31 maja 2026

Od Ruby cd. Apolonie

 Kiedy ich przyjaciółki zaczęły znikać, Mikołaj wpadł w dezorientację. Jedynie Chrystian zachował zimną krew.

- To pułapka! Ściągnęła nas tu, by nas wybić jeden po drugim! - panikował Mikołaj.
- Nie dramatyzuj! - trzymał go w ryzach brat - Podpalenie nie jest jej sprawką, a teraz tym bardziej nie planuje nas zamordować.
- Skąd możesz być tego taki pewny?
- Ponieważ swoje widziałem... i po Lamii można spodziewać się, że wyssie nas do ostatniej kropli. Nie przestanie dopóki będziemy jej potrzebni. A na razie kluczem jest to, by nie dać się rozdzielić - to powiedziawszy, chwycił Mikiego za ręce, by załapać z nim więź.
Wtedy pojawiła się ona. Niechciana, a zarazem potrzebna. Nie zaszczyciła ich takim czymś jak dotyk, ponieważ to nie zawsze jest potrzebne. To jest wyłącznie dla słabszych lub dla zmyłki i estetyki. Wciąż byli w jej mieszkaniu. I byli tylko oni, no i oczywiście pani domu.
Chrystian z kamienną twarzą stał w ciszy, zaś jego brat nadrabiał za dwóch gadaniem.
- I po co nas tu ściągnęłaś? Boisz się konfrontacji ze wszystkimi?
- To nie ja w wieku dwudziestu paru lat trzymam ze strachu brata za rękę - rzekła kpiącym tonem.
- Ja przynajmniej mam kogo trzymać - odpysknął - Po kiego czorta nas tu ściągnęłaś?! Jaki jest twój plan pozbycia się nas?!
- Każ się mu zamknąć - zwróciła się do Chrystiana - zanim ja to zrobię, a wtedy nie będzie tak miło.
Czarnowłosy nie był poruszony grożącym tonem dziewczyny. Wzruszył tylko ramionami.
- Mój brat poniekąd ma rację. Racz też odpowiedzieć, ponieważ ja zadaję sobie to samo pytanie. Dlaczego, skoro jesteś niewinna? Tylko by się na nas odgryźć za to wejście?
- Powtórzę ci to, co powiedziałam twojej koleżaneczce. Jesteście jak irytujące muchy, nie masz nic przeciwko nim, gdy latają daleko od ciebie, jednak gdy wlecą ci nieproszone do mieszkania, to jedyne, czego chcesz, to się ich pozbyć.
- A więc to drugie. Ale ja na twoim miejscu nie zaprzątałbym sobie głowy muchami, kiedy niedaleko grasują szerszenie. Szerszenie, które są naszym wspólnym wrogiem - spojrzał na nią wiedzącymi oczyma.
- Pozbycie się much nie jest zbyt wymagającym zajęciem, więc raczej nie skorzystam z twojej jakże bezużytecznej rady - uśmiechnęła się kpiąco, jakby myślała, że coś tym ugra - Poza tym, gadanie nie należy do zakresu twoich obowiązków.
- Niestety nic nie będzie w zakresie moich obowiązków, jeśli nie pomożesz. Cóż ci ze mnie będzie gdy mnie nasz prześladowca dopadnie?
Mikołaj spojrzał na niego. Z pewnością blefował, acz nie można było wykluczyć, że Chrystian nie brał czegoś takiego pod uwagę. Był przezorny nawet w najgorszych scenariuszach.
- Swoich zabawek pilnuję. A tak się składa, że jesteś jedną z nich. Resztą nie będę się przejmować, gdy im się coś stanie.
Mikołaj mimo woli uśmiechnął się dwuznacznie.
- Nie, kochana. Moim warunkiem umowy było co innego. Albo współpracujesz z nami i masz mnie, albo się żegnamy. I nawet ja z przeszłości nie nawiąże z tobą kontraktu.
- Jestem zainteresowana tobą, a właściwiej twoją umiejętnością, jednak nie na tyle, by pozwolić się szantażować - spojrzała wyniośle na niego, co przy porównaniu ich wzrostów wyglądało dość komicznie - Zaczęłam współpracować, a wy włamaliście się do mnie, zaatakowaliście i na dodatek przytargaliście ze sobą pchlarze. Jak ja mam to rozumieć?
- Ej, tylko nie pchlarze - odezwał się Miki - Co TY byś zrobiła, gdyby ktoś cię podpalił i podstawił fałszywe ślady na nas?! - zbulwersował się.
- Zrozum to jako drobne nieporozumienie. Naprawdę wszystko wskazywało na ciebie - Chris starał się złagodzić słowa brata, chociaż wiedział, że to brzmi jak absurdalna wymówka.
- Drobne nieporozumienie, mówisz? - zaczęła rozbawiona, czego się spodziewał - Drobnym nieporozumieniem jest wepchnięcie się komuś w kolejkę. Drobnym nieporozumieniem jest także zajęcie przez przypadek komuś miejsca w kinie - kontynuowała, a jej ton stawał się coraz mniej przyjemny - Włamanie i atak, po którym musiałeś się zbierać z podłogi, zdecydowanie nie jest drobnym nieporozumieniem.
- Wiedziałem, że tak powiesz i w pewnym sensie cię rozumiem. Dlatego możemy pójść na układ i stanie się tak, że nas nigdy nie poznasz. Wtedy, wiesz, nie będzie też naszej umowy.
- Jeśli mam wybierać między tobą, a świętym spokojem, to zdecydowanie wolę święty spokój. Śmiem wątpić, że niektórzy z was nie pójdą na ten układ, więc to, co powiesz, kompletnie mi się nie kalkuluje.
- Jeśli o Ruby mowa to nie ma problemu. Zrobi się tak, że ona nigdy cię nie uratuje i nadal będziesz leżała na ulicy w kałuży krwi - odparł beznamiętnie Chris.
- Zrobi się? - zaśmiała się kpiąco - Ty nic nie zrobisz, nie masz takiej siły sprawczej, by mówić zrobi się.
- Przeceniasz mnie. To niedobrze.
- O każdym z was wiem tyle, ile potrzebuję. Nie jesteście w stanie nic przede mną ukryć, ani tym bardziej mnie czymś zaskoczyć. Nie boję się twoich gróźb bez pokrycia.
- Otóż tu się mylisz - wtrącił się Mikołaj - Zaskoczymy cię. Ja i mój brat wychodzimy. Do zobaczenia nigdy.
Wziął Chrystiana pod pachę i pomaszerowali dziarskim krokiem w stronę wyjścia. Jednak w połowie drogi ten silniejszy zastopował. Spojrzał się na Lamię. No przecież to było za łatwe. Ona nie zareagowała. To było zbyt łatwe, więc gdzieś był haczyk.
- Jakie jest twoje ostatnie słowo? - zapytał - Wiem, że coś ci się ciśnie na usta.
- Wiem, że twój braciszek rozpaczliwie pragnie mieć, co ja mam, a co dla niego jest całkowicie nieosiągalne. Anielski atrybut, który wzbudza podziw u każdego. Ktoś taki jak on nie jest w stanie zdobyć skrzydeł, ktoś taki jak ja już bez problemu.
- Dobrze dobrze - urwał ten, o którym była mowa - Nie schlebiaj już sobie. Zastanowię się, ale na ten moment nie pójdę z tobą na umowę z kruczkiem.
W jego głosie była nutka niepewności. Wiadome było, że on prędzej czy później się zgodzi. Lamia parsknęła.
- To nie była propozycja i nigdy nie będzie, po prostu stwierdziłam fakt. Ty jesteś dla mnie kompletnie bezużyteczny.
- W takim razie zaczekam, aż przyda ci się moja moc i sama do mnie przyjdziesz z ofertą - rozłożył ręce.
- A na co może mi się przydać taka chałtura? Jedyne, co potrafisz, to zniknąć. To, że oczy cię nie widzą, nie oznacza, że nie da się ciebie zobaczyć ani namierzyć. Wystarczą, chociażby, zwykłe kamery termowizyjne, już nie wspominając o tym, że słychać każdy twój krok.
Mikołaj zamilkł. Trafiła w czuły punkt jego ego. Zniszczyła coś, czym mógł się szczycić. Sfrustrowany odwrócił się na pięcie, by wyjść.
Czarnowłosy pozostał w pomieszczeniu z Lamią. Ich spojrzenia się skrzyżowały i piorunowali się nawzajem chłodnymi oczyma. Do czasu.
Mikołaj wrócił i wpadł na swojego brata. Ten, jak kostka domina, zwalił się na Lamię. Przed zmiażdżeniem uratował ją jego refleks i silne łokcie.
- Pogięło cię? - warknął i chciał mu przywalić, ale po chwili zaniechał tej decyzji.
- Widzę, że pragniesz ponownego pocałunku z podłogą - wysyczała ona zła jak osa.
Mikołaj machał rękami, jakby miał padaczkę. Chodziło mu o to, by się uciszyli. Waza na stole się rozprysnęła, a Miki schował dłoń z głośnym syknięciem. Potem coś przeleciało im nad głowami i wbiło się w ścianę. I znowu. I jeszcze raz. Cała ściana za nimi była pokryta w dziurach.
- Szlag - zaklęła soczyście Apolonia, próbując wydostać się spod Chrisa. Gdy podniosła się z podłogi, zaczęła iść w kierunku salonu.
- Gdzie idziesz?! - syknął brunet - Znowu zostawiasz nas na pewną śmierć?!
- Cholera! - krzyknął długowłosy - Skąd dobiegają strzały? Zabierz nas stąd, ale to już! - podczołgał się w jej kierunku.
Lamia nie zatrzymała się ani na moment. Obrzuciła ich wściekłym wzrokiem.
- Przywlekliście do mnie tego oszołoma! W salonie jest zamek kontrolny do rolet. Nie powstrzymają one ostrzału, ale przynajmniej ukryją naszą lokalizację.
- To twój oszołom! My nie trzymamy z kimś, kto strzela do swoich! - odgryźli się jednym tonem - Pamiętaj, by nie dać się zabić.
- Uważajcie, bo jeszcze stwierdzę, że się o mnie martwicie - to mówiąc, znalazła ów panel.
Spuściwszy rolety, doskoczyła do chłopaków. Nadal dostawali ślepymi kulami, lecz żadna nie trafiła nikogo. Nagle całkiem grad kul zamilkł. Wciąż byli w mieszkaniu, ale w innym czasie.

~*~*~*______________________________________________________________~*~*~*

Ruby czekała niecierpliwie na powrót Apolonii, bądź niespodziewany dar losu. Niestety, nic innego niż to jej nie pozostało. Próbowała uciec, nie raz i nie dwa. Za każdym razem wracała do tych cholernych czterech ścian. Postanowiła zabić swój czas leżąc i kontemplując. Leżąc i kontemplując. Leżąc... i kontem... plując... leżąc...
Rubinka czuła jak ogarnia ją senność. Lekka mgiełka pchnęła ją w senne objęcia. Czuła się tak lekka i rozluźniona. Rozłożyła ręce jak do lotu. Uniosła się wysoko, by za chwilę opaść na miękkie przestrzenie ją otaczające.

~*~*~*______________________________________________________________~*~*~*

Coś wyrwało ją ze stanu tej świadomości. Obudziła się i nie była już sama. Otaczali ją przyjaciele i Lamia. Oczywiście, że ona musiała tu być.
Jednak w ich zachowaniu wyczuła jakąś niepokojącą zmianę. Byli spięci i nerwowi, co do joty. O dziwo to samo wyczuwała ze strony Apolonii.
- Co się dzieje? - podniosła się do pozycji siedzącej - Dlaczego jesteśmy wszyscy w jednym miejscu?
Odpowiedziała jej cisza. Jedynie Apolonia się poruszyła. Poszperała nieco w kieszeniach, po czym wyrzuciła ich zawartość na stół. Tym okazały się pociski od broni.
- Kogo z was odwiedził nasz wielbiciel, bo chyba nie mnie...?
- Zaskoczył mnie, Mikiego i Apolonię. - odpowiedział Chris - O tobie nie zapomniał. Przy tobie znaleźliśmy to - wyłożył na wierzch metalową butlę po gazie - Dlatego tak smacznie spałaś. W ogóle nikt nie mówił, że chodzi o naszego stalkera. Skąd wiedziałaś? - zapytał.
- To pierwsze i oczywiste co mi przyszło na myśl. Sprawa się robi poważna.
Usłyszała prychnięcie. Nie zauważyła, kto zakpił, ale domyślała się. Spojrzała na Apolonię i zauważyła w kącikach jej ust brązowo-czerwone ślady. Wtem jej się przypomniało, że przecież zaniosła ją do innego czasu... Jeśli to samo zrobiła z jej przyjaciółmi, musiała sporo poskakać. I pewnie znów otrzymała pomoc, za którą nawet nie będzie wdzięczna.
Ruby znowu rzuciła swój wzrok na pociski na stole. Sięgnęła po jeden i uważnie mu się przyjrzała. To, co pierwsze rzuciło jej się w oczy, to brak wygrawerowanych rozmiarów pocisku i inicjałów broni. Zamiast tego były cztery znaki zapytania, każdy rozłożony tak, by wyglądały jak kompas. Ru przeszły dreszcze i zapiekła blizna na dłoni. Nie kryła się z nią, ale blizna też nie była takich rozmiarów, by każdy mógł ją widzieć. Zazwyczaj próbowała ją zakrywać.
- Ten ktoś wie o nas co nieco, ale nie jest to nikt z nas - stwierdziła - To nawet nie Lamia, jak na początku sądziliśmy - mówiąc to, spojrzała na dziewczynę - Nie zrobiłabyś tylu skoków swoim kosztem, by nam taki jeden numer wykręcić.
- Nie jesteście warci, bym poświęcała tyle swojego czasu na was, mówiłam wam to od samego początku, jednak zamiast posłuchać mądrzejszych od siebie woleliście sobie robić w nich jeszcze większych wrogów.
Ruby przewróciła oczami. Spodziewała się czy nie spodziewała się takiej reakcji? Spodziewała się aktu arogancji i chyba do tego to można przypisać. Nie uważała Lamii za mądrą, chyba tylko ona sama tak o sobie myślała. Jedyna osoba, która, według Ruby, miała status mądrej, to była Lina. Była starsza, bardziej doświadczona i ogólnie emanowała taką aurą osoby wiedzącej. Kobieta aktualnie spoglądała przez okno i wydawała się nieobecna.
- Skoro mowa o wrogach - zaczął zamyślony Chrystian - To musi być ktoś, kto nas wszystkich nie lubi. Ktoś, komu podpadliśmy wszyscy - podkreślił słowo "wszyscy" - Albo podpadła tylko jedna osoba, a reszta dostaje rykoszetem.
- Wyrzuć tę drugą teorię, braciszku. Moi dwaj ochroniarze zginęli, ratując moje życie. W tym samym czasie, albo i wcześniej, ktoś załatwił ludzi Lamii. Ewidentnie chodzi o mnie i o nią.
- Albo tylko jego - dziewczyna założyła ręce na piersi - Cały czas pałętacie się przy mnie jak bezdomny szczeniak przy nogach przechodnia liczący, że uda mu się zaskarbić czyjąś uwagę, więc ktoś stwierdził, że atakując mnie, odegra się na was. Srogo się przeliczy, bo ja nie pozwolę bezkarnie bawić się swoim kosztem.
- I tak my też nie pozwolimy - zgodził się z nią Mikołaj, waląc w pięści - Skoro on chce zagrozić naszym życiom, my w takim razie pokażemy, że nie warto z nami zadzierać.
- Nie będę go bronić - zaczęła Ruby - ale jego celem definitywnie nie jest pozbycie się nas. Gdyby chciał, zabiłby mnie we śnie. Tego nie zrobił.
- Ty jedynie na co możesz się nie zgodzić to spotkanie z nastoletnia fanką za kulisami - wytknęła mu - nie masz żadnej władzy ani możliwości, więc daruj sobie czcze pogróżki.
- Ja jestem po twojej stronie! - wytknął jej.
- Ona ma rację - odezwała się milcząca dotychczas Lina - Częściowo. Samemu pustymi słowami nic nie zdziałasz. Po pierwsze, musimy zacząć działać. Po drugie, musimy działać w grupie - odczekała chwilę, by jej słowa dotarły do nich - Nie zauważyliście, że osobno lub w rozbitej grupie jesteście łatwym celem? Ruby mógł bezinwazyjnie uśpić, a waszą trójkę powystrzelać.
- A tobie? Co zrobił ci? - dopytywała Ru.
- Byłam bezpieczna, ale to może dlatego, że nie skojarzył mnie z wami. Nie zna mnie. - wzruszyła ramionami - Ja się go nie boję.
- Mnie bezpośrednio do tej pory też nie zaatakował, tylko moich ludzi. Dopiero, gdy z wami byłam, zaczął strzelać bez ostrzeżenia - przypomniała - dlatego uważam, że to nie ja jestem celem, tylko wy.
- Według mnie to on się tylko przymierzał. U nas na początku też zginęli ochroniarze. Wziął przystawkę, zanim zajął się obiadem.
- Jeszcze przed momentem wspomniał - Lamia kiwnęła na Mikiego - że ochroniarze wzięli kulki przeznaczone dla niego, ustalcie między sobą najpierw jedną wersję wydarzeń, a dopiero później o niej opowiadajcie, bo nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale nie jesteście dla mnie kompletnie wiarygodni.
Lina rzuciła swój wzrok na Mikołaja. On mógłby jej jeść z ręki, gdyż sekretnie się w niej podkochiwał. Zaczęła do niego spokojnie mówić, jak do dziecka.
- Mikołaj, możesz nam, od początku do końca, powiedzieć co się stało? Ile kul wystrzelił stalker?
- Cóż ummm... Stałem przy ścianie i pozowałem do zdjęć, gdy nagle świsnęło mi coś nad głową. Uchyliłem się instynktownie i znowu coś świsnęło. Potem Krzysztof zasłonił mnie sobą i oberwał. Następnie Marek się rzucił i również oberwał.
- I obaj byli bez szans na przeżycie?
- Oczywiście, inaczej by nie leżeli zimni w kostnicy - odparł, ale widząc groźną minę Liny, szybko się poprawił - Krzysztof umarł w drodze do szpitala, a Marek wykrwawił się na miejscu.
- Dokładnie. Jeżeli dwaj rośli mężczyźni dostali po jednym strzale, który ich zdołał zabić, dlaczego pierwsze dwa były spudłowane? Jeśli mam być szczera, zabiłby cię bez trudu, ale chciał, byś zauważył niebezpieczeństwo. Chciał, by ktoś przybiegł ci na ratunek, by go zabić i obudzić w tobie strach.
- Do mnie nikt nie strzelał, moi ludzie zginęli gdy nie było mnie w pobliżu - wytknęła lukę w jej teorii - dowiedziałam się o tym podczas lunchu, co całkowicie zniszczyło mi posiłek.
- A czy, po naszej dokonanej sekcji, znaleziono coś w ich ciałach lub na nich? Coś, czego wcześniej tam nie było?
- Nie - dziewczyna odpowiedziała szybko i bez zająknięcia, a więc ewidentnie skłamała - nie było nic czym można się zainteresować.
Lina wyprostowała się.
- Więc są dwie możliwości: albo stalker podejmuje co chwilę inną taktykę, by prowadzić mylący trop, albo mamy do czynienia z dwoma mordercami.
- Cieszę się, że doszliście do jakże fascynujących wniosków, ale jestem zmęczona tą całą sytuacją, jestem zmęczona wami. Więc bądźcie tacy mili i wyjdźcie, póki wam pozwalam.
- Więcej nie musisz mówić - pierwszy u wyjścia był Miki - Dla mnie to też absurd. Lepiej będzie, gdy będziemy osobno. Wtedy okaże się, kto tak naprawdę jest ofiarą i katem.
Wtedy wyszli wszyscy za nim. Ruby, jako ostatnia, obrzuciła mieszkanie Lamii spojrzeniem. Oby ostatnim. Zostawili butelkę po gazie, gdyż nie było na niej żadnych widocznych wskazówek.

~*~*~*______________________________________________________________~*~*~*

- Przeczucie mam, że Lamia nie mówiła prawdy - przyznała Ruby.
Wraz z Chrystianem wrócili pod jego dom, gdzie jeszcze przez chwilę dyskutowali.
- To się nie nazywa przeczuciem, tylko przepowiadaniem przyszłości. To bardzo prawdopodobne, ale widziałaś. Zrobiliśmy coś, przez co straciła zaufanie.
Chrystian zatrzymał się przy skrzynce. Notorycznie sprawdzał, czy jakieś gówniarze i śmieciarze nie zapchali jej śmieciami. Nikt daleki nie wiedział, gdzie mieszka Chris, a bliscy pisali wyłącznie sms'y, więc nie dostawał żadnej korespondencji. Jak już przychodziły jakieś listy, to wyłącznie były czyjeś niezapłacone rachunki, odstawione (nie zawsze przypadkowo) na jego adres, bo łatwo wrzucić coś do niczyjej skrzynki i mieć nadzieję, że tak nie trzeba będzie płacić.
Przetasował listy, nieswoje wyrzucił w kałużę i szybkim krokiem wrócił do Ruby. W dłoniach trzymał coś jakby małą paczkę.
- To do ciebie? - spytała z niedowierzaniem Ruby
Chris obrócił paczką w dłoniach. Przy łączeniu papierów była zapieczętowana, a na spodzie był napis "otwórz mnie".
- To do nas - stwierdził niepewnie.
Jednak nie otworzył jej na zewnątrz. Otworzył ją później, tego samego dnia, w domu. Zawartość rozłożył na stole, a było nią siedem kart tarota. I każda z nich była podpisana imieniem któregoś z przyjaciół. Na kartach niezwiązanych z postaciami z jakiegoś niewiadomego powodu były porozrzucane literki.

Głupiec - Mikołaj 
Pustelnik - Chrystian 
Cesarzowa - Lina 
Królowa Mieczy - Lamia
Królowa Monet - Ruby 

Inne karty:
Sąd Ostateczny - IKSRACKRAP
Śmierć - GNILEBE X VIII

To była wiadomość od stalkera, nie było wątpliwości. Nie próżnował i dość szybko się z nimi skontaktował. Jaki był jego cel w tym? Jedyne wiadome było - muszą znowu się spotkać wszyscy.

<Apolonie? Sorry za kujowe zakończenie, ale pośpiech mnie cisnął xp >

2727 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz