Nivan dwa dni temu zamówił kilka rzeczy, których potrzebował do domu, a nieszczególnie chciało mu się chodzić po sklepach w poszukiwaniu produktów. Nie miał na to ani czasu, ani chęci. Wystarczyło mu, że ludzie w sklepie zachowywali się jak bydło świeżo wypuszczone na pastwisko. No bo promocja, to grzech nie skorzystać i trzeba wykupić cały asortyment. Nie można zostawić innym, przecież jest promocja! Nikt inny na pewno nie używa tego! Co z tego, że później wystawią to na różnych portalach, aby sprzedać drożej.
Często też danych produktów nie ma na sklepowych półkach. Wygodniej jest zamówić przez internet i nie trzeba się martwić, że ktoś to wyrwie mu sprzed nosa. No, chyba że są ostatnie sztuki do kupienia; wtedy decyduje kolejność. To już najmniejszy szczegół tego wszystkiego, przynajmniej nie musi się denerwować.
Jednak sam Niv zdołał zapomnieć, że złożył zamówienie. Obudził go dźwięk domofonu, przez co nie zdołał się jakkolwiek ubrać i pozostał w samych spodniach od piżamy. Przetarł zaspany oczy, głośno ziewnął i ledwo przytomny ruszył do kuchni, aby wstawić wodę na herbatę. Słysząc zbliżające się kroki, które niosły się po klatce schodowej, poszedł otworzyć drzwi od mieszkania, aby odebrać paczkę.
Na twarzy Dixona wymalowało się zdziwienie, gdy zobaczył, że kurierem jest nie kto inny, jak Eirik. Zamawiał często, ale wcześniej przyjeżdżał tutaj inny kurier. Firma przewozowa też chyba była ta sama… a może nie? Kto by się tym przejmował.
Od rana jeszcze nie miał telefonu w ręce, więc nie wiedział, czy dostał od niego odpowiedź. Przed spaniem nie otrzymał wiadomości zwrotnej, dlatego wykorzystał dzisiejszą sytuację, aby się dowiedzieć czegoś więcej. Jednocześnie mógł ponownie nawiązać do ich niedokończonej rozmowy z wczoraj, która została zakończona przez kolegę Eirika. Widząc, że nic mu nie jest, wewnętrznie odetchnął z ulgą. Z łatwością mógł odczytać czarnowłosego: nie lubił, jak naruszało się jego przestrzeń. Jeszcze bardziej nie lubił, jak ktoś wtykał nos w nieswoje sprawy. Dixon powinien to uszanować, zrozumieć i odpuścić, ale wewnętrznie nie potrafił przejść obojętnie i udać, że nic się nie działo, że nic nie widział. Może i nie byli najlepszymi przyjaciółmi, a tylko (albo aż) kolegami z dawnych lat.
W naturze czerwonowłosego nie leżało zignorowanie drugiej osoby, gdy widział, że coś się działo. Czasami było to największe skaranie boskie, jakie mogło go dorwać. Jedni mu podziękowali, inni grozili, a kolejni wyrażali głębokie niezadowolenie, że ktoś taki jak on, rzekomo „idealny”, próbuje pobrudzić sobie ręce, gdy nikt go o to nie prosił. Nie to, żeby Niv patrzył na siebie w taki sposób, co to, to nie. Zawsze był samokrytyczny wobec siebie i swoich decyzji. Jednak z biegiem lat przyzwyczaił się do tego, że niektórych rzeczy nie jest w stanie zmienić lub naprawić.
Niektóre słowa, które usłyszał od Eirika, cóż, zdziwiły go. Szczególnie zwrócił uwagę na to, że mężczyzna nie poruszał ustami, gdy te słowa wybrzmiały. Głos łudząco podobny do jego... może jeszcze do końca się nie rozbudził? Pokręcił głową, żegnając się z czarnowłosym, zamykając drzwi od mieszkania. Rozpakował paczkę, sprawdzając, czy produkty dotarły w jednym kawałku. Odetchnął z ulgą, gdy wszystko było nienaruszone.
*
Nivan zadzwonił do kilku swoich znajomych, z którymi wciąż grał w siatkówkę, gdy tylko miał czas. Większość z nich to znajomi z liceum, a niektórych poznał kiedyś przez swoją siostrę. No, nieważne, grunt, że mieli ustalone, że przyjdą do sali, w której często grają. Ze względu na to, że czerwonowłosy zawsze przychodził pierwszy, miał klucz ze sobą, aby móc wejść do środka i przygotować sprzęt oraz salę. Zdziwił się, kiedy pod salą zastał Eirika. Odwzajemnił jego uśmiech, wyciągnął rękę na przywitanie, którą mężczyzna ścisnął, a Niv przyciągnął go do siebie, a klepnąć niższego w bark.
— Długo już czekasz? — spytał, odkluczając drzwi od sali, gestem głowy wskazując, żeby ten wszedł pierwszy, co uczynił dość niepewnie.
— Nie, przed chwilą przyszedłem — odparł, rozglądając się po ciemnym korytarzu.
Nivan odszukał włącznika od światła, dzięki czemu korytarz prowadzący do szatni i kantorka ze sprzętem został oświetlony.
— Na końcu po lewej jest szatnia — zakomunikował, podbiegając do Eirika, aby zrównać z nim kroku. — Jak się przebierzesz, to pomożesz mi sprawdzić sprzęt i rozłożyć siatkę? — spytał, spoglądając na towarzysza, który jedynie przytaknął głową.
Weszli do szatni, gdzie Nivan rzucił torbę na ławkę na końcu pomieszczenia. Zdjął z siebie całą odzież wierzchnią i odwiesił na wieszak przy wejściu. W środku było ciepło ze względu na to, że budynek zawsze na noc ma włączone ogrzewanie. Dzięki temu nie ma tutaj zimnicy, gdy na dworze jest na minusie. Czerwonowłosy przeciągnął się i rozejrzał po szatni. Było czysto, więc nie musiał sprzątać.
— Zostaw tutaj buty, żeby mokro nie było — wskazał na miejsce przy wejściu, na co Eirik skinął głową i ściągnął buty, odkładając je tam, gdzie Nivan postawił swoje.
Dixon, bez większych skrupułów, ściągnął z siebie bluzę i spodnie, które odłożył na ławce, tuż obok swojej torby. Szukał w torbie ubrań na przebranie. W końcu, jak się rozgrzeją, to będzie mu gorąco i nie będzie ćwiczyć w długim rękawie, tak?
Spojrzał przez ramię na Eirika, który patrzył w jego kierunku. Kiedy czarnowłosy zorientował się, że został przyłapany na gapiostwie, szybko odwrócił głowę i zajął jedną z ławek, gdzie zaczął wyciągać ubrania na przebranie. Nivan wyprostował się, odwrócił do Eirika i skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej.
— Mam nadzieję, że wziąłeś bidon — rzucił, spoglądając na kolegę, który niepewnie spojrzał w jego kierunku.
— Kurwa.
— Czyli nie wziąłeś — westchnął i odwrócił się do niego ponownie plecami. Wyjął z plecaka drugi bidon, który rzucił w znajomego. Eirik złapał butelkę w ostatniej chwili, nim trafiłaby go w głowę. — Refleks masz dobry — zaśmiał się, a następnie założył luźny bezrękawnik i krótkie spodenki. Wyjął jeszcze buty na przebranie, które dość szybko założył. — Idę do kantorka, pokój obok, jak się przebierzesz, to przyjdź.
Nie czekając na odpowiedź, wyszedł z szatni, zamykając za sobą drzwi, dając Eirikowi swobodę w przebraniu się. Domyślił się, że mogła krępować go obecność drugiej osoby, ale nie jemu to oceniać. Nie przeszkadzało mu to, gorzej może być z chłopakami. Cóż, najwyżej Eirik ostatni się będzie przebierać.
W kantorku sprawdzał, czy piłki są odpowiednio nadmuchane i czy nie uciekło z nich powietrze. Kilka musiał nadmuchać, bo stały się kompletnym flakiem, a z kilku spuścił powietrze, bo były twarde, jak głaz i mogły wyrządzić krzywdę. Kiedy pompował ostatnią piłkę, do środka wszedł Eirik, pytając, czy może w czymś jeszcze pomóc.
— Weź cały kosz na salę — odpowiedział, posyłając uśmiech w stronę znajomego, który przytaknął i wycofał się z pomieszczenia wraz z koszem. — Za chwilę przyjdę, więc możesz sprawdzić, czy siatka jest rozłożona.
Niv spędził jeszcze kilka minut w kantorku, aby ostatecznie wyjść z ostatnią piłką, którą próbował napompować, ale powietrze ciągle z niej uciekało, więc wrzucił ją ponownie do pomieszczenia. Trudno, była to żmudna praca.
Wszedł na salę, gdy Eirik właśnie odbijał piłkę od ściany, przyjmując ją dołem, a następnie górą. Nivan wyskoczył przed kolegą, odbierając mu piłkę. Uderzył w nią z całej siły, przez co odbiła się od ściany z hukiem.
— To było moje! — burknął czarnowłosy, biegnąc tyłem, aby złapać wybitą piłkę, ostatecznie ratując ją i odbijając tym razem do Nivana.
— Nie była popisana — zaśmiał się Dixon, odbijając piłkę ponownie do Eirika, który przewrócił oczami.
Spojrzał na środek sali, gdzie była rozłożona siatka, więc jeden problem za nimi. Trzeba było ją jednak trochę podnieść do góry i jeszcze naciągnąć, bo była za luźna. Eirik wykorzystał nieuwagę kolegi i zaczął odbijać piłkę nad sobą.
— Chodź, poćwiczymy twoje odbieranie — zaproponował Niv, przechylając głowę w bok, aby spojrzeć na czarnowłosego.
Nie trzeba było go namawiać, niemalże od razu przystał. Nie chcąc zrobić mu jednak krzywdy, robił lekkie serwy, używając może 10% swojej siły. Widząc, że Eirik sobie radził, stwierdził, że mogą się rozgrzać i jak przyjdą pozostali, to będą dalej ćwiczyć.
W połowie rozgrzewki do sali przyszli pozostali. Razem było 12 osób, idealnie do rozgrywki. Nivan i Eirik odeszli na bok, aby poćwiczyć serwy. Najpierw zaczął czerwonowłosy, ostrzegając, aby kolega nie próbował ich odbierać, gdy lecą za szybko. Nie to, że nie wierzył w jego umiejętności. Jeśli nie grał od dłuższego czasu, może sobie krzywdę zrobić. I tak pewnie będzie miał całe czerwone przedramiona od przyjęć. Jednak, cóż, Skugge nie do końca się posłuchał i odbijał piłki, które serwował Niv, wytykając mu język, pokazując, że sobie radzi. Dixon ciężko westchnął.
— Skoro tak, to co powiesz na to? — spytał, posyłając szeroki uśmiech do Eirika, po czym podrzucił piłkę, a kiedy zaczęła spadać, zrobił wyskok i przebił piłkę na drugą stronę, tym samym przemknęła obok twarzy czarnowłosego wręcz na milimetry. Znajomy nie zdołał nawet zareagować na pędzącą piłkę.
— Aut! — krzyknął jeden ze znajomych Dixona, odrzucając piłkę, która skończyła na drugim końcu sali. — Przesadziłeś i próbowałeś chyba kolegę zabić — oznajmił oburzony, klepiąc Eirika po ramieniu. — Jestem Jay — dodał, wyciągając rękę do czarnowłosego.
— Eirik.
Jay, blondyn, wysportowany, flirciarz, który ma własny fanklub. Nie, żeby to Nivana dziwiło, absolutnie. Tylko mężczyzna kompletnie nie był w jego typie, wolał jednak, jak jego połówka była chociaż trochę niższa od niego. A Jay był z nim na równi.
Jasnowłosy złapał za dłoń Eirika i przeciągnął go pod siatką, zagwizdał i zwrócił na siebie uwagę pozostałych, którzy dopiero co weszli na salę. Kilku spóźnialskich jak zawsze.
— To Eirik, nasz nowy kolega — oznajmił, szeroko się uśmiechając. — Bądźcie mili dla niego i nie używajcie pełnej siły, musi się wprawić.
— Co? J- — nie zdążył dokończyć, bo Jay zasłonił mu usta swoją dłonią.
— Szczególna mowa do ciebie, Nivan — zwrócił się do mężczyzny, który podrapał się po potylicy. — Prawie mu głowę urwałeś!
— Nie przesadzajmy... — mruknął, odwracając głowę w bok.
— W każdym razie, to kolega Nivana, więc i nasz kolega. Jak przesadzicie, to nie będzie zmiłuj — zakomunikował, na co wszyscy zaczęli się śmiać, ale widząc poważne spojrzenie mężczyzny, zamilkli. — Cieszę się, że wszyscy się zgodzili. Ale jak się wprawisz, to już nie będzie zmiłuj — tym razem zwrócił się do Eirika, opierając swoją głowę o tę jego.
Nivan ciężko westchnął i podszedł do dwójki, odciągając czarnowłosego od Jaya, który nie wyglądał na zadowolonego. Chciał coś dodać, ale widząc spojrzenie Dixona, odpuścił.
— Dajmy mu się wprawić, był dobry w siatkówkę, a tego się nie zapomina — oznajmił Nivan, poklepując Eirika po ramieniu. — Przepraszam za Jaya, czasami mu odpala, że jest kapitanem.
— A nie jest...? — spytał zmieszany Skugge.
— Nie, chłopacy sami wskazali mnie na kapitana — odpowiedział, po czym ruszył do siatki, aby ją poprawić. Tuż za nim pobiegł Lucas, aby pomóc Nivanowi ustawić siatkę.
Kiedy już wszyscy się rozgrzali, przyszła pora na podział. Nivan zakomunikował, że Eirik jest z nim, chociaż czarnowłosy próbował zaoponować, to tym razem Lucas zasłonił mu usta, mówiąc, że nie warto.
Dixon lubił Jaya, ale czasami mężczyzna przesadzał i za bardzo się poczuwał. Zachowywał się jak typowy samiec, który próbował wejść na cudze terytorium. I chociaż Eirik był tylko kolegą, to nie chciał pozwolić, aby ktoś taki, jak Jay, próbowali go poderwać albo zrobić dla siebie kolejną zabawkę. W końcu Niv doskonale wiedział, dlaczego jego znajomy z drużyny próbował poderwać czarnowłosego. Był w jego typie, ale cóż, nie tym razem.
— Będziesz dzisiaj przyjmującym, dobra? — spytał Lucas, spoglądając na Eirika. — Będę ci pomagać.
— Jasne — nie miał za bardzo innego wyjścia, jak zgodzić się na to, co powiedział Lu.
— Jak będzie Jay serwował, to musisz asekurować Eirika. Na pewno będzie chciał pokazać, że powinieneś być w jego drużynie, a nie w mojej.
— Spokojnie, poradzę sobie — zapewnił Eirik, gestykulując swoimi rękoma, że wszystko jest w porządku.
Nivan ciężko westchnął, przytakując na te słowa, ale i tak miał zamiar obserwować Jaya. W dodatku Lucas również wyglądał na zmartwionego. Prawdopodobnie coś wstąpiło w blondyna i chciał się pokazać z jak najlepszej strony.
Gra zaczęła się dość spokojnie, miała dobre tempo, nikt nie przesadzał z siłą. Każdy dobrze się bawił, ale jednocześnie gra była zacięta i żadna z drużyn nie odpuszczała. Nivan czy Eirik wybiegali poza pole gry, gdy piłka została podbita, aby przebić ją na drugą stronę. Kilka razy się udało, raz plan się nie udał i nikt nie zdołał piłki wyratować. Jednak świetnie się przy tym wszyscy bawili. Nivan wystawiał piłki innym. Lucas świetnie odnajdował się jako atakujący, ale Eirik również mógł spróbować swoich sił. Nikt nikogo nie oceniał, gdy się nie udawało.
Podczas jednego serwu, Nivan przesadził z siłą i piłka wbiła się w rampy na suficie, przez co oberwał w tył głowy od Lucasa.
— I kto to ściągnie, co? — spytał, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. — Boże, naprawdę. Sam tam sobie wlecisz i wyciągniesz.
— No już, już, poczekaj — westchnął Nivan, odchylając głowę do góry. — Pozbieramy może później? Jak teraz ściągnę, to na pewno za chwilę druga tam wleci.
— Racja, ale pamiętaj o tym! — pstryknął czerwonowłosego w nos, a następnie podszedł do Eirika, mówiąc, że z Nivanem to same problemy.
Eirik podczas jednego z serwu użył za mało siły i piłka uderzyła w siatkę, tuż obok twarzy Nivana, przez co mężczyzna spojrzał na niego przez ramię. Miał szczęście, że nie oberwał w twarz. Czarnowłosy udał, że nic się nie stało i wrócił na swoją pozycję.
Wszystkim dobrze się grało i dobrze się bawili. Do czasu. Jay w końcu musiał pokazać, co potrafi, więc kilkukrotnie celował w Eirika. Używał całej swojej siły, nie pozwalając czarnowłosemu na skontrowanie piłki. Mężczyzna przeklinał pod nosem i zaparcie próbował dobrze odbić piłkę, ale nie wychodziło mu. Całe przedramiona miał już czerwone od ciągłych przyjęć. Kiedy leciała kolejna piłka, Nivan szybko pchnął Eirika, który nie zdążył jakkolwiek zareagować i przewrócił się na tyłek, ale wystarczyło, aby nic mu się nie stało.
— Idioto! Chciałeś mu ręce połamać?! — krzyknął w kierunku Jaya, który zaśmiał się na reakcję mężczyzny.
— Przecież nic mu się nie stało, bo ma wspaniałego kapitana, który uratował mu rączki — odpowiedział, szeroko się uśmiechając.
Nivan spojrzał na Lucasa, który ciężko westchnął. Poszedł po piłkę, którą Jay przemienił w istną kolczatkę, z każdej strony wystawały igły. Lu ciężko westchnął i użył swojej mocy, podpalając piłkę i rzucił ją czerwonowłosemu. Chociaż piłka go nie parzyła dzięki mocy kolegi, to przeciwna drużyna, jeśli odbierze serw, może mocno na tym ucierpieć. Podrzucił piłką kilkukrotnie.
— Nivan, nie musisz — zaczął Eirik, próbując jakkolwiek załagodzić sytuację.
— Przesadził, więc muszę.
Nie czekając, aż czarnowłosy dalej coś będzie mówić, Nivan zaserwował, celując prosto w twarz Jaya, ale mężczyzna szybko uniknął piłki. Jedynie haczyk polegał na tym, że to Dylan sterował piłką i ją zawrócił, trafiając w plecy jasnowłosego. Z ust mężczyzny uciekło siarczyste przekleństwo, ale dość szybko pozbył się piłki z pleców. Nie wyrządziła mu większych szkód oprócz delikatnego przypieczenia, bo paradował bez koszulki, Dixon skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej.
— Tobie już na dzisiaj podziękujemy. Jak się uspokoisz, to wrócisz do gry — oznajmił, patrząc wymownie na kolegę, który zszedł z boiska bez większej dyskusji. — Cieszę się, że nic ci się nie stało — dodał, spoglądając na Eirika. — Ale ręce masz w tragicznym stanie. Na pewno chcesz grać? Może chcesz odpocząć? — spytał, kładąc rękę na ramieniu kolegi, a drugą złapał za nadgarstek Skugge, dokładnie oglądając jego ręce.
Eirik? c:
2433 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz