Zmęczenie dopadało Nivana zawsze podczas sprzątania baru. Jednak rozbudzał się, gdy w lokalu pozostawali ostatni klienci, którzy nie chcieli wyjść z własnej woli. Choć mógł sobie z nimi bezproblemowo poradzić, to Vanessa robiła to znacznie lepiej. Chociaż wyglądała na delikatną kobietę, to tylko pozory. Radzi sobie lepiej niż niejeden facet w tej pracy z pijanymi klientami. Nie szczędzi słów i nie gryzie się w język, bo i tak klienci tego nie pamiętają. W końcu ich stan jest... tragiczny. Dobrze jest, jak w ogóle pamiętają, że tutaj byli.
Autobusy zaczynają jeździć od koło 4:50, ale w tym czasie Niv zdąży dojść do domu. Nie lubił marznąć w oczekiwaniu na komunikację miejską. Spacer dobrze mu zrobi. Trzeba szukać pozytywów, tak?
Wyszedł z lokalu, żegnając się z Vanessą, a następnie ruszył w kierunku mieszkania. Kiedy miał już wejść na pasy, w jednej z uliczek zauważył dwie sylwetki. Zatrzymał się, przymrużył oczy, aby wyostrzyć spojrzenie. Dopiero po chwili zauważył, że przy jednej ze ścian siedzi Eirik naprzeciw swojego... znajomego? Może chłopaka, kto wie. Podszedł do dwójki, chcąc się upewnić, że wszystko w porządku. Zadał kilka pytań, ale żaden z nich nie zareagował. Dopiero kiedy zwrócił się do znajomego ze szkoły imieniem i nazwiskiem — otrzymał uwagę.
Wychodzili dobre trzydzieści minut temu, coś koło tego. Dlatego zdziwiony był ich obecnością tutaj. Chciał pomóc, choć doskonale widział, że czarnowłosy nie wygląda na usatysfakcjonowanego.
— Mógłbyś chociaż przez chwilę współpracować? — spytał, patrząc na mężczyznę z widocznym zirytowaniem. — Gdybyś sobie poradził, to już by was dawno tutaj nie było.
Eirik zagryzł usta, przewrócił oczami i głęboko westchnął. Zgodził się skorzystać z pomocy Nivana, ale nawet nie ukrywał, że mu się to nie podoba. Dixon złapał znajomego Eirika, którego ten złapał z drugiej strony, stawiając go na równe nogi. Mężczyzna dalej nie kontaktował, a jego ciało wręcz było ociężałe.
Nic dziwnego, że Eirik sobie nie poradził z dotarciem do mieszkania. Chociaż gość nie wyglądał, to w tym stanie był cholernie ciężki.
Wyszli z uliczki i skierowali się w kierunku mieszkania mężczyzny. Nivan nie wnikał, gdzie dokładnie zmierzają. Wiedział jedynie, że jest to w przeciwnym kierunku, niż on sam mieszkał. No cóż, będzie miał znacznie dłuższy spacer, niż zamierzał. Temperatura na dworze nie pomagała, a wiatr, który się zebrał, wcale im nie pomagał.
— Weź kur-
— Nie ściągaj jej — wtrącił się, nie pozwalając, aby Skugge dokończył zdanie.
— Mhm.
Po kilku minutach spacerowania z ledwo żyjącym, naprutym ciężarem, dotarli do jednego z bloku, gdzie Eirik otworzył drzwi od klatki. Na szczęście mieszkanie znajdowało się na parterze. Czarnowłosy odkluczył drzwi, a następnie je pchnął, aby się uchyliły. Widząc, jak bardzo nie współpracują, mężczyzna kopnął je, przez co uderzyły w ścianę w mieszkaniu. Nieszczególnie się tym przejmując, weszli do środka, kierując się do jednego z pokoju, gdzie położyli ledwo przytomnego mężczyznę na łóżku.
— Dzięki — sapnął, pochylając się do przodu, oparł się dłońmi o uda i próbował uspokoić oddech. Na dworze było zimno, nieśli mężczyznę, który na pewno ważył więcej niż 80 kilogramów.
Łatwo złapać zadyszkę, gdy nie ma się formy.
— Nie ma za co.
Eirik oddał kurtkę Nivanowi, wysilając się na słaby uśmiech. Nadal nie ukrywał swojego niezadowolenia, że czerwonowłosy wepchnął się z nosem w nieswoje sprawy. Jednak nieszczególnie się tym przejął. Skierował się do wyjścia z mieszkania.
— Uważaj na siebie. Miło było cię zobaczyć — rzucił na odchodne, zamykając za sobą drzwi, nie czekając na odpowiedź dawnego kolegi.
Zapiął kurtkę, a następnie owinął się szalikiem i udał się ponownie na dwór, aby wrócić do swojego mieszkania.
Pieprzona zima.
*
Od całej sytuacji minęło kilka dni. Nivan, na szczęście, nie rozchorował się i normalnie pracował. Jednak nie spotkał od tego czasu Eirika. Nie do końca pamięta, jaki mężczyzna był w szkole. Raczej trzymał się gdzieś z boku i nieszczególnie wychylał. Dało się z nim porozmawiać, ale rzadko się to zdarzało. Chociaż czasem, jak grali w jednej drużynie, wzajemnie sobie dogadywali. Bardzo rzadko rozmawiali, zwykle wydawało się, że są swoimi kompletnymi przeciwieństwami i się nie dogadywali. Prawda była taka, że sam Niv nie wiedział, jaki jest czarnowłosy, bo nigdy nie miał do końca szansy go dobrze poznać. Kiedy wyciągał do niego rękę, to ten zawsze ją odtrącał i mówił, że sam sobie poradzi. Chociaż czerwonowłosy nie miał złych intencji i chciał po prostu dobrze, to musiał zaakceptować, że nie wszyscy będą zadowoleni z wyciągniętej pomocnej dłoni.
Vanessa napomknęła Nivanowi, że jakiś mężczyzna przyszedł kolejnego dnia do baru, jakby kogoś szukał. Z opisu wynikało, że był to Eirik, ale pewności nie miał. Kobieta też nie przykuwała aż takiej uwagi do wyglądu klientów, chyba że ktoś ją zainteresował, ale nie zapamiętała niczego charakterystycznego.
Dzisiejszego dnia miał dość krótką zmianę, bo trwała tylko do pierwszej. Jednak ze względu na niewyspanie się, stał za barem półprzytomny. Starał się skupić na pracy, ale marnie mu to wychodziło. Dlatego też Minhyuk przyniósł mu kawę i poklepał po ramieniu.
— Jeszcze tylko cztery godziny — pocieszył go, szeroko się uśmiechając.
Niechętnie upił trochę kawy, krzywiąc się na jej posmak. Zwykła czarna, bez mleka, bez cukru. Paskudztwo. Już mógł mu ją, chociaż minimalnie, posłodzić.
— Ktoś tu chyba kawy nie lubi — usłyszał, przez co spojrzał na osobę siedzącą przy barze.
— Nie masz co robić, tylko włóczysz się po barze? — odpowiedział, patrząc wymownie na Eirika, który bawił się swoim drinkiem.
— Może jakieś dzień dobry?
— Do widzenia.
Skugge popatrzył na czerwonowłosego, prychnął na tę odpowiedź i upił trochę drinka. Odstawił szklankę na blat, a następnie odchylił się do tyłu wraz ze stołkiem, na którym siedział. Nivan ciężko westchnął, upijając kolejny łyk tej nieszczęsnej kawy.
Nadal mu nie smakowała, znowu się skrzywił. Jak można coś takiego pić?
Nie miał czasu jednak na rozmyślanie, bo do paru podeszła kobieta, składając kolejne zamówienie.
— Nie musisz tak na mnie wymownie patrzeć — zwrócił uwagę koledze, spoglądając na niego, przez co Eirik szybko odwrócił głowę w drugą stronę.
— Trudno nie patrzeć na tak przystojnego mężczyznę — odpowiedziała kobieta, szeroko się uśmiechając. — Wcale mu się nie dziwię, że tak na pana spogląda. Jest na czym oko zawiesić.
Nivan nie zdołał nic odpowiedzieć, a klientka zniknęła z drinkami. Czy go to dziwiło? Nie. Przestało go to nawet krępować, bo przyzwyczaił się już do tego, że ludzie po alkoholu stają się bardziej otwarci.
Sam Eirik prawie zadławił się drinkiem, słysząc, co mówi do niego kobieta. Czerwonowłosy jedynie na niego spojrzał, po czym napił się swojej kawy.
— Żyjesz? — zapytał z czystej grzeczności, za co otrzymał spojrzenie spod byka.
— Nie.
— Tylko nie upij się do nieprzytomności, nie będę cię wynosić z baru.
— Nie jestem pijakiem — odpowiedział czarnowłosy, zadzierając brodę do góry, cicho przy tym prychając.
— Co tu tak naprawdę robisz?
— Pije.
Nivan spojrzał na kolegę wymownie, jasno komunikując, że doskonale wiedział, iż jego obecność nie wzięła się z niczego.
— Dobra, dobra — podniósł ręce do góry w geście kapitulacji. — Chciałem tylko sprawdzić, czy... nie rozchorowałeś się.
— Oh? Martwisz się o mnie? — spytał Nivan, nachylając się nad blatem, aby być bliżej Eirika, który dość szybko odchylił się ponownie na stołku.
— Pfff! Nie ma opcji! — odpowiedział, odwracając głowę w bok, spoglądając na dobrze bawiących się ludzi.
Dixon odpuścił, odsunął się do tyłu, dając przestrzeń Eirikowi. Zabrał się za zmywanie szklanek, które odstawił na bok do wyschnięcia. W końcu zmywarka była zapełniona i nieszczególnie uśmiechało mu się, aby ją otwierać i dokładać szklanek.
— Niiiiiiiiivaaaaaaaaaaaaaan!! — z zaplecza rozbrzmiał głos Vanessy, przez co mężczyzna ciężko westchnął i udał się do znajomej.
Jak się okazało, potrzebowała pomocy w ściągnięciu kilku skrzyń z winami, które umiejscowione były na samej górze regału. Ostatnim razem, jak się po nich wspinała, bo nie chciała korzystać z pomocy, to skończyła na podłodze. Przygnieciona półką, skrzynką i rozbitymi winami wokół. Od tego momentu przestała się wspinać na własną rękę (i ze względu na to, że ucierpiała na wypłacie).
Wrócił po kilku minutach za bar, gdzie wciąż siedział Eirik. Zdążył wypić swojego drinka, przez co bawił się szklanką, patrząc na jej dno z pewnego rodzaju konsternacją.
— Nie musisz płacić dzisiaj — oznajmił Dixon, zabierając pustą szklankę znajomemu, aby zrobić mu kolejnego drinka. Widząc jego zakłopotanie, puścił mu oczko i delikatny uśmiech. — Ale tylko dzisiaj. Nie myśl, że codziennie będziesz pić na mój koszt.
Skugge prychnął rozbawiony, ale przystał na propozycję Dixona, mówiąc, że niech mu już będzie.
Kiedy w końcu nadeszła pierwsza, Nivan mógł wyjść z lokalu w towarzystwie Eirika, który stwierdził, że na dzisiaj mu wystarczy muzyki i alkoholu. Szli obok siebie w ciszy, żaden nie wyrywał się do rozmowy.
— Dalej grasz w siatkówkę? — zagaił Niv, spoglądając na czarnowłosego. — Czy nie miałeś okazji do grania?
Jednak nie zdołał otrzymać odpowiedzi, bo nagle wyskoczył na niego nieznajomy, starając się uderzyć Nivana w twarz. W ostatniej chwili zablokował pięść, jak się okazało, mężczyzny. Gdyby nie zareagował w odpowiedniej sekundzie, to miałby złamany nos. Popatrzył na napastnika, kiedy zorientował się, że to znajomy Eirika, którego ostatnio targali do mieszkania.
— Aiden? Co ty tu robisz? — spytał, spoglądając na swojego znajomego.
— Dzwoniłem do ciebie — odpowiedział, próbując wyrwać pięść z uścisku czerwonowłosego. Niv nieszczególnie chciał go puścić, nie wierzył, że znowu go nie zaatakuje, ale widząc spojrzenie Eirika, puścił.
— Nie widziałem — zbył mężczyznę, a następnie ruszył dalej.
— Co ma znaczyć, że nie widziałeś?! — podbiegł do Eirika, szarpiąc go za ramię, aby odwrócił się w jego kierunku. Czarnowłosy wyglądał na przyzwyczajonego do takich sytuacji, jakby mierzył się z nimi każdego dnia i nie była to żadna nowość.
— Normalnie, nie widziałem. Po prostu — westchnął, zrzucając rękę Aidena ze swojego ramienia.— Daj mi spokój.
Nivan przyglądał się sytuacji, nic nie mówiąc. Nie chciał dolewać oliwy do ognia, ale... nie, nie może się wtrącać.
— Poszedłeś z tym rudym do łóżka, co? — rzucił, popychając Eirika, który w ostatniej chwili złapał równowagę na śniegu.
— Co? Pogrzało cię? Byłem w barze, on w pracy, kiedy niby miałbym z nim... a zresztą, nie muszę się tobie tłumaczyć.
Nim Aiden zareagował, Eirik zniknął mu sprzed nosa, biegnąc w kierunku tylko sobie dobrze znanym. Mężczyzna nie zwrócił uwagi na Nivana i ruszył w pogoń za czarnowłosym. Dixon ciężko westchnął, kierując się do swojego domu.
— Jaki rudy? — prychnął, łapiąc za czerwony kosmyk włosów.
Wrócił do mieszkania po dwudziestu minutach spokojnego spaceru. Pogoda chwilowo się uspokoiła, śnieg przestał padać, więc łatwiej poruszało się po chodnikach. Jednak nadal nie było perfekcyjnie.
Kiedy się umył, zjadł późną kolację, wziął telefon do ręki i wszedł na Facebooka, chcąc sprawdzić, czy miał może Eirika w znajomych. To nie tak, że jakkolwiek chciał z nim utrzymywać kontakt, ale zmartwił się, gdy zauważył, jak bardzo obojętny jest na to wszystko, co się wokół niego działo.
— Był naćpany, na pewno — powiedział sam do siebie, przeglądając aplikację. Bingo. Miał go w znajomych, a nawet tego nie pamiętał. — Może lepiej nie będę pisać?
Zastanawiał się dobre kilka minut, ale napisał do niego.
N: Cześć. Wszystko w porządku? Wróciłeś do mieszkania?
Czekał na odpowiedź dobre dziesięć minut, ale nie odczytywał. Nie chcąc dłużej czekać, wyłączył internet w telefonie i ustawił budzik, aby nie przespać całego dnia. Może mu odpisze, a może go zignoruje. Jednak najbardziej martwił go ten cały Aiden, który rzucił się najpierw na niego, a potem na Eirika. Może są parą, ale Skugge nie chce o tym mówić wprost? Cóż, nie musi mu się z niczego tłumaczyć.
Eirik? <3
1824 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz