Gdy już myślałem, że cała ta sytuacja nie może stać się bardziej niewiarygodnie przezabawna... Shams wyskakiwał z kolejną błyskotliwą kwestią, która miała naprawdę realne szanse, bym słysząc ją poskładał się tam przed nim ze śmiechu. Dlatego nie mogłem, no po prostu nie mogłem mu ostatecznie odmówić. Tak ładnie prosił...
Krok i stałem przed nim, nim zdążył zrobić unik przez to, że wciąż klęczał, złapałem go za włosy z tyłu głowy i pociągnąłem, zmuszając, żeby spojrzał w górę, na mnie. Widziałem w jego spojrzeniu zaskoczenie, może powoli rosnącą panikę, gdy tak patrzyłem na niego z góry. Swoją drogą, jego twarz znalazła się w tej pozycji w całkiem ciekawej lokalizacji... Poczekałem, aż ucieknie spojrzeniem, zanim się odezwałem. W moim głosie wyraźnie pobrzmiewał ledwo wstrzymywany śmiech.