— Chyba jaja sobie robisz.
Stałam z dłońmi opartymi na biodrach u szczytu kanapy, patrząc z góry na rozwalonego na niej Liama, ewidentnie udającego, że śpi. Oddychał za szybko, żeby miało to być dla mnie wiarygodne. Idiota.
Co śmieszne, na fotelu obok, także w pozycji ,,na wznak", wyłożył się Elias. Gdy w pierwszej chwili po powrocie do domu go zobaczyłam, przeżyłam drobny szok. On? Z moim bratem? Przy stole z kolei, z twarzą na stole, akurat już nie udawał, tylko faktycznie spał, prawdopodobnie grubo wstawiony Walter.
— Wiem, że nie śpisz, debilu — kopnęłam brata w kostkę zwisającej z narożnika nogi. Zero reakcji. Kopnęłam jeszcze raz, wkładając w to więcej siły. Albo mi się wydawało, albo tym razem zadrżała mu powieka. — Co to za burdel w moim domu? Nie było mnie dwa dni, miałeś pilnować mi psy, a nie rozwalać chałupę!
Usłyszałam, jak Elias delikatnie zmienia pozycję. Natychmiast odwróciłam się w jego stronę, przyłapując nieszczęśnika na gorącym uczynku. Szybko zamknął oczy i znieruchomiał. W gardle narastał mi niekontrolowany warkot.
Usłyszałam gdzieś od strony stołu zbolałe jęknięcie znajomego gliny. Zamknęłam oczy, odliczając powoli od dziesięciu w dół. Co on tu, kurwa, w ogóle robił...
Czułam, jak ogień pulsuje mi pod skórą, pragnąc wyrwać się na wolność. Uspokój się, Vi.
Podeszłam do Waltera, mając nadzieję, że będzie najbardziej dorosłym dorosłym w towarzystwie. Tyknęłam go parę razy palcem w złożone na stole ramię. Jęknął tylko niewyraźnie.
Tak, to by było na tyle z dorosłego dorosłego.
— Całe życie z wariatami — warknęłam, łapiąc stojące najbliżej puste butelki. Podeszłam od tyłu do fotela, na którym rozłożył się Elias, odwróciłam je do góry dnem nad głową mężczyzny, żeby się upewnić, że nic w nich nie zostało. Parę kropli jeszcze z nich wykapało, lądując mu na włosach. — WSTAWAĆ KURWA!
Bez kolejnego ostrzeżenia rzuciłam jedną z butelek w Liama. Miała trafić go prosto w czoło, jednak pozostało w nim tyle instynktu samozachowawczego, że zdecydował się w końcu zaprzestać udawania i w końcu otworzył oczy. Wykorzystując swój żywioł, zatrzymał ją sobie tuż przed twarzą. Nasze spojrzenia natychmiast się spotkały, a Liam uśmiechnął się promiennie. Nie ruszyło mnie to. Dalej świdrowałam go wściekłym spojrzeniem.
— O, Violence! Czeeee... — zamachnęłam się kolejną butelką. Usiadł gwałtownie, podnosząc ręce przed sobą, osłaniając twarz. Widząc to, przerwałam ruch i odstawiłam butelki z hukiem na stół. Walter, zaskoczony nagłym dźwiękiem, poderwał głowę i rozejrzał się niewidzącym wzrokiem dookoła. — Ciebie też miło widzieć, siostrzyczko!
— Coś ty zrobił biednemu Walterowi? — zapytałam, wskazując palcem policjanta za mną. Na bank nie przyszedł tu na imprezę. Pewnie ktoś mu doniósł, że ci dwaj degeneraci wraz ze swoimi gośćmi roznoszą mi dom i postanowił przyjechać ich uspokoić. Zawiodłam się jednak nieco, że dał się w to wkręcić.
— Nic! — podrapał się po potylicy, odwracając wzrok w kierunku Eliasa, który opadł w fotelu, jakby myślał, że uda mu się w ten sposób uniknąć mojej złości. Nachyliłam się nad nim, nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się niepewnie. W odpowiedzi dostał tylko kipiącą wściekłość. — Po prostu... Impreza go wciągnęła?
W sekundę podjęłam decyzję, że jednak butelka wyląduje na twarzy mojego brata. Ruchem szybszym, niż ludzkie oko jest w stanie wychwycić, złapałam wcześniej odstawioną butelkę, która zaraz przeleciała przez cały salon. Znowu jednak nie sięgnęła celu. Cmoknęłam niezadowolona. Liam miał za dobry refleks.
— RUSZAĆ DUPY I SPRZĄTAĆ! — wydarłam się, natychmiast stawiając wszystkich obecnych na nogi. No, prawie wszystkich... Nie wiem, co Walterowi zaserwowali, że tak go sponiewierało. Podeszłam do niego i pstryknęłam go w czoło, żeby go trochę ocucić. Zamrugał zaskoczony i w końcu spojrzał na mnie. Leniwy uśmiech wypłynął mu na chwilę na usta, zaraz jednak zastąpił go grymas bólu. Złapał się za skronie. Westchnęłam ciężko.
Zasiadłam przy stole koło niego, założyłam nogę na nogę, otworzyłam sobie jakieś piwo, które się ostało i zaczęłam wydawać polecenia Eliasowi i Liamowi, co jakiś czas rzucając w jednego albo drugiego losowymi przedmiotami, które nawinęły mi się pod rękę, żeby ich pospieszyć. Żadna z miotanych rzeczy nie trafiła, dzięki ich zdolnościom — i ku mojemu jawnie wyrażanemu niezadowoleniu.
Miałam nadzieję, że udało mi się podczas tego sprzątania sterroryzować ich wystarczająco, by już więcej nie wpadli na durny pomysł wykorzystywania mojej nieobecności, żeby urządzić sobie z mojego domu imprezownię. Ale co z tego wyjdzie...
694 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz