Spojrzałem na wizytówkę, jakby parzyła mnie w dłonie. Gdybym trzymał ją sekundę dłużej, byłbym w stanie przysiąc, że zacznie syczeć razem z Haribo. Komornik. Prawdziwy, żywy komornik. Myślałem, że to wszystko to jeden wielki, chory żart. Jakaś może ukryta kamera, która testuje cierpliwość obywatela. Ile czasu minie aż ktoś wpierdoli komornikowi. Dokument, który mi wręczył wyglądał jak instrukcja w innym języku. Jakiś prawniczy nonsens i kwota, która przyprawiała mnie o mdłości.
— Żartuje pan ze mnie? — zapytałem unosząc wzrok znad dokumentów. Komornik w tym czasie wpatrywał się w Haribo z wyraźnym, niemal dziecięcym zainteresowanie. Haribo sunęła po terrarium, nieświadoma całego tego cyrku, który się tutaj odbywał.
— Chcę zobaczyć węża. — oznajmił w końcu, spojrzałem w jego stronę powoli. Miałem ochotę go rozszarpać. Nie dość, że wparował mi do mieszkania, wygłosił ten swój durny monolog to jeszcze zachciało mu się podziwiać węża.
— To nie jest wąż do oglądania, a tym bardziej do dotykania. — odparłem lodowato. — A szczególnie dla ludzi, którzy niszą mi dzień przynosząc jakieś prawnicze gówno, gdzie mam do zapłaty tyle kasy. — komornik westchnął, wyprostował się i już wiedziałem co nadejdzie. Więcej prawniczego bełkotu.
— Proszę pana… — zaczął spokojnie stukając palcem w szybę terrarium by zwrócić na siebie uwagę Haribo. Szkoda, że była takich małych rozmiarów. W innym wypadku już bym go wrzucił do środka. — Moim obowiązkiem jest poinformowanie pana o wszczęciu postępowania egzekucyjnego oraz o przysługujących panu środkach prawnych.
— Oczywiście kurwa. — sfrustrowany wyrzuciłem dłonie w powietrze, miałem ochotę w coś przywalić. Lub zaliczyć. Nie mogłem się zdecydować. Buzowały we mnie takie emocje, że miałem problem ze zdecydowaniem czego chcę. Byłem na tyle wkurwiony, że zaraz moją ofiarą będzie ten laluś w garniturku. A najgorsze jest to, że nie wiedziałem, którą opcję wybrać.
— W przypadku braku dobrowolnej spłaty należności… — ciągnął dalej nieporuszony. — Zmuszony będę do podjęcia czynności zmierzających do zajęcia ruchomość, rachunków bankowych lub wynagrodzenia za pracę.
— Świetnie. Po prostu świetnie! — Czyli rozumiem, że Haribo też wchodzi w grę? Bo jeśli tak, to uprzedzam. Może pan nie wyjść w jednym kawałku z tego mieszkania.
— Zwierzęta egzotyczne nie podlegają zajęciu, o ile nie stanowią przedmiotu działalności gospodarczej. Chociaż przyznam, że interesujący okaz. — odparł ze spokojem rozglądając się po mieszkaniu, aż jego wzrok padł na moją choinkę. Uniósł lekko zaskoczony brew. Choinka po energetykach dalej stała dumnie na swoim miejscu. Po świętach uznałem, że nie będę jej niszczył, ani nigdzie chował. Będzie tak stać aż do kolejnych i kolejnych świąt.
— Tak wiem. Przepiękna konstrukcja. — mruknąłem opierając się o ścianę, raz po raz rzucałem mu spojrzenia mówiące jasno, że ani trochę nie jest zadowolony z jego wizyty.
— Czy ten obiekt, lub cokolwiek to jest ma jakiś związek z prowadzoną działalnością? — zapytał dość niepewnie wskazując dłonią na choinkę, co chwila jego wzrok przeskakiwał z drzewka na mnie. Jakby się zastanawiał co za debil wpadł na taki pomysł.
— A wygląda jakby miała? Bo wydaje mi się, że nie. — mruknąłem cicho obserwując jak niepewnie podchodzi do choinki. Jak ja się kurwa modliłem by te puszki szlak trafił. Chciałem widzieć jak cała konstrukcja się na niego przewraca.
— Informuję pana, że przedmioty o charakterze dekoracyjnym co do zasady nie podlegają zajęciu, chyba, że przedstawiają znaczną wartość…
— To tylko Monster i odrobinę Red Bulla. — prychnąłem pod nosem próbując dyskretnie kopnąć choinkę by ta na niego spadła.
— Czy te puszki…— wskazał dłonią na całą konstrukcję. — Zostały przez pana spożyte osobiście?
— Każda, z miłością i drżeniem rąk. — mężczyzna zamknął oczy, przez chwilę milczał zapewne zastanawiając się, dlaczego jeszcze nie przeszedł na emeryturę.
— Dobrze. — mruknął nieco głośniej, jakby odzyskał wszystkie siły. — Mamy zatem do czynienia z instalacją prywatną pozbawionej wartości. Gdy w końcu udało mi się lekko kopnąć choinkę, ta odrobinę się zakołysała a puszki cicho zadźwięczały.
— Czy to, aby na pewno jest stabilne?
— Tak stabilne jak ja. — odparłem zadowolony a moje usta wygięły się w dość niewinnym uśmiechu.
— Czyli nie jest… — mruknął sam do siebie zapisując sobie coś. — Odnotuję obecność konstrukcji niestabilnej, wykonanej z odpadów aluminiowych o dość wątpliwej wymowie estetycznej…
— Ta choinka jest bardziej stabilna niż pan, gdy w końcu stracę cierpliwość. — mruknąłem cicho, ręce już mnie świerzbiły.
— Proszę pana… — odparł spoglądając w moją stronę pobłażliwie. — Uprzejmie proszę powstrzymać się od tego typu komentarzy.
— A pana proszę powstrzymać się od oceniania mojej sztuki.
— Odnotowuję, że pańska reakcja wykracza poza standardową obronę artystyczną.
— Ja pierdolę…— sapnąłem przecierając dłonią twarz. — To najdziwniejsza gra wstępna w moim życiu.
— To…— zaczął spokojnie choć na jego twarzy odmalowało się zaskoczenie. — Nawet nie wiem jak mam to skomentować panie Mortem. — odparł szczerze znowu coś zapisując. Pańskie uwagi są nieadekwatne do sytuacji procesowej…— bez słowa okrążyłem choinkę dookoła, specjalnie musnąłem palcami puszki by ten znowu zabrzdąkały.
— Proszę nie dotykać przedmiotów, które mogą…
— Które mogą co? — przerwałem mu znowu trącając w choinkę z premedytacją.
— Panie Mortem…— mruknął zaciskając szczękę, powoli zaczynałem wytrącać go z równowagi. — Uprzedzam, że dalsze zachowanie tego rodzaju może zostać zakwalifikowane jako celowe zakłócanie czynności służbowych.
— Nie celowe, a bardzo celowe proszę pana. Sprawdzam tylko gdzie znajduje się pańska granica.
— Granice są jasno określone a pan perfidnie je przekracza. Muszę zatem odnotować eskalację zachowań prowokacyjnych o charakterze osobistym.
— Ooo, proszę to podkreślić. — natychmiast się ożywiłem trącając choinkę ramieniem by ta lekko się zakołysała. — Osobistym brzmi intymnie, podoba mi się. Gra wstępna rozwija się w dobrym kierunku.
— Czy uważa, że jak pan będzie taki ohohoho fifafafa, to mnie pan urobi i pana z torbami nie puszczę? — zapytał
— Taki ohohoho fifafafa? — powtórzyłem parskając głośno śmiechem. Założyłem ręce na klatce piersiowej i poczułem jak ręcznik na biodrach minimalnie mi zjechał. Idealny moment… — Musi pan to koniecznie zapisać do jakieś księgi czarów.
— Jest pan strasznie męczący. — skomentował robiąc spis innych rzeczy znajdujących się w moim mieszkaniu. Od sprzętu RTV i AGD po wszystko co jego ładne oczka zobaczyły.
— Staram się. — mruknąłem cicho obserwując go uważnie. Przemieszczał się po mieszkaniu jakby co najmniej był jego właścicielem. Zajrzał wszędzie, gdzie tylko mógł, nawet do kąta, do którego sam nigdy nie zaglądałem.
— To nie jest rozmowa, którą powinniśmy prowadzić. Jestem tu w celach służbowych. — upomniał mnie znowu, akurat gdy oglądał moją konsolę.
— Zgadza się, dlatego ją prowadzimy. — odparłem a komornik odwrócił się spoglądając na mnie spod lekko zmarszczonych brwi. Uśmiechnąłem się niewinnie co było dość abstrakcyjne.
— Pan naprawdę myśli, że mnie to rusza?
— Bardziej irytuje, jestem ciekaw, ile uwag tam pan na mnie napisał. — odparłem próbując zaglądnąć do jego notatek.
— To są dokumenty służbowe, proszę nie naruszać mojej przestrzeni osobistej. — powiedział twardo.
— Spokojnie. — uniosłem dłonie udając niewinnego chłopca. — Tylko patrzę, nie dotykam. Przynajmniej na razie.
— Proszę darować sobie ten ton. — mruknął a w jego głosie pobrzmiewała już nutka zmęczenia.
— Po prostu mnie ciekawi jak pan mnie tam opisuje. Agresywny? Niestabilny a może osobnik trudny, skłonny do prowokacji?
— Nie ma pan wglądu w treść notatek. — uciął odrobinę naburmuszony, uśmiechnąłem się pod nosem i oparłem się o ścianę. Może powinienem spróbować innej taktyki? Zbyt świetnie się bawiłem by tak łatwo odpuścić.
— Rozumiem, tajemnica zawodowa. — przechyliłem głowę, lustrując go bez wstydu. — Szkoda, bo chętnie bym sprawdził, czy opisuje mnie pan równie dokładnie, jak ja właśnie opisuję pana w myślach. I ostrzegam, moje myśli rzadko kiedy są grzeczne.
— Pracuje 30 lat i jest pan chyba pierwszym osobnikiem, który zachowuje się w ten sposób. Proszę wytrzymać jeszcze parę minut, już jestem na końcówce. — mruknął z westchnieniem. Uśmiechnąłem się z zadowoleniem i opadłem na kanapę obserwując jak dobrze czuję się w moim mieszkaniu. Jeszcze to jego skupienie… Ulala!
— Mam nadzieję, że w tym papierku znajdę pana numer. — mruknąłem cicho przeglądając to gówno co mi dał. Szukałem gdzieś tej informacji, jeśli jej nie znajdę, ja już sprawię by sam mi to dał.
— Niestety tak. — skomentował niechętnie z mojej sypialni. Uniosłem lekko brew spoglądając w jego stronę przez uchylone drzwi. Aż się bałem co ten mężczyzna tam znajdzie. Niechętnie uniosłem się z kanapy i ruszyłem w jego stronę.
— No widzę, że możemy w końcu zacząć rozmawiać. Bez całej tej farsy. — odparłem z zadowoleniem, gdy komornik stał odrobinę zamurowany, gdy zobaczył na mojej szafce nocnej pistolet.
Ardal?
1302 słowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz