Przez całą drogę do laboratorium Mercer milczał, intensywnie rozmyślając o zdarzeniu, które miało miejsce kilkadziesiąt minut wcześniej. Jedno ciało niemalże zmielone przez nieznaną magię oraz druga osoba skryta w opuszczonym budynku, do tego czarna substancja znajdująca się na ziemi oraz ofierze, której nie mogli rozpoznać na miejscu, a mogłoby się wydawać, że skoro Walter już tyle lat kroczy po ziemi, to będzie znał każdy rodzaj magii. Niestety z biegiem lat pojawiło się tyle nowości, że ciężko mu już nad tym nadążyć.
— Proszę mnie wysadzić gdzieś tutaj. Już i tak dość zajęłam Panu czasu. — usłyszał od Starson, gdy zajechali na prywatny parking laboratorium.
— Nie szkodzi. — odparł krótko, zajmując jedno z wolnych miejsc. — Z jednej strony zostałem o to poproszony. — przyznał, spoglądając w stronę kobiety. — Z drugiej strony z chęcią przyjrzę się ciałom z bliska w bardziej sterylnych warunkach. Obiecuje, że nie będę przeszkadzać. — dodał, a jego ostatnie słowa wywołały delikatny uśmiech na jej twarzy.
— Dobrze, będę trzymać Pana za słowo.
Opuścili służbowe auto i spokojnym krokiem udali się w stronę głównych drzwi. Walter z łatwością otworzył jedno ze skrzydeł, wpuszczając kobietę przodem, która od razu podziękowała krótkim skinięciem głowy. Zawsze tak robił, znaczy się od momentu, gdy postanowił żyć między ludźmi, a nie pozbawiać ich życia.
Opuścili służbowe auto i spokojnym krokiem udali się w stronę głównych drzwi. Walter z łatwością otworzył jedno ze skrzydeł, wpuszczając kobietę przodem, która od razu podziękowała krótkim skinięciem głowy. Zawsze tak robił, znaczy się od momentu, gdy postanowił żyć między ludźmi, a nie pozbawiać ich życia.
Idąc długimi, jasnymi korytarzami, mijali kilku innych patologów, lekarzy, techników oraz biegłych, część z nich nawet witała się z Mercerem, gdyż w tym miejscu był częstym gościem.
— Zna Pan tutaj wielu ludzi. — powiedziała nagle Starson, zerkając w jego stronę.
— Czysta współpraca. — odpowiedział spokojnie, spoglądając w stronę kobiety, nawiązując z nią krótki kontakt wzrokowy. — A czasami ciekawość, tak jak w tym przypadku. — dodał, delikatnie unosząc kącik ust.
Gdy dotarli do sali, w której znajdowały się dwa świeżo zwiezione ciała, ubrali na siebie białe fartuchy, zostawiając zimowe kurtki na wieszakach, a gdy weszli do środka, na dłonie od razu ubrali lateksowe sterylne rękawiczki.
— Z tego co widzę.. — zaczęła Starson, zerkając na jedną z dwóch dokumentacji. — Tutaj mamy naszą ofiarę. Próbki są w trakcie badań. — dodała, rozpinając czarny worek. — Przynajmniej już nie cierpi... — dodała znacznie ciszej, lecz czuły słuch Waltera i tak to wyłapał.
— Liczę na to, że próbki zostaną dobrze przebadane, żebyśmy mogli rozpoznać chociażby płeć denata. — odparł, spokojnie przyglądając się ludzkiej kupie mięsa.
— Myślę, że nie tylko płeć rozpoznamy, Panie inspektorze. — powiedziała, ponownie nawiązując z nim kontakt wzrokowy.
— W takim razie spójrzmy na drugie ciało. Słyszałem, że jest w lepszym stanie. — przerwał krótką ciszę, spoglądając na drugi czarny worek. Kobieta przytaknęła, podeszła do niego i delikatnie rozpięła zamek, ukazując faktycznie ciało mężczyzny, a nie zlepek mięsa.
— Widać tutaj deformacje ciała wywołaną przez nieznaną nam magię, liczne oparzenia nawet trzeciego stopnia.. — zaczęła, rozchylając szerzej worek. — Czarna substancja również znajduje się na jego ciele. Ewidentnie widać, że to ona doprowadziła do zniszczenia tkanki. — dodała, zawieszając wzrok na dłoni denata.
— Ma coś w dłoni. — mruknął Walter, przyglądając się znalezisku.
— Spróbuje delikatnie rozchylić jego palce.. — jak powiedziała, tak też uczyniła, lecz dłoń mężczyzny nawet nie drgnęła. — W takim razie chyba będzie trzeba go trochę połamać.. — dodała z lekkim westchnięciem.
— Ciekawe... — powiedział nieco ciszej, skupiając się na całym ciele denata. — Prawie cały jego układ nerwowy jest wypalony. Ostatnim żywym elementem jego ciała był mózg, który był zmuszony do działania pomimo odniesionych obrażeń. To samo mogło być z poprzednim ciałem, dlatego, mimo iż był mielonką, to nadal oddychał.. — zmrużył lekko oczy, zatrzymując wzrok na dłoni. — A może jednak... — mruknął bardziej sam do siebie, zmuszając nerwy dłoni do współpracy, poruszając powoli mięśniami palców, które rozchyliły się na tyle, by móc wyjąć z nich kawałek pogniecionej kartki.
Starson uważnie obserwowała czyny inspektora, nie zadawała pytań, które tylko mogłyby wybić go ze stanu skupienia, również nie powstrzymywała go, a jedynie czekała na efekt jego działań. W odpowiednim momencie wyjęła karteczkę, a gdy Walter przestał działać mocą na dłoń, ta ponownie zacisnęła się w pięść. Spojrzeli krótko po sobie, po czym kobieta od razu podeszła do stołu laboratoryjnego, przy którym świeciło mocniejsze światło oraz znajdowały się wszelkie narzędzia do pracy, ostrożnie odłożyła znalezisko na metalowej tacce i delikatnie rozkładała każde zagięcie papieru.
Starson uważnie obserwowała czyny inspektora, nie zadawała pytań, które tylko mogłyby wybić go ze stanu skupienia, również nie powstrzymywała go, a jedynie czekała na efekt jego działań. W odpowiednim momencie wyjęła karteczkę, a gdy Walter przestał działać mocą na dłoń, ta ponownie zacisnęła się w pięść. Spojrzeli krótko po sobie, po czym kobieta od razu podeszła do stołu laboratoryjnego, przy którym świeciło mocniejsze światło oraz znajdowały się wszelkie narzędzia do pracy, ostrożnie odłożyła znalezisko na metalowej tacce i delikatnie rozkładała każde zagięcie papieru.
— Nie wnikam, jak Pan to zrobił, ale znacznie ułatwiło mi to pracę. — powiedziała, nadal skupiając się na karteczce.
— Współpraca to podstawa. — odparł spokojnie, stając obok niej.
— Tylko teraz będę musiała zapisać, że była stosowana moc na denacie, żeby nie przypisali morderstwa do Pana. — zerknęła krótko w jego stronę.
— Na szczęście ingerowanie w naturalne struktury ludzkie nie zostawia po sobie śladów, nawet jeśli jest to układ nerwowy - jego mózg jest martwy, więc tego nie zapamięta. — wyjaśnił, co spotkało się w kolejnym spojrzeniem kobiety.
— Rozumiem. W takim razie zapiszę to "na brudno" tak w razie, gdyby ktoś jednak znalazł ślad Pańskiej zdolności. Lepiej mieć coś na papierze, niż tylko słownie. — odparła, przez co Walter delikatnie uniósł kącik ust.
— Dobrze. — przytaknął spokojnie, wracając wzrokiem na karteczkę.
Gdy Starson miała przed sobą w pełni rozwinięty papier, oby dwoje bardziej przyjrzeli się treści... której tak naprawdę nie było. Dwa wielkie umysły pracowały na pełnych obrotach, a cisza panująca między nimi kompletnie im nie przeszkadzała.
— Może światło ultrafioletowe coś nam pokaże... — powiedziała kobieta, od razu sięgając po latarkę UV.
W tym samym momencie umysł inspektora wyczuł zagrożenie i choć Starson działała od razu, tak dla niego jakby czas zwolnił. Zaczął szybko łączyć kropki, spojrzał na latarkę, którą kobieta już trzymała w dłoni, będąc gotową na wciśnięcie guzika, zerknął też na kartkę i zdecydowanie coś mu tutaj nie pasowało. Wnet chwycił dłoń kobiety i odsunął źródło światła od kartki, której krawędź momentalnie zaczęła się tlić prawdziwym ogniem.
— Przepraszam, ale musiałem. — powiedział spokojnie, puszczając jej nadgarstek. — Gdybyś poświeciła latarką po całości, nasz dowód poszedłby z dymem. — dodał, czując zaskoczenie oraz zdziwienie ze strony rudowłosej. Jej wzrok błądził od twarzy Waltera po kartkę z nadpaloną krawędzią i chyba była w takim szoku, że nie widziała co powiedzieć. — Sam denat bardzo kurczowo ją trzymał, żeby promienie słońca do niej nie dotarły. Myślę, że możemy spróbować wsadzić kartkę do ciemni. — wyjaśnił, czując powracające skupienie u kobiety. Miała pewnie wiele pytań i być może zjebkę w zanadrzu, Walter był nawet na to gotowy, lecz ku jego zaskoczeniu, nic nie powiedziała.
W milczeniu podeszli do niewielkiej maszyny, która wyglądała jak nieco większa mikrofalówka, umieścili w środku dowód i poprzez kamerę zamontowaną na górnej części ciemni, widzieli na ekranie treść wiadomości... Wnet ciszę przerwał głośny dzwonek telefonu inspektora, na co oby dwoje lekko się wzdrygnęli oby dwoje siedzą w niewielkim pokoju z dwoma trupami..., głównie przez fakt, że nikt się tego nie spodziewał. Mężczyzna od razu odebrał połączenie, odchodząc kilka kroków od Starson, która skupiona była na wiadomości, której Walter nie miał okazji przeczytać.
— Złapali podejrzanego w tej sprawie. Jadę na przesłuchanie.. — powiedział, kierując się w stronę drzwi. — Dziękuję, że mogłem bliżej przyjrzeć się ciałom. Do zobaczenia. — dodał.
— Żaden problem, do zobaczenia. — odparła spokojnie, krótko zerkając w jego stronę.
Na przesłuchaniu był w kilkanaście minut, ponownie łamiąc przepisy ruchu drogowego. W końcu musiał trochę przepalić służbową skodę...
— Kogo tutaj mamy? — zapytał, gdy wszedł za lutro weneckie.
— Jonathan Bern, czterdzieści dwa lata, mieszka w Deiranie od urodzenia, za dzieciaka był karany za drobne kradzieże, obecnie ma czystą kartą. Pracuje w fabryce samochodów. Ma dwójkę dzieci, żona zmarła kilka lat temu po ataku nożownika... Kilku świadków widziało go na miejscu zbrodni. — wyjaśnił jeden z policjantów, czytając wszystko z akt.
— Rozmawiał z nim już ktoś? — ponownie zadał pytanie, obserwując podejrzanego, trzymając ręce skrzyżowane na piersi.
— Tak, ale jedyne co odpowiadał, to to, że nic nie powie bez swojego adwokata. Jak się okazuje, on nie ma adwokata, a do tego żaden nie chce się za nim wstawić, gdy dowiadują się, o jaką sprawę chodzi. — odpowiedział spokojnie.
— Spróbujcie znowu z nim porozmawiać. — powiedział Walter, na co policjant przytaknął.
Nie miał zamiaru bawić się w adwokatów, bo nie miał na to czasu ani ochoty. Gdy do sali przesłuchać weszła doświadczona policjantka, zaczęła rozmowę z podejrzanym, który odpowiadał jedno i to samo, niczym zapętlony, nudny utwór. Inspektor cicho westchnął, skupił się na układzie nerwowym mężczyzny i stopniowo zaczął go uspokajać, jednocześnie pobudzając w nim poczucie winy. Od razu było widać po jego twarzy, że coś widział...
— Miałem być świadkiem rozmowy kilku ludzi z jakiejś... drużyny, ekipy, być może zespołu, nie wiem. — zaczął, wbijając puste spojrzenie w jasny blat stołu przed nim. — Mówili o jakimś przebudzeniu, że On niedługo znowu się pojawi, że znowu zapanuje chaos i zniszczenie. Nie wiem, o co im chodziło, nie zagłębiałem się w to dla własnego dobra...
— Czemu akurat Ciebie wzięli jako świadka? — zapytała policjantka, która była świadoma działania mocy inspektora.
— Działam w półświatku jako mediator.
— Czyli na miejscu były co najmniej dwie grupy ludzi?
— Być może, tego nie jestem pewny.
— Co się działo dalej?
— Nagle pojawiły się dwie osoby postronne, które nie miały prawa uczestniczyć w spotkaniu. Zaczęła się kłótnia, przepychanki. Jeden z uczestników cały czas coś powtarzał w obcym języku... — zawiesił się nagle, jakby właśnie przez jego umysł przeleciały sceny z wojny. — Coś wybuchło pod nogami jednego z nieproszonych gości, zaczął uciekać, wpadł na drugiego uczestnika... Chaos, jaki się tam rozpętał, przeraził mnie do takiego stopnia, że uciekłem... — odpowiedział, kończąc tym przesłuchanie. Walter mógł na spokojnie "oderwać się" od jego układu nerwowego.
— Dziękuję. — policjantka delikatnie uśmiechnęła się do podejrzanego, po czym zerknęła na policjanta obok, który od razu zabrał mężczyznę do celi.
Mercer stał chwilę wpatrzony przed siebie, chcąc uspokoić swoje rozkołatane serce, co oczywiście wcześniej zignorował, gdy manipulował emocjami mężczyzny.
— Co za dużo, to nie zdrowo, panie inspektorze. — powiedziała policjantka, która weszła do pomieszczenia, w którym się znajdował.
— Ważne, że udało się czegoś dowiedzieć. — odparł spokojnie. — Podejrzany może być trochę skołowany i zagubiony, ale za kilka godzin dojdzie do siebie. — dodał, spoglądając w stronę kobiety.
— Dobrze. Planujemy jeszcze raz go przesłuchać, może coś więcej sobie przypomni. — powiedziała, na co brunet przytaknął. — Mogę jakoś pomóc? — zapytała nagle.
— Zaraz przejdzie..
Tak jak powiedział, tak się stało, więc mógł spokojnie opuścić pokój przesłuchań i udać się do swojego niewielkiego biura, by wszystko jakoś poukładać.
Z tego, co wywnioskował z przesłuchania, ciała znajdujące się obecnie na stole patologa, należą do tych dwóch osób postronnych, na które ktoś zadziałał nieznaną magią, wypowiadając jakieś obce słowa na głos. Wypalony układ nerwowy, oprócz mózgu, który był zmuszony do działania jak najdłużej, trzymał ofiary w bólu, nie pozwalając im za szybko umrzeć, dodatkowo całkowicie deformując całe ciało. Do tego jeden z nich miał w dłoni kartkę z jakimiś zapiskami, które można odczytać tylko w ciemności... Sama akcja działa się w nocy. A co jeśli słowa na kartce to jakieś... zaklęcie?
Całe jego rozmyślanie trwało dobrą godzinę, lecz zdążył połączyć ze sobą wiele faktów, tworząc już dobry początek śledztwa. Jak się później okazało, jego przełożony przypisał go do tej akcji, co odblokowało mu wiele możliwości...
Alina? Co tam było na karteczce, hmmmm? :>
1758 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz