24 stycznia 2026

Od Nesima cd. Azury

W jakiś sposób fakt, że ta dziewczyna, która pomimo pierwszego wrażenia Nesima była w stanie tak łatwo postawić granicę (i to w przypadku jakże perfidnego podejścia do niej obcego mężczyzny), zaciekawił projektanta jeszcze bardziej niż wcześniej. Widział już ten duch nieociosanej dumy, wyszczubiający głowę z tej skorupki, jaką nieznajoma się otoczyła. To, w dodatku połączone z brakiem zainteresowania względem mężczyzny? Wręcz - próba oddalenia go od siebie? Nierozpoznanie jego twarzy pośród nijakiego tłumu?
Poczuł wręcz jakby coś ścisnęło go zarówno w żołądku, jak i sercu. Uśmiechnął się więc jeszcze szerzej, słodziej. Tak jak zawsze gdy czegoś chciał.
— Proszę poczekać, jeśli można — Nesim w dwóch długich krokach obszedł kobietę, zgrabnie ponownie stając przed nią. Dłonie łagodnie splótł na brzuchu, ramiona rozluźnił, a niechętne spojrzenie nieznajomej powitał uprzejmym skinięciem podbródka.
— Tak po prawdzie, miałbym pewną prośbę. A raczej, propozycję... — zaczął, na co fotografka zesztywniała. Zobaczył, jak jej ramiona tężeją, a jej szczęka zaciska się. Nawet na moment jej nozdrza rozszerzyły się jak u łani, która zwietrzyła potencjalne zagrożenie.
Bo, och, jakim słodkim obrazem było obserwowanie jak ludzie powracali do swoich pierwotnych instynktów kiedy ich podświadomość dostrzegała to, co świadomość przeoczyła. Zwłaszcza, gdy w grę wchodziły takie podstawowe emocje jak radość, smutek, wstręt... czy strach. Nesim wtedy wyglądał tych mikrogestów, czerpiąc z nich (potencjalnie) niezdrową satysfakcję. Chociaż, czy satysfakcja to było dobre słowo? Nie. Bardziej była to inspiracja. Ta umykająca wena - krew w żyłach każdego artysty.
— Przepraszam, ale nie, nie jestem... — Kobieta odpowiedziała na wydechu, a jej głos sprowadził Nesima na ziemię. Potrząsnął głową z cichym śmiechem.
— Ależ nawet nie powiedziałem, co mam na myśli.
— Słyszałam wiele "pewnych próśb" w swoim życiu. Żadna nie przypadła mi do gustu, a wiele skończyło się nieprzyjemnym posmakiem. — odparła, ponownie broniąc tego swojego małego kawałka podłogi nawet jeśli wyglądało jakby to sprawiało jej wręcz fizyczny ból - takie postawienie się i wyrażenie swojego zdania. Przykre, pomyślał projektant.
— Ta, obiecuję, nie będzie taka jak poprzednie — zapewnił. Widząc, jak niepewnie jego rozmówczyni czuła się gdy tłum wokół nich stał się jeszcze ściślejszy, wysunął nogę bliżej kobiety. Niby drobny gest, bowiem sam z miejsca się nie poruszył. Było to jednak świadome naparcie na strefę komfortu drugiej osoby; wywarcie presji, aby utworzyć podatniejszy grunt na to, co powie. Używając profesjonalnych słów coachów, dosłownie wzięta (i użyta) metoda "stopy w drzwiach".
— Jestem projektantem mody. Niestety jedna z moich modelek nieszczęśliwie uległa wypadkowi... Nie jest to nic poważnego, jednak nie będzie w stanie wziąć udziału w pokazie mojej najnowszej kolekcji. Pierwsze przedstawienie jej miało odbyć się w sztandarem przekazania dochodów na rzecz ofiar powodzi w Felsbach. Bez gwiazdy wieczoru te plany niestety będą musiały zostać porzucone dopóki Lottie nie wyzdrowieje. Tylko, niestety, głodni, bezdomni ludzie nie mogą na to czekać... I wtedy dostrzegłem Ciebie — Santiago ogarnął dłonią sylwetkę kobiety — Pośród tłumu, idealną osobę do spełnienia mojej wizji artystycznej. Masz perfekcyjną sylwetkę i urodę do zamysłu, który mam w głowie, nawet jeśli trzeba byłoby tylko nieco podnieść ten podbródek... Oczywiście, nie jest oferta pracy bez wynagrodzenia, o nie. Zostaniesz wynagrodzona za swoje trudy, przedstawię cię znanym ludziom, pomogę znaleźć Ci kontakty, które otworzą wszelkie drzwi, które zechcesz. 
Gdy mówił dalej, omamiając nieznajomą słodkimi słowami i dymem ze swojej lufki, już czuł, że ta zaczyna wpadać na ścieżkę, na którą chciał ją wprowadzić.
— Oczywiście, jeśli potrzebujesz się zastanowić, nie mogę Ci tego zakazać jednak byłbym wdzięczny za szybką odpowiedź, co bym mógł przedstawić Ci plan pokazu przed samym wydarzeniem. A i może wprowadzić zmiany w kreacji jeśli taka będzie potrzeba. Hmm? Więc jak będzie? — spytał, podsuwając w dwóch palcach wizytówkę prawie pod nos kobiety.

⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅

Kolejny wieczór jakich wiele, Nesim spędzał w swojej pracowni. Ze słuchawką w jednym uchu, przechadzał się pomiędzy manekinami, upewniając się, że wszystko było równie idealne jak tego chciał. Na dłuższy moment zawiesił wzrok na sukni, która miała być klejnotem koronnym jego pokazu. Irytacja ścisnęła mu gardło. Fakt, że musiał tak nagle zmieniać plany, a i nawet nie wiedział, czy dojdą one do skutku, doprowadzał go do szewskiej pasji. Zacisnął dłoń na ołówku, zmarszczył czoło... A potem wzdrygnął się gdy usłyszał dzwonek do drzwi na parterze. 
W równej mierze zaciekawiony, jak i podejrzliwy, wziął w dłoń mały nożyk krawiecki i zszedł po marmurowych schodach na dół. Przy drugim dzwonku już był przy drzwiach, otwierając je na tyle, by spojrzeć na tego, kto był po drugiej stronie.
Jego muza.
— Ah, pani fotograf — powiedział ciepło i uchylił przejście szerzej — Widzę, że podjęłaś ostatecznie decyzję? Bardzo mi miło, bardzo... Proszę, zapraszam. Rozgość się... Kawy, herbaty? — na moment zawiesił głos —... I chyba powinienem na tym etapie spytać Cię o imię, prawda?

Azura?
753 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz