29 stycznia 2026

Od Nivana do Eirika

Obudzony przez budzik, który niemiłosiernie głośno został przez niego ustawiony wcześniejszego wieczoru. Nie otwierając oczu, zaczął szukać telefonu pod poduszką, po omacku włączając drzemkę przez zablokowanie ekranu urządzenia. Ciężko odetchnął, przewracając się na drugi bok. Nienawidził porannego wstawania, gdy zaledwie kilka godzin temu poszedł spać. Odkąd pamiętał, to ciężko mu się zasypiało, a jeszcze ciężej wstawało. Ze względu na swoje zmęczenie: zawsze musi mieć ustawione kilka budzików, bo zwykle je wszystkie przesypia. 
Dobrze, że nie miał współlokatora, bo dostałby z nim i jego budzikami do głowy. Sam Nivan ich nie słyszy, więc mu nie przeszkadzają. No a jak usłyszy, to w większości je wyłącza. Dlatego zabezpiecza się kilkoma budzikami.
Dzisiaj jednak udało mu się obudzić wraz z pierwszym budzikiem. Niecodzienne! Nic tylko oklaski bić. Teraz miał przed sobą cały dzień do wieczornej zmiany w barze. Miał mieć wolne, ale Minhyuk wręcz błagał go na kolanach, żeby się zamienili. Nie mając za bardzo wielkich planów na dzisiejszy dzień, Nivan zgodził się na prośbę kolegi. Hyuk niemal wycałował ręce czerwonowłosego, powtarzając w kółko dziękuję. Było to dość męczące i krępujące, bo kitsune robił to podczas ich zmiany za barem. Klienci wyglądali na niezbyt zaskoczonych, ale wszyscy się przyglądali. Trzeba przyznać, że Niv nieszczególnie lubi być w centrum tak dużego zainteresowania gapiów. Przetarł twarz dłońmi, chcąc zetrzeć to zażenowanie i wspomnienie. Gdyby tylko to tak działało.
Bardzo niechętnie podniósł się do siadu, rozglądając po pomieszczeniu, w którym panowała ciemność. Jednak przez małą szparę między zasłonami, do sypialni wpadał promyk światła, mimo że na dworze nie było słońca, to śnieg był na tyle jasny, jakby sam wytwarzał pewnego rodzaju imitację światła. Dzięki temu Niv był w stanie zauważyć, że w jego pokoju jest absolutny chaos. Nie spodobało mu się, bo był przekonany, że posprzątał przed snem. Najwyraźniej nie zapamiętał tego, że padł jak długi i zasnął, o dziwo, szybko. W dodatku z telefonem w ręce. No a rano urządzenie było pod poduszką i jeszcze z nastawionym budzikiem. Zdecydowanie mężczyzna niektóre czynności wykonuje niczym robot; a raczej to jego ciało to zapamiętuje i robi wszystko samo, nawet jak Niv praktycznie śpi i nie do końca kontaktuje.
Wstał z łóżka, zakładając kapcie na nogi, a następnie ruszył do okna, aby odgarnąć zasłony i wpuścić światło w pełnej okazałości. Był to błąd, bo jasny puch na jego zaspane oczy był niczym słońce w letni upał, które razi niesamowicie w tęczówki. Można śmiało przyznać, że prawie oślepł, ale dość szybko zrobił sobie ochronę na oczy, zasłaniając je dłońmi i delikatnie rozsuwając palce. Ze zmrużonymi oczami przyglądał się jasnemu puchowi, który dalej padał z nieba, nie dając chwili wytchnienia mieszkańcom Deiranu. 
Kiedy już przyzwyczaił się do tej nieskazitelnej, jasnej bieli, zabrał ręce z twarzy i podszedł bliżej okna, aby spojrzeć na ulice. Były całe zasypane, a odśnieżarki nie widać. Po chodniku szło kilka osób, ale Nivana najbardziej zainteresowała para, która szła z parasolkami, chroniąc się przed śniegiem. Wyglądało to za dobrze, ale nie potrwało długo, bo w końcu przyszedł wiatr, nie pozwalając im uniknąć puchatego śniegu, zaskakując ich od boku. Dalej mógł zauważyć dzieciaki, które szły do szkoły i rzucały się śnieżkami w tradycyjny sposób: czyli bez magii. Mężczyzna oparł się ramieniem o chłodne okno, przyglądając się zaciętej walce między dziećmi. Przywoływało to wspomnienia, jak sam chodził do szkoły i każda taka zima wyglądała identycznie. Nigdy nie przychodził do szkoły suchy. W sumie to też nie wracał suchy, bo zdarzały się sytuacje, że z kolegami popychali się wzajemnie, wpadając w większe zaspy śnieżne. To, że kolejnego drapało gardło i podciągali nosem, to najmniejszy problem. Liczyła się dobra zabawa. Dlatego Niv nosił do szkoły ubrania na przebranie, bo wiedział, jak to się skończy. Ba, nawet czasami miał dla kolegów jakieś skarpety na przebranie. Był z niego bardzo dobry kolega. 
Kolejna osoba, która pojawiła się na horyzoncie, szła bardzo pewnie, nie obawiając się, że pod tą puszystą warstwą śniegu może czekać na niego niespodzianka w postaci lodu. Sam Nivan w zimę bardzo uważnie chodzi, ale nie zawsze się to sprawdza. Sam kilka razy zaliczył upadek na ostatniej prostej, gdy stracił czujność. Niestety śnieg topnieje, przychodzą przymrozki i na chodnikach oraz drogach tworzą się potężne warstwy lodu, których nie zdołają służby miejskie skuć. Zwykle tak naprawdę, to nie ma komu się tym zajmować. Są ważniejsze sprawy niż skuwanie lodu przy blokach, w końcu to zarządca dróg powinien zapewnić przejezdność dróg i odśnieżone chodniki. Wiadomo, że wszystko na papierze się zgadza, ale w praktyce bywa różnie. Ostatnim razem Niv nie był w stanie wyjechać z garażu podziemnego autem ze względu na lód na podjeździe. Nie ryzykował i odpuścił. Nieznajoma sylwetka w końcu sama postawiła nieuważny krok i wywinęła orła do tyłu. Z daleka wyglądało to komicznie, gdy ten ktoś zaczął machać rękami po bokach, jakby chciał z nich zrobić skrzydła, aby ochronić się przed upadkiem, którego, niestety, nie uniknął. Dixon skwasił minę, wyobrażając sobie ból, jaki w tamtej chwili poczuł nieznajomy. Na pewno będzie siniak przeszło mu przez myśl. Aż sam złapał się za pośladki, masując je, jakby to on właśnie upadł. 
— Zima bywa bezlitosna — stwierdził, odchodząc od okna, jak nieznajoma sylwetka podniosła się z ziemi i otrzepała, udając, że nic się nie wydarzyło. Nie chcąc dalej stać przy oknie i wgapiać się w ludzi, poszedł do kuchni, aby zrobić sobie kawę. Czuł, że dzisiaj może mu pomóc, mimo że jej ogromnym fanem nie był.

*

Dzień uciekł mu niczym przez palce. Zdążył zrobić w tym czasie obiad, z czego zostanie mu to na najbliższe dwa dni. Trochę przesadził z porcjami, a wyrzucać przecież nie będzie, tak? Jeszcze zapakował sobie jedną do pracy, a i tak ma tego sporo. Nie zmarnuje się, tak? 
Zdołał jeszcze zrobić pranie i rozwiesić je na suszarce w salonie. Siostra mu zrobiła spam na Messengerze, dopytując o wszystko i o nic jednocześnie. Aż w końcu ją wyciszył, stwierdzając, że później odpisze. Na szczęście Maggie była do tego przyzwyczajona, na miarę możliwości. Najwyżej będzie miał jeszcze więcej wiadomości do nadrobienia. Zrobi to w odpowiednim czasie. Jakby było coś ważnego, to by zadzwoniła, bo tak się dogadali. 
Wiedząc, że autem dalej nie wyjedzie z garażu, postawił na komunikację miejską. Nie miał daleko do pracy, ale w tych warunkach atmosferycznych będzie szedł tam znacznie dłużej, niż standardowo. No i nie chciał zaliczyć upadku w drodze do pracy. Może to się wydarzyć w każdym momencie, ale cóż, to już mało istotne. 
Czekając na autobus, Nivan nie wyciągnął nawet telefonu, aby coś w nim przejrzeć. Ukrył nos w szaliku, chcąc chronić go przed zamarznięciem. Na dworze było na minusie, co zdecydowanie mu nie odpowiadało. Na szczęście nie musiał długo czekać na autobus, bo przyjechał punktualnie mimo niezbyt dobrze odśnieżonej drogi. Ze względu na to, że jeździły odśnieżarki, a śnieg dalej padał, to była to niestety syzyfowa praca. Jednak to nie jego zmartwienie.
Usiadł na wolnym siedzeniu, chcąc chwilę się wygrzać, nim znowu będzie musiał wyjść do tej zimnicy. Na samą myśl przeszły go nieprzyjemne ciarki. Okropieństwo pomyślał, przymrużając oczy. W takich chwilach marzył o czymś takim, jak praca zdalna, gdzie nie musiałby się specjalnie ubierać i wychodzić z domu. Praca z łóżka, w piżamie i kubkiem herbaty? No kto by nie chciał! On by chciał.
Jednak rzeczywistość była inna i znowu musiał wyjść do tej nieprzyjemnej, chłodnej atmosfery. Ciężko westchnął, poprawiając szalik, aby zasłonić nos i policzki, a następnie nasunął bardziej czapkę i nałożył jeszcze kaptur kurtki. Musi mu być ciepło. Chociaż do pracy zostało mu jakieś trzysta metrów, to brzmiało to, jak nieskończoność. 
Dotarł do baru punktualnie, a wraz z nim do środka wprosił się również śnieg, który nie chciał pozostać na zewnątrz. Nie przejął się tym szczególnie i tak za chwilę ktoś przyjdzie, więc sprzątanie tego było żmudne i niepotrzebne. Poprawił torbę na ramieniu, rozejrzał się po pustym lokalu. Jedynie, kto tu był, to on i Vanessa, która stała za barem. 
— Nie zwiastuje to niczego dobrego — stwierdził sam do siebie, a następnie skierował się na zaplecze, machając jeszcze koleżance na przywitanie.
Zdjął z siebie odzież wierzchnią, przebrał jeszcze buty, które pokryte były śniegiem i przebrał na inne. Zawsze miał zapasowe zostawione w pracy, tak w razie czego. Przezorny zawsze ubezpieczony. 
Przebrał się w swój strój roboczy, czyli kamizelka, koszula i czarne spodnie. Mieli narzucony z góry strój roboczy, na co Niv nie mógł narzekać. Dzięki temu nie musiał wymyślać każdego dnia, co ma na siebie założyć do pracy. Miał strój pod nosem i ułatwiało mu to życie. 
Rozczesał jeszcze swoje włosy, a następnie upiął je w wysokiego koka, aby móc swobodnie pracować. Wysunął przednie pasemka, przejrzał się w lustrze i stwierdził, że wygląda dobrze. Dopiero wtedy dołączył do Vanessy, która przeglądała coś w telefonie, bo skończyła sprzątać. 
— Coś ciekawego? — spytała, odwracając głowę do kolegi.
— Śnieg, śnieg i jeszcze raz śnieg — odpowiedział, wzruszając przy tym ramionami, a następnie podszedł do jednej z szafek, do której przykucnął. Widział ostatnio, że mieli dostawę nowego alkoholu, ale jeszcze nie został wyłożony. Miał to rozpakować dzisiaj, więc zdecydował, że skoro nie ma ludzi, to zrobi to teraz. — A u ciebie? 
— Nuda, jestem tu od godziny, a nic jeszcze nie zrobiłam. Masakra, Niv, masakra — oznajmiła, opierając głowę o blat, okazując swoje załamanie. 
Nivan zaśmiał się na to zachowanie, kręcąc rozbawiony głową. Wyjął kilka butelek z alkoholem i postawił na blacie. Nie wiedział, czy to będzie chodliwy towar, jakaś nowość na rynku. Zamknął szafkę, a następnie podniósł się z przykucanego i wziął jedną z butelek do ręki, wczytując się w opis.
— Dopiero dziewiętnasta, a gdzie tu czwarta — westchnęła Vanessa, spoglądając w kierunku kolegi, do którego niemalże doskoczyła, wpychając głowę pod jego ramię, aby również przeczytać opis alkoholu. — Nie dla byle kogo, a dla najbardziej oddanych smakoszy dobrego alkoholu — zacytowała, prychając rozbawiona. — Co za głupi opis, litości. Mogli już sobie darować. 
— Wiesz, jak jest, marketing i te sprawy — odpowiedział, odkładając butelkę na półkę, gdzie było przygotowane miejsce. 
Drugą butelkę zostawił na blacie, schowaną przed klientami, więc nikt nie będzie w stanie tego zabrać. 
Dobrą godzinę przesiedział z Vanessą, z czego on siedział na stołku barowym, a ona na blacie. Dyskutowali o wszystkim i o niczym. Najbardziej skupili się jednak na narzekaniu na pogodę za oknem, która nie zwiastowała niczego dobrego. Przez to nie mieli żadnego klienta, dopiero koło dwudziestej pierwszej pojawili się pierwsi goście. Dlatego też Niv ich obsłużył, aby koleżanka mogła pójść na szybką fajkę. Nie przeszkadzało mu to, bo lubił swoją pracę. Czasami klienci bywali problematyczni, no ale. Nie można w życiu mieć wszystkiego. 
Nivan wpadł w swój rytm, aż do baru przyszła grupka znajomych, rozbawieni, głośno o czymś rozmawiali. Poszli w głąb lokalu, siadając do jednego z wolnego stolika, a było ich wiele, ale gdzieś w rogu, dalej od głównego baru. W telewizji leciał program muzyczny, bo nic ciekawszego, jak mecz, obecnie nie grało. 
Zaczął zmywać kieliszki, w których miał wcześniej wlany likier do drinków poprzednich klientów. Jednak nie zdołał ich wysuszyć i zostawił w zlewie, ponieważ do baru podszedł jeden z mężczyzn, który przyszedł z grupą znajomych. Czerwonowłosy wytarł ręce w ręcznik, a następnie stanął naprzeciw klienta, dokładnie mu się przyglądając. Kiedy spojrzał na niego, to miał wrażenie, jakby już mężczyznę gdzieś widział. Nie chcąc się w niego wgapiać, szybko sięgnął po kufle do piwa, o których wspomniał i jeszcze dwie szklanki do drinków. Wszystko postawił przed sobą, zastanawiając się, czy powinien coś powiedzieć. Samo przywitanie to żadna rozmowa. 
Najpierw nalał piwa do kufli i oddał je mężczyźnie, który dość szybko zaniósł je do stolika, do swoich znajomych, którzy już się trochę gorączkowali w oczekiwaniu na alkohol. Kiedy wrócił, spojrzał na Nivana, a następnie przechylił się na bok, aby zobaczyć wystawę alkoholi za barmanem. Nie chcąc mu utrudniać zadania, Niv odsunął się, aby ułatwić klientowi zadanie. Kątem oka spojrzał na niego, dopiero po chwili rozumiejąc, dlaczego miał wrażenie, że go kojarzył. 
— Eirik? — spytał bardziej siebie niż mężczyznę, ale ten to usłyszał. Spojrzał zaskoczony na czerwonowłosego, nerwowo drapiąc się po karku. A trzeba było nie myśleć na głos.
— Tak? — wydawał się nawet zaskoczony, ale pewnie pomyślał, że barman usłyszał jego imię od towarzystwa, które w tle ciągle się darło. — Zna- — jednak nie zdążył dokończyć tego, co chciał powiedzieć, bo jeden z jego kolegów podszedł, zarzucając mu ramię na szyję.
— Już masz wybrane te drinki? Ile można czekać. To tylko alkohol, wszystko smakuje tak samo, pośpiesz się — pogonił czarnowłosego, po czym spojrzał na barmana z widoczną pogardą wymalowaną na twarzy.
Pewnie jeszcze pomyślał, że próbuję mu chłopa poderwać, kiedy ja przypadkiem powiedziałem jego imię na głos. 

Eirik?
2048 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz