Nivan spojrzał na Eirika, który zniknął w łazience. Pokręcił rozbawiony głową, po czym poszedł do kuchni posprzątać. Nie zajęło mu to sporo czasu, a Skugge nadal nie wychodził z łazienki. Dlatego podszedł do drzwi i do nich zapukał.
— Żyjesz tam? — spytał, odsuwając się nieco, co było dobrym pomysłem, bo czarnowłosy otworzył drzwi, jak poparzony. Mruknął coś pod nosem i szybko udał się do salonu.
Czerwonowłosy podrapał się po karku, niezbyt rozumiejąc, co się wydarzyło. Jednak zdecydował się nie dopytywać. Tylko sam wszedł do łazienki, aby wziąć prysznic. Nie zajęło mu to sporo czasu, ale, jak zawsze, nie zabrał ze sobą bokserek do spania, dlatego owinął ręcznik wokół bioder i poszedł do swojego pokoju. Już tego dnia nie rozmawiali, tylko każdy zajął się sobą. A ze względu na to, że jutro Nivan miał sporo spraw do załatwienia, to położył się wcześniej spać.
*
Ostatecznie zdecydowali się na wyjazd z chłopakami w góry. Na nich się skończyło ze względu na to, że większość osób nie mogła pozwolić sobie na tak długi urlop bez wcześniejszego zgłoszenia tego. Nivan przypilnował Eirika, aby wszystko ze sobą zabrał, bo, jak stwierdził Skugge: on jest gotowy! Szkoda tylko, że wziął dwie koszulki, dwie pary gaci i dwie pary skarpetek. No i tylko jedna para spodni, bo po co więcej.
— A jak się przemoczysz albo pobrudzisz? Musisz mieć coś na przebranie — oznajmił Nivan, wyciągając z szafy Eirika kilka rzeczy. — Poza tym, czemu nie chcesz spać w małym pokoju, tylko uparłeś się na ten salon?
— Bo tam nie ma telewizora! — odpowiedział Eirik, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
Nivan parsknął rozbawiony na odpowiedź przyjaciela, decydując się jej nie komentować. Spakował jeszcze kilka rzeczy do jego torby. Wszyscy mieli jechać razem pociągiem, bo to była najtańsza opcja. Czerwonowłosy nie protestował, było mu to obojętne tak naprawdę. Jedynie musieli dostać się na dworzec, ale to jutro będą się martwić, a nie dzisiaj. Najwyżej wezwą taksówkę.
— Chodź, trzeba zjeść obiad — rzucił Dixon, kierując się do kuchni, gdzie czekał gotowy posiłek, który trzeba było jedynie nałożyć na talerz.
Sag oczywiście już buszował w kuchni podczas nieobecności mężczyzn i postanowił zjeść trochę mięsa z sosem. Dixon złapał demona za kark i odrzucił na bok, spoglądając, ile wyjadł. Ciężko westchnął, kręcąc w niedowierzaniu głową.
— Dobrze, że miałem drugą porcję schowaną — powiedział bardziej do siebie, wyciągając z lodówki garnek, w którym miał obiad.
— Zawsze jesteś zabezpieczony, co? — spytał Eirik, wyciągając z szafki talerze, które położył na blacie. — To jak odgrzejesz, to zawołaj. Idę zobaczyć, co zarezerwowali chłopacy.
Czarnowłosy zniknął z pola widzenia Nivana, zostawiając go samego w kuchni w towarzystwie Saga, który wylizywał swoją łapę. Paskudny kot.
Na szczęście podgrzanie dania nie trwało długo, więc Dixon zawołał przyjaciela na obiad, który zjedli w ciszy. Po wszystkim Skugge posprzątał w kuchni i wrócił do salonu, żeby położyć się na kanapie i odpocząć po posiłku. Nivan spojrzał na mężczyznę z uniesioną brwią.
— Jakbyś rozłożył kanapę, to by było miejsce dla nas obu — stwierdził, po czym bezceremonialne rozłożył kanapę, przez co podniósł przyjaciela wraz z częścią kanapy, aby móc drugą część, która służyła jako oparcie, teraz położyć i samemu się tam położył. — Nie jest ci tak niewygodnie spać tylko na połówce?
— Jest okej, serio — odpowiedział, przeglądając dalej konwersację na czacie, starając się nadążyć za wszystkim, co tam się działo. — Mają cały domek zarezerwowany, kilka pokoi jest dla dwóch osób, a jeden chyba dla sześciu.
— Mam nadzieję, że nie będziemy mieć tego największego pokoju.
— Czemu?
— Bo Jay chrapie jak pojebany — oznajmił czerwonowłosy, zakładając ręce za głowę, przymykając oczy. — Na miejscu pewnie wszystko dogadamy.
*
Rano przyjaciele pojechali na dworzec taksówką, każdy z własną torbą. Całe towarzystwo czekało na nich na peronie. Każdy się przywitał, a niedługo po tym przyjechał pociąg. Miał lekkie opóźnienie, ale nie było aż tak zimno na dworze, żeby narzekać na opóźnienie kilku minut. Gorzej, jakby miało to być godzinne opóźnienie. Sag grzecznie siedział w cieniu Eirika, nie wychylając się za bardzo. W pociągu okazało się, że mieli wykupione miejsce w przedziałach dla sześciu osób. Dlatego musieli się podzielić na dwie grupy, Nivan i Eirik usiedli razem przy oknie, czarnowłosy z jednej strony, a czerwonowłosy z drugiej, więc na siebie patrzyli.
Pozostali się pchali, aby usiąść jak najbliżej wyjścia, więc trwała przepychanka między chłopakami, aż w końcu Jay odpuścił i usiadł obok Eirika, przerzucając mu ramię przez szyję, przyciągając go do siebie. Natomiast obok Nivan usiadł Lucas.
— Jak pójdzie do łazienki, to go podsiądę — wyszeptał Lucas wprost do ucha Nivana, co rozbawiło mężczyznę, aczkolwiek się zgodził.
Długo nie musieli czekać, bo jasnowłosy wyszedł już po kilku minutach, więc Lucas usiadł obok Eirika, posyłając mu szeroki uśmiech. Czarnowłosy spojrzał na Nivana, który delikatnie wzruszył ramionami. Jay dość szybko wrócił i spojrzał na Lucasa.
— To moje miejsce!
— Już nie, trzeba było dupy nie ruszać — odpyskował, wystawiając język w kierunku kolegi.
Jay jeszcze pomarudził, aż w końcu usiadł obok Nivana, zsuwając się ze swojego siedzenia, przez co stykał się z kolanami Lucasa.
Na szczęście cała podróż minęła bezproblemowo, dojechali na miejsce. Z dworca mieli dość blisko hotel, bo niespełna dziesięć minut spacerem. To raczej było coś na wzór apartamentu, ale mieli wynajęty cały dom. Był salon, w którym mogły spać dwie osoby, jedna sypialnia dla czterech osób, a kolejne pokoje były dwuosobowe, różniły się łóżkami. W dwóch sypialniach były pojedyncze łóżka, a w jednej duże łóżko sypialniane. I na ten pokój trafił Eirik z Nivanem. Dlaczego oni? Cóż... warto wrócić do momentu, jak weszli do domu.
— Ja śpię w pokoju z Eirikiem! — oznajmił Jay, który objął wspomnianego w pasie, przyciągając go do siebie.
— Co? — Skugge zamrugał zaskoczony, próbując odsunąć się od mężczyzny. — Nie, ja śpię z Ni- — ale szybko się ugryzł w język. — Śpię w pokoju czteroosobowym.
— Nie, śpisz ze mną! Są trzy sypialnie dwuosobowe, więc — poruszył sugestywnie brwiami, na co czerwonowłosy podszedł do Jaya, aby odsunąć go od Eirika.
— Nie, nie śpi z tobą — Nivan stanął między jasnowłosym a Skugge, odgradzając go swoim ciałem od Jaya. — Eirik nie chce spać z tobą w jednym pokoju, więc po co naciskasz?
— Oj tam, od razu, że nie chce — przewrócił oczami, przechylając się na bok, aby spojrzeć na mężczyznę. — Wiesz, że to żarty, no nie?
— Tylko Eirik nie będzie z tobą spać w jednym pokoju — tym razem głos zabrał Lucas, stając obok wspomnianego. — Za każdym razem jest to samo. Zawsze rzucasz się na nowych.
— Booooże, ale sztywniacy.
— Naprawdę nie widzisz, że to było dla niego niekomfortowe? — spytał Dylan, który właśnie przeglądał szafki w salonie, w którym wszyscy stali. — Weź, Jay czasem spójrz na komfort drugiej osoby.
— Nie, nie, jest okej — Eirik chciał rozluźnić atmosferę, stając obok Nivana, wysilając się na uśmiech. — Naprawdę, dzięki, ale nie tr- — nie dokończył myśli, bo Dixon zasłonił mu usta.
— Eirik będzie spać ze mną w jednym pokoju, nie z tobą — oznajmił, nie oczekując na żaden sprzeciw ze strony jasnowłosego.
Mężczyzna wycofał się pod naciskiem spojrzenia Nivana, przepraszając za swoje zachowanie, decydując się na spanie w pokoju czteroosobowym.
Skugge i Dixon poszli do pokoju, w którym mieli spać, gdzie, jak się okazało, mają łóżko sypialniane, a nie, jak wszędzie, pojedyncze. Popatrzyli po sobie zaskoczeni.
— Jeszcze jest jedna kołdra — stęknął Eirik, odkładając swoją torbę na podłogę, obok łóżka. — Jak małżeństwa mogą spać pod jedną kołdrą.
— Też tego nie rozumiem, ale nie martw się, będę spać pod kocem — oznajmił Nivan, czochrając ciemne kosmyki przyjaciela.
— Co? Nie trzeba, luz!
— Już się przymknij Eirik — westchnął Lucas, który stał w drzwiach i obserwował dwójkę. — Zawsze możecie się przebiedować i spać pod jedną kołdrą. Jak się nie uda, to Nivan ma koc do spania.
— A ty skąd tu? — spytał czarnowłosy, mrugając zaskoczony.
— A co? Nie wolno mi? — zaśmiał się, odpychając się ramieniem od ościeżnicy drzwi. — Ogarniajcie się, zaraz idziemy na miasto. Trzeba się trochę rozruszać, nim pójdziemy w góry. No i trzeba coś zjeść! Nic nie mamy kupionego, więc Nivciu nam nic nie zrobi. Także raz-raz — zaklaskał, kierując się do salonu, który znajdował się piętro niżej.
W tle dało się usłyszeć odgłos rzygania, przez co mężczyźni spojrzeli po sobie, dopiero po chwili dostrzegając Saga w kociej wersji, który wypluł kępkę włosów.
— Sory, kłaczek — mruknął Sag, wskakując na pobliską szafę. — Ale tu syf, ja pierdole. Ja to mam spać?
— Możesz się na cos przydać i zostać sprzątaczką — odparł Nivan, kierując się do wyjścia. — Chodź, nie ma co czekać — zerknął przez ramię na przyjaciela, czekając, aż się ruszy.
Eirik?
1371 słów

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz