10 lipca 2026

Od Nivana cd. Eirika

Czerwonowłosy całkowicie nie spodziewał się sytuacji, która miała przed chwilą miejsce. Był na tyle zaskoczony, że potrzebował kilka minut, żeby dotarło do niego, co się właśnie wydarzyło. Jednak odwet dość szybko przyszedł, przez co Eirik zdecydował się pójść do kuchni po herbatę. Zostawiając Nivana w towarzystwie Saga.
Demon wydawał się dobrze bawić podczas oglądania mężczyzn. Salwa śmiechu, która go dopadła, nie zmierzała ku końcowi. Dlatego też Dixon wstał z kanapy i podszedł do parapetu, gdzie wężowate coś zwijało się ze śmiechu, nie zwracając uwagi na otoczenie. Pozwoliło mu to w końcu złapać gada za szyję. Sag syknął na mężczyznę, nerwowo wijąc się w jego uścisku. Próbował go ugryźć, ale na marne.
— Puszczaj mnie, chuju — wysyczał, nadal wijąc się, jakby miało mu to pomóc w tej pół-materialnej postaci. Dopiero po chwili zdecydował się uciec ze ścisku, chowając się w pobliskim cieniu.
Nivan przewrócił oczami, wracając na kanapę, korzystając z wiatraka, który miał tylko dla siebie. A mógł zainstalować klimatyzację, jak się tutaj wprowadzał... chociaż nie pamiętał, kiedy ostatnim razem były takie upały. Może z kilka lat temu... może. Sam już nawet nie pamiętał. 
Eirik wrócił z całym dzbankiem, twierdząc, że nie będzie mu się chciało chodzić. Jedynie wrzucił do środka kostki lodu, uważając, że to wystarczy, żeby utrzymać temperaturę napoju. Szkoda tylko, że było to mylne myślenie. Jednak Niv zdecydował się tego nie komentować, pozwalając żyć Eirikowi w nadziei, że herbata nie będzie ciepła.

*

Kilka kolejnych dni, w których temperatura sięgała blisko 40 stopni, spowodowało, że ludzie praktycznie nie wychodzili z domów. W tym również Eirik. Lokal nie był dostosowany do takich temperatur, zdarzyło się, że ktoś zemdlał i zamknęli lokal na czas naprawy klimatyzacji. A jak można było się domyślić, to nie tylko u nich ta klimatyzacja padła. W barze u Nivana wcale lepiej nie było, bo również sprzęt padł, a naprawić go nie było komu. Minhyuk coś próbował zdziałać, ale narobił więcej szkody niż pożytku. Dlatego godziny pracy baru zostały skrócone do czasu, aż klimatyzacja nie zostanie naprawiona, a jednocześnie temperatura na dworze się nie uspokoi. 
Wrócił do domu koło pierwszej, Eirik, jak zawsze, nie spał, tylko grał na konsoli, korzystając z wolnego. Próbował znaleźć coś innego na zastępstwo na te kilka dni, ale większość prac to kurierka na rowerze, rozdawanie ulotek, rozdawanie kukurydzy na plaży... no w każdym razie: wszystko na zewnątrz. A to mu się totalnie nie widziało, a nawet Nivan mu zabronił podejmować się pracy w takim upale. Wolał, żeby siedział w domu przy wiatraku, niż chodził w pełnym słońcu. Nawet ostatnio, jak Skugge poszedł do sklepu po kilka rzeczy, to wrócił z całą czerwoną twarzą, bo stwierdził, że nic na twarz nie nałoży. A teraz codziennie musi się smarować aloesem albo innymi produktami po opalaniu, których wcześniej Nivan w domu nie miał. Nie miał takiej potrzeby, tak? Skąd miał wiedzieć, że Eirik nie stosuje SPF-ów? I spali się przy wyjściu na krótki spacer, czyli do sklepu i z powrotem. 
Dixon pierwsze, co poszedł zrobić po wejściu do domu, to wejście pod zimny prysznic. Był tak spocony, jakby był na siłowni dobre kilka godzin. Stał pod deszczownicą dobre kilka minut, dopiero potem zaczął się myć. Oczywiście, żel pod prysznic był o zapachu owoców leśnych, bo Eirik stwierdził, że nie będzie pachnieć jakimś dzikusem z lasu. On chciał pachnieć ładnie. Niv nawet tego nie komentował, po prostu używał tego, co mieli w mieszkaniu. Wyszedł spod prysznica, wycierając całe ciało, a na końcu owinął ręcznik wokół bioder. Nie chciał paradować nago, wiedząc, że ma współlokatora. Choć Eirik był zapatrzony w telewizor, to lepiej dmuchać na zimne, tak? 
Szybkim krokiem udał się do sypialni, gdzie ubrał luźne bokserki do spania. Nie miał zamiaru na siebie zakładać więcej, niż było to potrzebne. Gdyby mógł, to spałby bez niczego, ale nie w tych okolicznościach. 
— Długo będziesz grać? — spytał, wracając do łazienki, aby rozwiesić ręcznik na grzejniku. 
— Nie wiem, dopiero włączyłem — odpowiedział czarnowłosy, chwilowo zawieszając grę. Spojrzał na Nivana, przechylając głowę na bok. — Ciężki dzień, co? 
— Nieee, bywało gorzej — zaczesał czerwone kosmyki do tyłu, posyłając delikatny uśmiech w kierunku przyjaciela. — Najbardziej wykańcza mnie ciepło, a nie brak klientów. Nikt w takie upały nie chce pić. Może znajdą się dwie czy trzy osoby, ale to i tak nie jest to, co zawsze. 
— Nic dziwnego. Picie w taki upał to istne zabójstwo! Kac gwarantowany. 
Dixon opadł na wolne miejsce na kanapie, tuż obok Eirika, powodując, że ten wręcz podskoczył do góry. Zgromił przyjaciela wzrokiem, ale dość szybko wznowił grę. 
— Co chcesz jutro na obiad? — zagaił Niv, podpierając się o oparcie kanapy. Ułożył brodę na dłoni, spoglądając na czarnowłosego.
— Eeee... nie wiem, trudne się wylosowało — odpowiedział, ponownie zatrzymując grę. — Najlepiej coś dobrego.
— Wszystkie moje potrawy są dobre.
— Nie powiedziałem, że nie są! — zaprotestował, unosząc ręce do góry w geście kapitulacji, jakby Nivan miał w niego strzelić. 
Dixon prychnął na tę odpowiedź przyjaciela, odwracając głowę w przeciwnym kierunku, jako obraza majestatu. Eirik odłożył kontroler na bok i przysunął się do Nivana, opierając się o jego ramię swoją klatką piersiową, wywierając nacisk. 
— No Nivciuuuu — zaczął, kołysząc się w miejscu, chcąc zwrócić uwagę starszego. — Przecież wiesz, że uwielbiam wszystko, co zrobisz w kuchni. Nawet jakbyś miał mięso z dinozaura, to przyrządziłbyś je najlepiej na świecie! 
— Skąd... dinozaura? — zamrugał zaskoczony oczami, spoglądając na przyjaciela z widocznym zdziwieniem. — Trzeźwy jesteś? 
— Hej! Przecież jestem czysty od dłuższego czasu! 
— Czyli to przez słońce tak majaczysz? 
— Może. Kto wie — czarnowłosy wzruszył bezradnie ramionami, opierając się całym swoim ciężarem o przyjaciela. — To zrobisz nam jutro coś dobrego? Prooooooszeeeeeeee — zaskomlał, robiąc przy tym swoje popisowe słodkie oczka, niczym mały szczeniak. 
Nivan ciężko westchnął, zgadzając się na prośbę przyjaciela. Potargał mu włosy, wyswobodził rękę z jego uścisku, a następnie wstał z kanapy. Czuł, jak zmęczenie coraz bardziej się odzywało. Nie chciał zasnąć obok Eirika, zabierając mu niepotrzebnie miejsce. Już pomijał fakt, że Skugge nawet nie rozkładał kanapy do spania, bo twierdził, że połowa mu wystarczy. Odwrócił się do młodszego plecami, rzucił krótkie dobranoc i udał się do swojej sypialni. Nie nastawiał budzika, miał tylko nadzieje, że uda mu się zasnąć w tym upale.
Jak można było się spodziewać; pół nocy Nivan kręcił się na łóżku. Odkrywał ciało i ponownie zakrywał. Kołdrę miał pod głową, potem między nogami, a ostatecznie rzucił ją na drugą część łóżka. Miał w swoim pokoju wiatrak, więc powinien był coś pomóc, ale było całkowicie odwrotnie. Spojrzał na zegarek w telefonie, była siódma trzydzieści, a on się czuł, jakby nic nie spał. W sumie to tak praktycznie było, może pospał godzinę, maksymalnie dwie. Jednak zdecydował, że musi kupić klimatyzację, musi mieć, chociaż w sypialni albo salonie, jeden pies. Ma być. Czy to wolnostojąca, czy taka zamontowana na stałe. Cokolwiek, bo to nie było wystarczające. Tylko taka zamontowana na stałe wymagała zgody mieszkańców bloku oraz dewelopera, a to więcej zachodu, niż mu się chciało w to bawić. Sypialnia Nivana była najbardziej chłodnym pomieszczeniem w całym mieszkaniu, ale w tym upale nawet to nie pomagało, bo nie było czym oddychać.
Wstał z łóżka, a następnie gwałtownie otworzył drzwi od pokoju, a przez to Eirik, który był po drugiej stronie, o czym Niv nie wiedział, wpadł na klatkę piersiową czerwonowłosego. 
Nivan, spoglądając z góry na przyjaciela, zastanawiał się, dlaczego ten stał pod drzwiami. Oparł dłonie na ramionach niższego, delikatnie odsuwając go od siebie. 
— Co ty robisz? — spytał, jedną rękę przenosząc z ramienia Eirika, na jego włosy, które zasłaniały mu oczy. 
— Chciałem sprawdzić, czy śpisz... nie sądziłem, że tak nagle otworzysz drzwi! — odepchnął ręce przyjaciela od siebie, patrząc na niego spod byka. 
Niv uniósł ręce do góry, pokazując, że już nie dotyka młodszego. Nic nie mówiąc, wyminął go i poszedł do kuchni, żeby sprawdzić, czy mają jakieś pieczywo. Oczywiście, Skugge poszedł za nim, bo nie mógł zająć się sobą. 
— Mamy bułki? — spytał czarnowłosy, nagle znajdując się przed Nivanem, wyciągając z chlebaka siatkę, w której była akurat ostatnia bułka. — O, ciekawe czy jeszcze dobra!
— Leży tam od dwóch dni, raczej będzie- — nie zdążył dokończyć, bo Eirik uderzył się w głowę z bułki, chcąc sprawdzić, czy na pewno jest jeszcze miękka. Czerwonowłosy z trudem powstrzymał się od parsknięcia, przykładając pięść do ust, odwrócił głowę w bok, jakby to miało go powstrzymać. 
— Ałaaaaaaaa kurwa twarda jest! — jęknął Eirik, masując swoje czoło. 
— No raczej, że jest twarda — zabrał bułkę z rąk przyjaciela, odkładając ją na blat. Następnie ułożył dłonie na barkach przyjaciela, odwracając go do siebie. Spojrzał na jego czoło, czy przypadkiem sobie krzywdy nie zrobił. Na szczęście nie. — Zero instynktu samozachowawczego. Wystarczyło postukać nią o blat, spróbować zgnieść w rękach, a nie... bić się w czoło... 
Eirik na to nie odpowiedział, odsunął się od Nivana, zachowując się, jakby ta sytuacja sprzed chwili nie miała miejsca.
— Pójdę po świeże bułki do piekarni niedaleko, a potem pojedziemy do sklepu po klimatyzację. Dobra? — zaproponował czerwonowłosy, czochrając czuprynę przyjaciela. 

Eirik? <3

1447 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz