3 października 2026

Od Nivana cd. Eirika

Zdecydowanie trzeba było przyznać, że Nivan jest jednym z najlepszych barmanów. Robił cudawiańki z różnych połączeń alkoholi; mniej lub bardziej oczywistych. Jednakże nie zmieniało to faktu, że miał bardzo słabą głowę. Dlatego pomysł z pójściem do baru mu się nie widział, gdy to on miał siedzieć przed barmanem, a nie nim być. Było to mało spotykane, ale nie chcąc psuć całemu towarzystwu zabawy, zgodził się i wziął nawet jedno piwo. No i na tym jednym miało się skończyć, a nie na czterech. To już było dla niego zdecydowanie za dużo, a dla nich to była dobra rozgrzewka.
Świat nieubłagalnie wirował, łapanie ostrości robiło się coraz trudniejsze, a utrzymanie kontaktu wzrokowego z kimkolwiek wymagało nad wyraz dużo skupienia. A jak można było się spodziewać, to przy takim piciu, mając niesamowicie słabą głową, skupienie się na jednym zadaniu wymagało od niego znacznie większego samozaparcia niż standardowo. Dlatego mając kolejne piwo na stole, nie dotykał go, po prostu pozostało nietknięte i porzucone. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem aż tyle wypił. 
Poszedł za Eirikiem na dwór, ale było to znacznie cięższe zadanie ze względu na to, że czuł, jak wszystko wokół wirowało. Utrzymanie równowagi i pójście na wprost nie było takie proste i intuicyjne. Na szczęście udało mu się i dotarł do wyjścia bez większych problemów. 
Składanie zdań wydawało się jakieś odległe, nieintuicyjne, jakby pstryczek jakiś odskoczył przez awarię i nie było nikogo, kto mógłby go przywrócić na miejsce. Nie, on więcej nie pije w tym towarzystwie. Jedno piwo, maksymalnie dwa i do widzenia. Im dalej w las tym było coraz gorzej. Tak naprawdę przy tym trzecim piwie Nivan czuł, jak powoli wszystko mu siada, jak alkohol zaczyna działać i buzować w jego ciele, przyśpieszając bicie serca, a w pomieszczeniu robiło się coraz cieplej. 
Czy będzie pamiętać cokolwiek z tego wieczoru? Zapewne nie. Nawet tego, że stał na dworze przy Eiriku, który palił. Dixona brzydziły papierosy, a ich zapach tylko bardziej go odrzucał. Jednak w tej sytuacji aż tak bardzo tego nie czuł, jak na trzeźwo. Pewne zmysły zachowywały się tak, jakby ich nie miał albo wyłączyły się, co trochę ułatwiało mu stanie obok przyjaciela. 
W momencie, gdy usłyszał słowa przyjaciela, musiał naprawdę mocno się skupić, aby połączyć kropki, co właśnie padło z ust Eirika. Czy dobrze to interpretował? Czy to amok alkoholowy go przyćmił i usłyszał to, co chciał usłyszeć? Sam do końca nie wiedział, bo buzujący alkohol wciąż szumiał w głowie, zakłócając trzeźwe myślenie. 
Nie wiedząc, nawet kiedy Skugge złączył ich usta w pocałunku. Czerwonowłosy zaskoczony, zastygł, analizując (na miarę możliwości) całą sytuację. Tak, zdecydowanie słaby z niego łączykropek po alkoholu. Dopiero po chwili do niego dotarło, że Eirik go całuje. Niewiele więcej myśląc, co i tak jest dużym wyolbrzymieniem, odwzajemnił pieszczotę, jednak dość szybko się krzywiąc na nieprzyjemny posmak alkoholu zmieszanego z papierosami.
— Fuj — odsunął się, wytykając język w akcie okazania obrzydzenia. — Same fajki i jeszcze to gówno, co piłeś. 
Eirik spojrzał zaskoczony na przyjaciela, z trudem powstrzymując się od wybuchu śmiechem prosto w jego twarz. Przyłożył pięść do ust, odkaszlując w nią. Rozbawiony uśmiech na ustach Skugge nie umknął uwadze nie do końca trzeźwego Nivana, który zmarszczył brwi niezadowolony. Czerwonowłosy przetarł swoje usta, jakby chciał się pozbyć tej nieprzyjemnej mieszanki, w końcu poddając się, gdy było to nieskuteczne. Nawet poprzez drapanie języka. Ciężko westchnął, układając dłonie na policzkach przyjaciela, przyciągając go do siebie.
— Wisisz mi miętówki — stwierdził śmiertelnie poważnie w stanie totalnej nietrzeźwości, co wyglądało nad wyraz komicznie. 
Dopiero po tym ponownie złączył ich usta w zachłannym pocałunku. Wsunął język między wargi przyjaciela, aby zachęcić jego do pogłębienia pieszczoty. Nie wymagało to większego zaangażowania, bo Eirik dość szybko sam przejął kontrolę w pocałunku, przyciągając Nivana bliżej siebie, jakby chcąc zapobiec jego ucieczce. Albo też pilnował, aby się nie przewrócili, bo stan czerwonowłosego mógł zakończyć się katastrofą. Dixon kciukiem przesunął po policzku czarnowłosego, czując, jak delikatną skórę miał mężczyzna. Delikatnie uśmiechnął się prosto w jego usta, na co Skugge odsunął się, przerywając tym samym pocałunek. Spojrzał z widocznym zdziwieniem na Nivana, który przechylił głowę na bok, nieszczególnie rozumiejąc, dlaczego ten się odsunął. Chciał już się nachylić ponownie w kierunku Skugge, żeby znowu połączyć ich usta w pocałunku, ale wszystko przerwał Lucas, który przyszedł również zapalić. 
Spojrzał na dwójkę, uniósł pytająco brew, a na twarzy wymalował mu się tajemniczy uśmiech. Uniósł ręce w geście kapitulacji, odchodząc gdzieś trochę na bok, aby zapalić. Nivan w końcu się wyprostował z małą pomocą już Lucasa, który przypilnował, aby ten nie przewrócił się na biednego Eirika. Dopiero potem Skugge wstał ze skrzyni, otrzepując swój tyłek z niewidzialnego kurzu. Chcąc minąć Dixona, szybko został przez niego zatrzymany owinięciem ramienia wokół szyi i przyciągając jego ciało do swojego. 
— Nie ma uciekania — mruknął prosto do ucha Eirika, który zerknął na niego.
— Nie uciekam, idę po nasze toboły, nie martw się — odpowiedział, posyłając uśmiech w stronę Nivana, po czym bez większego problemu uciekł do środka lokalu. 

*

Powrót do hotelu zajął im więcej czasu, niż można było się spodziewać, szczególnie kiedy niektórzy mieli już naprawdę wypite o kilka piw czy drinków za dużo. Postoje na rzyganie, odpoczynek albo ganianie, gdy któryś się oddalił za daleko, bo musi się wysikać w pobliskim parku. W tym czasie Nivan na szczęście minimalnie wytrzeźwiał. Dlatego, jak tylko wrócili, to pierwsze co, to poszedł się umyć, chcąc mieć to z głowy. Gorący prysznic, jedna z przyjemniejszych część dnia. Stał w kabinie dobre kilka minut, a gorący strumień uderzał w jego plecy, spływając po nich, a ciepło rozchodziło się po całym ciele. Jednak nie mógł się tym rozkoszować, bo do drzwi zaczął się dobijać Jay. Mieli dwie łazienki, więc za mało na tę całą gromadę. Ciężko westchnął, wyłączając deszczownicę i wyszedł z kabiny, dokładnie wycierając ciało. Założył na siebie same bokserki do spania, umył szybko zęby i nagle otworzył drzwi, zaskakując osobę za nimi, czyli Jay'a, który oberwał prosto w plecy.
— Trzeba było się odsunąć, a nie czatować, jak kundel — oznajmił bezceremonialnie Nivan, mijając kumpla, aby udać się do sypialni.
— Nivan — zaczął Jay, zwracając na siebie uwagę wspomnianego. Jasnowłosy zacisnął dłoń w pięść, nie kończąc tego, co chciał powiedzieć, tylko wszedł do łazienki i trzasnął drzwiami.
Dixon wrócił do sypialni, czując się całkowicie wyczerpany dzisiejszym dniem. Alkohol nadal szumiał, ale nie tak intensywnie, jak wcześniej. Trzeźwość umysłu powoli wracała na odpowiednie tory. Eirik leżał rozwalony na łóżku, przeglądając coś w telefonie. Był już dawno umyty, bo jako pierwszy wbiegł do łazienki po wejściu do ich hotelu.
— Długo ci to zajęło — stwierdził czarnowłosy, nie odrywając wzroku od telefonu. Nivan wzruszył cierpko ramionami, zamykając za sobą drzwi od sypialni.
Położył się obok czarnowłosego, niemalże od razu okrywając się kołdrą, przysuwając do przyjaciela. 
— Światło Nivan — oznajmił Eirik, a wspomniany głośno westchnął, wygrzebując się spod ciepłej pierzyny, aby zgasić światło. Zrobił to tak szybko, jak było to tylko możliwe i szybko wrócił do łóżka. — Idź spać.
— Ty też powinieneś iść spać — zauważył czerwonowłosy, wygodniej się układając. 
— Nie chce mi się spać.
— To niech ci się zachce — westchnął Dixon, wyrywając telefon z rąk przyjaciela, blokując ekran i chowając go pod swoją poduszkę.
— Ej! Oddawaj, złodzieju!
Nivan odwrócił się plecami do Eirika, aby dopilnować, że ten nie ukradnie telefonu. Jednak czarnowłosy nie zamierzał tak łatwo odpuścić i wręcz przeturlał się przez Dixona, lądując tak, że ich twarze były znowu blisko. Czerwonowłosy uśmiechnął się i objął przyjaciela w pasie, przyciągając go do siebie, aby zanurzyć nos w jego kosmykach. 
— Niby ja złodziej, ale to ty w kółko używasz mojego szamponu do włosów — stwierdził, opierając brodę o głowę czarnowłosego. Eirik niemiłosiernie się wiercił, próbując wyswobodzić się z uścisku Nivana. Oczywiście wszystko poszło na marne. — Możesz się odwrócić co najwyżej plecami do mnie, ale bez ucieczki.
— Jesteś po alkoholu bardziej otwarty niż na trzeźwo.
— Jestem trzeźwy — stwierdził Nivan, odsuwając się nieco do tyłu, dając czarnowłosemu przestrzeń.
— Tu mi jedzie czołg — zaczął Skugge, naciągając skórę przy jednym oku. — A tu strzela — dodał, tym razem wskazując drugie oko. 
Nivan zaśmiał się na zachowanie przyjaciela. Gestem ręki wskazał, aby ten się i tak do niego odwrócił plecami, co zajęło mu cholernie dużo czasu, jakby analizował wszelkie za i przeciw. Jednak ostatecznie wykonał prośbę, wygodnie się układając i pozwalając objąć. 
— Zachowujecie się, jak cnotki niewydymki — wyłonił się Max w swojej kociej formie, patrząc na mężczyzn z widocznym obrzydzeniem. 
— Zazdrościsz, że Eirikiem ktoś się zainteresował, a tobą nie? — spytał Nivan, spoglądając na demona. 
— CO?! JA?! ZAZDROSNY?! O NIEGO?! 
— Oj, chyba zabolało, że ciebie wszyscy mają w dupie — westchnął czerwonowłosy. 
— Na trzeźwo jesteś mniej wkurwiający — warknął Max, szybko chowając się w miejscu, z którego wylazł. Nikt nie mówił, że będą najlepszymi przyjaciółmi, tak?
Rano Nivan obudził się pierwszy z ogromnym bólem głowy, co było skutkiem wczorajszego picia. Czy coś pamiętał? Ciężko mu stwierdzić, większość zdarzeń pamięta, jak przez mgłę. Dlatego jak leżał przytulony do Eirika, to zastanawiał się, co się wydarzyło. Już miał wstać i puścić Skugge, ale... chciał skorzystać z tej bliskości. Doskonale widział, jak czarnowłosy unika jego dotyku, jak ognia i nie reaguje na to aż tak pozytywnie. Dlatego stwierdził, że może jeszcze chwilę poleżeć, czując przyjemne ciepło przyjaciela. Serce czerwonowłosego zaczęło szybciej bić, gdy przebłyski wczorajszego wieczoru zaczęły do niego docierać, ale wciąż zamazane. Cicho westchnął we włosy Eirika, co spowodowało, że ten mruknął coś przez sen i obrócił się w kierunku Nivana. Mężczyzna poczuł, jak serce mu niemalże stanęło, gdy ich twarze były tak blisko. Oglądanie przyjaciela w takim stanie było dla niego czymś nowym. Z tyłu głowy pojawiła się myśl, że mogłoby być tak częściej. Nie narzekałby, bo taka wizja mu się podobała. 
Szybko jednak potrząsnął głową, wiedząc, że przecież to nie ma najmniejszego sensu. Eirik przecież nie patrzył na niego inaczej niż na przyjaciela. Nie chciał mu się narzucać, a coraz bardziej tak się czuł. Chciał, żeby Skugge był szczęśliwy i miał kogoś, kto będzie go traktować, jak oczko w głowie. Właściwie on sam tak robił, dbał o niego i martwił się, gdy coś się działo. Ich relacja zaczęła być coraz bardziej kręta i skomplikowana od momentu ich pierwszego pocałunku. Nivan czuł się źle, że zrobił to wbrew woli przyjaciela. Codziennie myślał o tej całej sytuacji, stwierdzając, że usta Eirika były delikatne, wręcz aksamitne, tak jak to sobie wyobrażał. Myśli mężczyzny zaczęły schodzić na niewłaściwe tory, dlatego w końcu wstał, zostawiając Skugge samego w łóżku. Szybko się przebrał, aby nie łazić w samych bokserkach. Wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi i zszedł na dół, gdzie było całe towarzystwo. 
Lucas i Dylan już nie spali, byli już nawet na zakupach, więc Nivan mógł wszystko przejrzeć i zdecydować, co zrobić na śniadanie. Postawił na omlety, najszybsze i najbardziej sycące. Jednak nim zacznie je robić, to wszyscy muszą wstać, może ktoś będzie chciał coś innego zjeść. Ból głowy coraz bardziej się odzywał. Nivan złapał się za prawą stronę głowy, zamykając oczy, jakby to miało uśmierzyć ból.
— Kac? — zaśmiał się Lucas, podsuwając znajomemu jogurt. — Zjedz lepiej i weź tabletkę, bo jak się rozwinie, to będzie gorzej.
— Nie wiem, mało pamiętam — mruknął Nivan, w akcie podziękowania posyłając uśmiech do Lu. Zjadł jogurt, a po kilku minutach wziął tabletkę przeciwbólową. 
— A to, że całowałeś się z Eirikiem? — zapytał, co wprawiło Dixona w osłupienie. Czyli to nie była jego wyobraźnia? Zamrugał zaskoczony, wpatrując się w kolegę, jak sroka w gnat. — Czyli nie, cóż, patrząc na to, że masz słabą głowę, to nawet mnie to nie dziwi. 
— Chciałbym cokolwiek pamiętać, naprawdę... 
— Nie martw się, dzisiaj już nie będziemy cię upijać, tylko ty nas — puścił oczko w kierunku barmana, otwierając lodówkę, w której było sporo różnego rodzaju alkoholi. — Także spokojna głowa, Niv. Zadbam o to, żeby nikt ci niczego nie dał. 
— Dzięki, Lucas. 
— O, jeszcze jedno. Jay chyba próbuje cały czas podrywać Eirika, więc...
— Nie będę się wtrącać — oznajmił czerwonowłosy.
— Wczoraj prawie się pobiliście o Eirika. Biedny skapitulował na dwór, a ty za nim polazłeś jeszcze — przyznał Dylan, patrząc z rozbawieniem na Nivana, który odwrócił głowę w bok.
— Dobra, to jaki plan na dzisiaj? — Dixon postanowił zmienić kierunek rozmowy, bo czuł się już wystarczająco niekomfortowo przez całą sytuację. 

*

Kiedy wszyscy wstali, Nivan mógł zacząć przygotowywać śniadanie dla tych, którzy chcieli coś zjeść sycącego. W tej sytuacji większość postawiła na omlety z czymś, więc Dixon miał ręce pełne roboty. Eirik się nie wychylał, aby przypadkiem czegoś nie spalić czy też, żeby nie odciąć sobie palca. Pomagał bardziej jako kelner lub podawał coś przyjacielowi, gdy ten go o to poprosił.
Dzisiejszym planem było pójście już bezpośrednio w góry, żeby pójść na jeden z niższych szczytów. Tym razem jednak każdy wziął swój plecak, aby nie musiał wszystkiego sam dźwigać. W dodatku pogoda w telefonie pokazywała, że ma padać później, więc każdy wziął kurtkę przeciwdeszczową. Choć na niebie nie było ani jednej chmury i było ciepło, to niestety pogoda bywała zdradliwa. Nivan zapakował swoje rzeczy i Eirika, aby ten nie brał dodatkowego plecaka. Do środka wrzucił jeszcze dwie duże butelki wody. 
— To daj mi to chociaż ponieść chwilę — Eirik próbował ściągnąć z pleców przyjaciela plecak, ale z marnym skutkiem.
— Jak się zmęczę, to ci oddam, dobra?
— Ależ gentelman się znalazł — burknął Max z cienia Eirika, zwracając na siebie uwagę Nivana.
— Ja przynajmniej jestem wychowany, a nie rozpuszczonym bachorem — odparł Dixon, zerkając na towarzyszy, którzy szli z przodu, gdy on i Eirik szli nieco z tyłu.
— Nie jestem, kurwa, bacho- — nie dokończył, bo wystawił łeb, a Skugge skutecznie go wepchnął z powrotem do cienia.
— Zamknij się debilu już, nikt nie chce cię słuchać — westchnął, zmęczony zachowaniem demona. Dzisiaj od rana ciągle docina jednemu i drugiemu. Nawet prawie Jay i reszta to usłyszeli, jak Eirik kłócił się z demonem, więc Nivan zmuszony był improwizować, że to sprawa między nimi. 
— Wszystko w porządku? — czerwonowłosy szturchnął przyjaciela łokciem, zerkając na niego z góry.
— Bywało lepiej — wzruszył ramionami, przyśpieszając nieco kroku, gdy został zawołany przez Lucasa. 
Dixon ciężko westchnął, samemu nieco przyśpieszając, aby nie pozostać na szarym końcu. Jednak nim zdołał się zrównać z kumplami, Dylan nieco zwolnił, żeby Niv szedł obok niego. Gestem wskazał, aby jeszcze zwolnili. Mężczyzna nie do końca rozumiał, jaki był konkretnie powód, dlatego spojrzał na kumpla z widocznym zdziwieniem. 
— Musimy upilnować ich, żeby nie schlali się na szczycie. Jay zabrał ze sobą rum. 
Na te słowa Nivan wręcz wytrzeszczył oczy. Dlaczego on wziął alkohol ze sobą? W taką pogodę? Było dwadzieścia stopni, a przez brak wiatru wydawało się, że jest cieplej. Każdy miał czapkę z daszkiem, a w plecakach awaryjnie kurtki przeciwdeszczowe. Jak się upiją na szczycie, to schodzenie na dół będzie bardziej niż ryzykowne, gdy w grę wchodził stromy szczyt. Jednak przytaknął głową na słowa Dylana, mając nadzieję, że nic się nie wydarzy.
No i się wydarzyło. Jak dotarli na sam szczyt, po wspólnej celebracji w postaci pamiątkowych zdjęć grupowych czy też indywidualnych, podziwianiu widoków, Jay wyjął butelkę z plecaka, wyszczerzony i zadowolony. Bez większych ceregieli otworzył butelkę i się z niej napił, pytając, kto jeszcze chce. Jednak nie widząc chętnych, natrętnie podchodził i siłą zmuszał do picia. Nie działały na niego żadne odmowy. Eirik również padł jego ofiarą, mówiąc, że po rumie naprawdę źle się czuje i nie lubi go. Stał wręcz na skarpie, unikając Jay'a, jak ognia, ale że został zapędzony w kozi róg, to szukał wyjścia. Lucas już wystarczająco się wkurwił, próbując wytłumaczyć blondynowi, żeby przestał odpierdalać, więc odpuścił. Nivan w końcu podszedł do Jay'a i Eirika, odciągając czarnowłosego na bok, aby nie stał na skarpie, bo jeszcze spadnie. Natomiast z ręki drugiego wyrwał butelkę, którą podał Lucasowi. 
— Nie musisz za każdym razem chlać, wiesz? Celebracja nie oznacza tylko chlania. Chyba że masz w tym jakiś interes — oznajmił, patrząc na mężczyznę. 
— Weź spierdalaj, wszystko psujesz — odburknął Jay, odwracając się plecami do Nivana. 
Dixon postanowił się wycofać, kierując się do zejścia z góry, a cała reszta ruszyła za nim. Dylan jako jedyny pozostał na prośbę Nivana, żeby dopilnował Jay'a i zszedł z nim na dół. Nie chciał nikogo zostawiać, ale nie zamierzał się z nim szarpać. 
Dochodziło południe, więc pozostało im pójść coś zjeść na mieście. Choć Nivan mógłby coś ugotować, to po akcji z Jay'em całkowicie mu się odwidziało gotowanie. 
— Daj mi ten plecak — upomniał się Eirik, uczepiając się przedmiotu, przez co był ciągnięty za przyjacielem. 
— Nie zmęczyłem się jeszcze.
— Daaaaaaj — usilnie próbował zatrzymać Nivana, ale na marne. 
— Książe na białym rumaku się znalazł — usłyszeli słowa Jay'a, który nagle pojawił się obok nich, a tuż za nim Dylan. 
Nivan nie skomentował tego, po prostu szedł dalej. Tak, zdecydowanie towarzystwo jasnowłosego niszczyło humor wszystkim wokół. Na szczęście w restauracji odpuścił i usiadł obok Lucasa i Dylana. Cała reszta usiadła tak, jak było im wygodniej. Eirik zajął miejsce obok Nivana. Wybór w restauracji był ogromny; od prostych dań typu pizza po jakieś bardziej wykwintne posiłki. Każdy wybrał to, na co miał ochotę. Niv postawił na makaron z krewetkami, Skugge wziął spaghetti, a reszta coraz to bardziej wydziwione dania. Jedzenie okazało się dobre, idealnie doprawione. Trochę pieniędzy tam zostawili, ale czy to ważne? Nie. 
Wszyscy wyszli z restauracji po zapłaceniu za obiad. Każdy szedł własnym tempem, w grupce, pojedynczo lub dwójkami. Niv i Eirik również szli razem, na samym końcu, bo obaj się najedli po dobraniu jeszcze jakiegoś deseru na słodko. 
— Chciałbyś mi powiedzieć, jak wszystko wyglądało wczoraj? — spytał Nivan, obejmując Eirika swoim ramieniem wokół szyi.
— Nie wiem, o czym mówisz — burknął czarnowłosy.
— Już dobrze wiesz. Mów.
— Nie mam o czym! Naprawdę!
— To jak wytłumaczysz malinkę, którą masz na szyi, co? 
— Mali... co? — Eirik niemalże od razu sięgnął po telefon i włączył przednią kamerkę, aby przyjrzeć się swojej szyi, ale nic na niej nie zobaczył. — Ty oszu- — nie zdołał dokończyć, bo gdy tylko obrócił głowę w bok, to Nivan tym razem trzeźwy i świadomy złączył ich usta w pocałunku.

Eirik? <3

2908 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz