Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polując na smoka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polując na smoka. Pokaż wszystkie posty

18 września 2026

Od Liama cd. Sabara

Gdy już myślałem, że cała ta sytuacja nie może stać się bardziej niewiarygodnie przezabawna... Shams wyskakiwał z kolejną błyskotliwą kwestią, która miała naprawdę realne szanse, bym słysząc ją poskładał się tam przed nim ze śmiechu. Dlatego nie mogłem, no po prostu nie mogłem mu ostatecznie odmówić. Tak ładnie prosił...
Krok i stałem przed nim, nim zdążył zrobić unik przez to, że wciąż klęczał, złapałem go za włosy z tyłu głowy i pociągnąłem, zmuszając, żeby spojrzał w górę, na mnie. Widziałem w jego spojrzeniu zaskoczenie, może powoli rosnącą panikę, gdy tak patrzyłem na niego z góry. Swoją drogą, jego twarz znalazła się w tej pozycji w całkiem ciekawej lokalizacji... Poczekałem, aż ucieknie spojrzeniem, zanim się odezwałem. W moim głosie wyraźnie pobrzmiewał ledwo wstrzymywany śmiech.

1 września 2026

Od Sabara cd. Liama

Katastrofa. Wszystko, co się dzisiaj wydarzyło, cała próba porwania, wszystkie moje decyzje — Jedna. Wielka. Katastrofa. Dawno nie wpakowałem się w tak beznadziejną sytuację, nie pamiętałem, kiedy ostatnim razem miałem tak przejebane (chociaż?... w sumie znalazłoby się kilka równie nieciekawych sytuacji. Na przykład wtedy, gdy wytoczono mi proces w Reyanie, a tamtejszy sąd skazał mnie na piętnaście lat bezwzględnego więzienia w Kernowie, twierdzy o zaostrzonym rygorze otoczonej z każdej strony morzem. Albo wtedy, gdy po pół roku udało mi się zbiec, a prokuratura, odpłacając mi pięknym za nadobne, podpisała na mnie pierwszy zaoczny wyrok śmierci). No dobrze, nie było za ciekawie, ale bywało gorzej, mimo to jakoś nie łudziłem się, że uda mi się jeszcze jakimś sposobem odwrócić sytuację, przechytrzyć smoka i, zgodnie z życzeniem Fadiego, dostarczyć go Ansarim. W tej chwili myślałem już wyłącznie o tym, jak ratować własną skórę.

24 sierpnia 2026

Od Liama cd. Sabara

Ach, naprawdę, dawno nie spotkałem równie zabawnego człowieka jak ten, co właśnie prowadził mnie po schodach na górę, na piętro z pokojami do wynajęcia. Fascynującym było, jak gładko łyknął tę całą moją ściemę, że niby tak mnie proszek, którym doprawili z córką właściciela drinka drobny szczegół, że nie tego, co trzeba, sieknął. Zdecydowanie porwał się z motyką na słońce, nie zrobił żadnego rekonesansu w zakresie tego, jak najlepiej osłabić drakonidy, skorzystał z najgorszej z możliwych metod zatrucia i to jeszcze proszkiem, który tak łatwo dało się wywąchać. Moja siostra w pięć sekund byłaby w stanie wyrecytować dokładny skład tej mieszanki, ja niestety mogłem powiedzieć na jej temat wyłącznie tyle, że była zbyt słaba, by wyrządzić mi realną krzywdę. Nawet po wypiciu całej zawartości szklanki na raz, tylko na moment straciłem ostrość widzenia. Tymczasem facet ewidentnie wierzył, że jego plan jednak się powiódł, cały zadowolony parł właśnie niestrudzenie przed siebie, nawet mimo tego, że z każdym krokiem opierałem się na nim coraz bardziej, w połowie schodów już w zasadzie na nim wisząc.

23 sierpnia 2026

Od Sabara cd. Liama

Zachowałem kamienną twarz, dopilnowałem, żeby nawet nie drgnęła mi powieka, gdy dotarło do mnie, że poniosłem jedno wielkie fiasko. Poczułem nieodpartą chęć, żeby jęknąć i uderzyć czołem w stół, ale, cóż, musiałem ciągnąć przedstawienie, nie mogłem wypaść z roli i dać po sobie poznać, że byłem w tarapatach i misterny plan A diabli wzięli. Smok nie wypił alkoholu z proszkiem od Tamera, choć Zahra, zgodnie z dobitym wcześniej targiem, zaserwowała mu go pod nos (aczkolwiek sztuczne łaszenie się i świecenie mu biustem przed oczami mogła sobie darować, niepotrzebna, zbytecznie zwracająca na nas uwagę szopka, takie zachowanie zupełnie nie leżało w jej naturze i na co dzień raczej łypała na piratów, niż słała im czarujące uśmiechy i spojrzenia spod rzęs). 

20 sierpnia 2026

Od Liama cd. Sabara

Nudziłem się jak mops.
To było wręcz niepojęte, jak można było tak niefartownie władować się do odizolowanego portu dokładnie wtedy, gdy ktoś w końcu uznał za zasadne zrobić coś z kwitnącym w tym miejscu przemytem. Niestety, tak się złożyło, że miałem w Talarze interesy. Tylko głupi by nie skorzystał z przedstawionej nam kilka dni wcześniej oferty — przypłynąłem więc tu razem z kilkoma członkami naszej wspaniałej organizacji, którzy akurat nie mieli nic do roboty, żeby odebrać przeszmuglowane przez inną ekipę Szepczące Wazy, sprzedawane za bezcen w Madkiwe, z potencjałem do otrzymania za nie pokaźnej sumki u kolekcjonera, z którym od lat współpracowaliśmy. Tanio, szybko, bezproblemowo.

11 sierpnia 2026

Od Sabara do Liama

Ziewnąłem w pięść. Obowiązkowe zebrania Ansarich często mi się dłużyły, miewałem momentami problemy ze skupianiem się i zapamiętywaniem informacji. Przepraszam, ale wszystko było ciekawsze od ględzenia Fadiego, łącznie z bujaniem się na krzywym krześle, ćmą obijającą się o lampę i dziurą w stole, nie wspominając o zabawie w skanowanie wzrokiem min równie znudzonych piratów i wybieraniu tej najzabawniej nieobecnej (dla mnie wygrywał Jasar, przełożył opaskę na zdrowe oko, wyłupione zakrył włosami, skrzyżował ręce na piersi i bezczelnie spał na siedząco). Oczywiście, z całym szacunkiem dla pana kapitana, ale przemawiał najmniej charyzmatycznie pod słońcem, jego głos poza tym wykazywał się wręcz niesamowitą zdolnością do usypiania słuchaczy. Sądząc po subtelnym pochrapywaniu w tle gdzieś za mną, nie tylko ja i Jasar tak sądziliśmy.