na równi ze sobą, byli dla mnie zwykłymi fantami, widziałam w nich tylko pojedyncze przyszłe możliwości, coś, co może kiedyś mi się przydać i co być może, jeśli faktycznie okaże się przydatne, skrupulatnie wykorzystam. Cała reszta była bezwartościowa, jak wielkie opakowanie prezentu, którego się natychmiast pozbywa, gdy dotrze się do upragnionej zawartości. A ojciec doskonale zadbał, bym odpowiednio traktowała chałturę. Słowa wypowiedziane przez niego zapamiętałam doskonale na całe życie, wyryły się w mojej głowie na stałe i niczym cień nie opuściły mnie nigdy. Gdy tylko byłam o krok od poddania się, odpuszczenia sobie, widziałam wzrok ojca pełen pogardy, scena, która przewijała się przed moimi oczami, była tak wyraźna, jakby miała miejsce przed momentem, a nie kilkanaście lat temu. Tamten miesiąc wyplenił doszczętnie ze mnie jakąkolwiek tolerancję niedoskonałości. Pokazał mi, jak świat traktuje tych, którzy nie są w stanie dać siebie więcej niż inni, jak świat będzie mnie traktował, gdy nie będę wystarczająco dobra i jak ja powinnam traktować tych, co znajdują się na szczeblach łańcucha pokarmowego niżej niż ja.
Cały czas mając przed oczami tamten wieczór, zamierzałam raz na zawsze uciąć temat rozejmu. Dokładnie jak wtedy ojciec przetarłam usta papierową serwetką, która leżała na tacy obok talerza i odkładając całość na kastlik przy łóżku, odezwałam się, patrząc prosto w oczy mężczyźnie, który był rodzicem dziewczyny, o której była mowa.
- Ze śmieciami się nie negocjuje, śmieci się zawsze pozbywa.
~ Ru?
1661 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz