31 grudnia 2025

Od Violet — Zamordować to mało

— Chyba jaja sobie robisz.
Stałam z dłońmi opartymi na biodrach u szczytu kanapy, patrząc z góry na rozwalonego na niej Liama, ewidentnie udającego, że śpi. Oddychał za szybko, żeby miało to być dla mnie wiarygodne. Idiota.
Co śmieszne, na fotelu obok, także w pozycji ,,na wznak", wyłożył się Elias. Gdy w pierwszej chwili po powrocie do domu go zobaczyłam, przeżyłam drobny szok. On? Z moim bratem? Przy stole z kolei, z twarzą na stole, akurat już nie udawał, tylko faktycznie spał, prawdopodobnie grubo wstawiony Walter.
W domu cuchnęło alkoholem i szlugami.

Od Luthera — Zimowe prezenty

Święta dla Luthera są czasem, który może spędzić z najbliższymi. Od lat mają rodzinną tradycję, że przychodzą wszyscy do mieszkania Lu. Jednak każdy musi przynieść kilka dań, ale też nie za dużo, aby później nie zostało coś wyrzucone do śmieci. Sam uważał, że gotowanie aż tylu potraw dla pięciu osób jest przesadą. Lepiej zrobić kilka, ale takie, które wszyscy lubią i zjedzą. Grunt to miło spędzić czas, prawda?
W tym roku Luther zdecydował, że zabierze się za zrobienie ciasta, a konkretnie jabłecznika, a do tego przygotuje barszcz i ulepi własne uszka. Mógłby zrobić tak naprawdę wszystko, ale nie chciał odbierać innym możliwości przyniesienia czegoś dobrego. 

Od Lucille — Sylwestrowe przeboje z lisami

— Jakieś plany na sylwestra?
Zamarłam z łyżką w połowie drogi do ust. Wbiłam mordercze spojrzenie spode łba w siedzącego naprzeciwko mnie Minkiego, który zadowolony oparł łokcie o stół, a brodę na złożonych dłoniach. Jego ogony o hipnotyzująco czerwonych końcówkach poruszały się powoli, nieskładnie, za jego plecami. Zawartość sztućca, przechylonego zbytnio przez moją nieuwagę, spadła z powrotem do miski.
— Oj, uważaj, chlapiesz — mężczyzna cmoknął z dezaprobatą. — Tam jest kurkuma, ciekawe, jak potem dopierzesz...

Od Minkiego cd. Lucille

Minki był sceptycznie nastawiony do planu wujka Lucille. Uważał, że było to ryzykowne. Jasnowłosa dopiero odzyskała siły, wciąż dochodziła do siebie i musiała uważać na to, co robi. Już pomijał kwestię tego, czy psychicznie była gotowa stanąć twarzą w twarz wiedźmą, która chciała ją zabić za zabranie mocy. Było to ryzykowne, a Minki nieszczególnie lubił taplać się w zagmatwanych sprawach. Wolał wszystko obserwować od boku niż brać w tym czynny udział. To było ryzykowne. Wszystko mogło pójść nie tak. Jeden zły ruch, a Lucille mogła stracić życie. I nie tylko ona, bo Minkiego i Hyuka również to dotyczyło. 
A jeśli on by przeżył, a Lu nie, to jak miałby później spojrzeć w oczy jej rodzicom, którym obiecał, że będzie ją chronić? To wszystko było absurdalne i niebezpieczne. Musieli mieć oczy dookoła głowy. Jednak wycofać się już nie mogli, przynajmniej w teorii. Fox nie ufał Fredowi. Czuł, że ta sprawa ma drugie dno, o którym on nie chce powiedzieć. Wykorzystuje ich do własnego celu, niby w imię sprawiedliwości dla wiedźmy, która skrzywdziła Lucille. Ale... nie, to nie był jedyny powód, dlaczego przyszedł do nich po pomoc, a raczej zaoferować współpracę. 

Od Luthera cd. Yassina

Droga do Yassina nie zajęła aż tak dużo czasu z kilku powodów. Nie dlatego, że Luther przekraczał prędkość, jechał przepisowo. Nie potrzebował żadnych mandatów i upomnień w pracy. Każda przejażdżka sprawiała mu ogromną przyjemność. Dlatego cieszył się, że mężczyzna zgodził się na jego propozycję. Gdyby odmówił, to wcale by się nie obraził, po prostu później sam udałby się na nocne zwiedzanie miasta w samotności. 
Patrzył, jak jego towarzysz dramatyzuje i kwestionuje, czy Firebane jechał wolno i przepisowo, czy jednak gnał jak dziki. Lu przyzwyczajony był do prędkości, ale kiedy jechał z kimś, to zawsze wolał zachować większą ostrożność. W końcu w takiej sytuacji odpowiada za kogoś, a nie tylko za siebie. Rozbawiony pokręcił głową, ponieważ zachowanie Yassina go bawiło. W końcu całą drogę jechał spięty i nawet nie rozglądał się, tylko przylgnął do pleców Luthera niczym koala. 

27 grudnia 2025

Od Marche

Po pierwsze, to nie tak miało wyglądać, pomyślała Marche, naciągając głębiej kaptur obszyty białym futrem. Na niewiele się to zdało, płatki śniegu dziwnym trafem zawsze znajdowały sposób, by dostać się jej prosto do oczu. Ten wiatr wieje z ziemi?, parsknęła do siebie, czując szpileczki chłodu na wargach i policzkach. Makijaż w takich warunkach nie wytrzyma długo, po co ona w ogóle się stara? A te kolczyki? Metal wychłodził się tak bardzo, że miała wrażenie, że miejsce przekłucia lekko ją parzy. A włosy? Szarpane zimnymi podmuchami na wszystkie strony, zaraz poplączą się na amen.

Od Marche cd. Tsakani

— BOGOWIE WSZECHMOCNI, NO KOBIETO załamała się szeptem Marche, prawie palnąwszy w czoło, gdy nieznajoma, którą Marche próbowała do siebie przyciągnąć, podskoczyła ze strachu i jak długa wyrżnęła na ziemię. — Wstawaj, ja ci tu skórę ratuję, a jeszcze sama sobie krzywdę robisz. Poza tym szkoda tej kiecki.
Za fraki postawiła dziewczynę na nogi, a potem złapała ją za nadgarstek, pociągnęła za sobą siłą i w pośpiechu.
— Co tu się dzieje? — zniecierpliwiła się nieznajoma z elfimi uszami położonymi po sobie, zapierając się w miejscu jak wystraszona sarenka, ewidentnie chcąc natychmiast otrzymać jakiekolwiek wyjaśnienia, bo inaczej ona się ruszać nigdzie nie zamierza i kropka.

Od Aleistera — Something About You

Ukochany Sahibie,
Piszę ten list gdy Ty śpisz na mojej piersi po Twoim pierwszym sympozjum. Zostałeś zaproszony jako honorowy wykładowca, wszystko dzięki tym Twoim mięsożernym ślimakom, o które się posprzeczaliśmy podczas naszego pierwszego spotkania. Teraz odpoczywasz, z tym pięknym uśmiechem na Twojej łagodnej twarzy. W końcu doceniono Twoją ciężką pracę, którą włożyłeś w te jakże... Urokliwe stworzenia. Przypominam Ci o tym dlatego, że być może z przejęcia całe to wydarzenie wypadnie Ci z głowy. Piszę to nieco sarkastycznie. Informuję Cię, gdyż trudno jest oddać wyraz mojej twarzy na papierze, zwłaszcza, gdy odcinasz dopływ krwi do mojej prawej ręki. 
W takich momentach zawsze przywodzisz mi na myśl jagnię. Być może to porównanie jest trochę ironiczne, patrząc na to jaką silną, goblińską osobowością jesteś, jednak trudno jest oprzeć się takiemu wrażeniu, zwłaszcza, gdy mam możliwość obserwować Cię z tej perspektywy.

24 grudnia 2025

Od Nyxariena – Sylwester

Bogowie, tak jak dyrektorzy generalni i właściciele korporacji – nie schodzą do żadnych pięter rzeczywistości, ani tym bardziej nie biorą bezpośredniego udziału w machinacjach niższych szczebli. Stąd wynika to powszechne, acz mylne wrażenie, że tak naprawdę ich nie ma, a całe światy w skali makro lub korporacje w skali mikro – stają same przed wszystkimi wyzwaniami. Oto rzesze pazernych stwórców, którzy nakręcili zegary i pozostawili je lekceważąco własnemu biegowi; tak to sobie właśnie tłumaczą wszelcy pracownicy niżsi rangą albo wierzący.

Od Nyxariena – Po Prostu Kolejna Zimowa Noc

W panującej już dobitnie śnieżnej aurze jeden z najsłynniejszych walców skomponowany przez Beraussa nabierał subtelnie krystalicznej szlachetności. Orkiestra od niespełna kilku minut żywo ćwiczyła w jednej z największych sal balowych rezydencji Valiantów w Alteiranie. Nyxarien nie tylko znał osobiście dyrygenta, ale także sporą część grających właśnie muzyków i wraz z tą świadomością, drakonid dumnie łudził się, iż był w stanie na odległość dwóch pięter oraz echa — rozpoznać ich we właśnie płynącej dostojnie muzyce.

22 grudnia 2025

Od Cahira cd. Lucille

Aser obniżył się na przednich łapach, zamerdał ogonem wesoło, szczeknął na nich, popędzając, bo a) ociągają się, b) on chce się bawić i rozpiera go energia, c) nie będzie czekał przecież na nich całą wieczność. Chwilę popatrzył, zapraszając do wspólnej zabawy w ganianego, a potem, gdy podeszli niebezpiecznie blisko, zerwał się i pognał przed siebie jak strzała, wyciągając w susach tak, że tylne łapy wyprzedzały przednie. Przystanął na moment, sprawdził z dystansu, czy aby na pewno jest goniony, a potem zniknął za zakrętem.
— Cholera jasna — powiedział Cahir pod nosem, zapominając, że jest w towarzystwie, a poza tym wyrażenia tego rodzaju są niezgodne z protokołem i zasadami etykiety, które od kilkunastu lat (daremnie), próbowała mu wbić do głowy Jezabel. 

19 grudnia 2025

Qui j'ai l'honneur d'avoir pour mari?



Mercedes „Marche” Cosentino | Czarownica | 29 lat | Tancerka, śpiewaczka, złodziejka | Deiran | 17.04 | 

Od Minkiego — Gorzej niż z dziećmi

Minki siedział na podłodze w swojej lisiej formie, obserwując dokładnie każdy ruch Lucille podczas przygotowywania kolejnego ciasta. Przeklinała, wyzywała, a na koniec tego wszystkiego zbiła jej się ulubiona miska. Lis przymrużył oczy i ziewnął, będąc całkowicie przyzwyczajonym, że w ostatnim tygodniu cały czas coś kobiecie ucieka z rąk. Popatrzył na nią znużony, ale gdzieś na tym lisim pysku widać było przebłysk uśmieszku. 
Bawiła go, ale nie zamierzał niczego komentować. 

10 grudnia 2025

Grudniowe Przeboje 2025

Ho, ho, ho!

W związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia oraz Sylwestrem, postanowiłyśmy zorganizować mały event, który pozwoli Wam się wczuć w ten cudowny klimat! 
W odmętach wilgotnych, sekretnych tuneli rozbrzmiał alarm. Cichy dźwięk, który można by było pomylić z dzwonkiem ze strażackiej remizy, gdyby nie docierał z czeluści carskich piwnic. Przebudziła się wraz z pierwszym dniem grudnia. Odmrożona, nieśmiertelna, przedwieczna. Serce i dusza zarówno świąt Zimowej Nocy, jak i sylwestrowych obchodów. Marylin Rodovitchowa. 

Od Luci — Psy vs drzwi

 tw! przemoc fizyczna, śmierć, odniesienia do działalności przestępczej

    Kolejny wieczór zapowiadał się tak jak zawsze, siedziałem już na zapleczu klubu otoczony innymi zawodnikami spod skrzydła Marco. Wokół kręciło się pełno striptizerek, które przygotowywały się do swojego pokazu. Siedziałem na niewielkiej ławeczce i otworzyłem kolejną już tego dnia paczkę żelków. Marco właśnie przedstawiał nas wszystkich jednej striptizerce, była tutaj pierwszy dzień. Okres próbny. Byłem ciekaw czy na rozmowie kwalifikacyjnej musiała pokazać mu swoje umiejętności. Taki to pożyje.

9 grudnia 2025

Od Sahiba — Dziwna magia

Sahib teleportował się wprost do gabinetu Alka. Skrzyżował ręce na piersi, postukał się palcem w ramię niecierpliwie.
— Nie odbierasz telefonów, to wysyłam listy. Nie odbierasz listów... — Zobaczył Sowę siedzącą z czapką śniegu na głowie, stroszącą pióra na zewnętrznym parapecie, nieruchomo wpatrującą się wielkimi oczami w ciepłe pomieszczenie. Ptak ożywił się na widok Sahiba, chyba zahukał, ale Sahib nie był pewien, nie było słychać przez szybę, widział jedynie, jak Sowa otwiera i zamyka dziób. Sahib ruszył ręką, czarem otworzył okiennicę, wpuścił do środka ptaka, zaplątane płatki śniegu i mroźne powietrze. —...to składam wizytę. Alek? — Przyjrzał się mężczyźnie, a to, co zobaczył, sprawiło, że uśmiechnął się pod nosem. Przeniósł ręce z piersi na biodra, mimochodem zmienił pozę z zamkniętej na otwartą, ton złagodniał, ba, zabrzmiała w nim rozbawiona nuta. — Czy ty śpisz na biurku?

6 grudnia 2025

Od Aleistera — Goblinie, mój goblinie...

Jakikolwiek spacer po galerii handlowej w okresie około-świątecznym nigdy nie należał do łatwych... Czy też, spokojnych. Gdzie tylko się nie spojrzało, świąteczne "elfy", pomocnicy Mikołaja, a więc symbolu grudniowych obchodów Zimowej Nocy, zaczepiali przechodniów z prośbami o dotację. To na biedne dzieci ze wschodnio-południowego wybrzeża Vannidoru, to na samotnie spędzające święta staruszki, to na marznące zwierzątka z lokalnego środowiska. I o ile przy pierwszych kilku razach i wpłatach jeszcze Aleister miał w sobie dosyć "świątecznego ducha" na niezgromienie wolontariuszy wzrokiem, to im dalej w las, tym coraz bardziej ściągał brwi na każdą prośbę i zamachanie dłonią z dzwonkiem nazbyt blisko jego twarzy. Do całego tego chaosu należało dołożyć wszechobecne dekoracje, muzykę płynącą z radiów w każdym sklepie i tłumy ludzi.

Od Lucille — Co za uparty...

Obudziło mnie smyranie czymś miękkim po policzku. Zaspana, podrapałam się w tym miejscu i obróciłam na drugi bok, jednak zaraz znowu poczułam to samo. Z trudem uniosłam powiekę, by spojrzeć, o co chodzi. Tuż przed twarzą zobaczyłam znajomy, lisi pysk Minkiego. Zmarszczyłam brwi, burknęłam, żeby dał mi spokój, po czym nakryłam sobie głowę kołdrą w celu odgrodzenia się od natręta.
— Wiesz, która jest godzina? — głos mężczyzny był stłumiony, ale wyraźne wyczułam w nim oburzenie. Ciekawe tylko na co.
Poczułam nagle dość znaczny ciężar na plecach, który jednak zdecydowałam się zignorować. Podskoczył parę razy, jednak ostatecznie nie minęło kilkanaście sekund, a zniknął. Zanim zdążyłam jednak odbębnić sukces, coś ściągnęło ze mnie kołdrę. Ponownie otworzyłam oczy, mordując wzrokiem przyjaciela, który, dalej w lisiej formie, trzymał moje przykrycie w zębach. Położył uszy po sobie, ogon chodził mu na boki w energicznych zrywach. Co za utrapienie...

5 grudnia 2025

Od Aliny cd. Waltera

– W takim razie pozwolicie, że jeszcze się rozejrzę.
– Dobrze. Proszę tylko uważać na oznaczone ślady.
Odeszła od taśmy i skierowała się bliżej środka ściany budynków i jednocześnie poszkodowanego. Wspomnianych śladów nie było prawie wcale. Policjanci jednak gorączkowo szukali jakichkolwiek innych, co mogło mieć związek z przybyciem Oddziału Specjalnego, który bezgłośnie ustawiał się przed wejściem do jednego z odleglejszych budynków. Zdziwił ją fakt, że przyjechali dopiero teraz... nie miała nic przeciwko nutce niebezpieczeństwa, bo nie przywykła do tego ani w pracy ani w życiu, ale zwykle działania władz miały odwrotną kolejność i ona była wzywana już po wszystkich akcjach funkcjonariuszy. Wszyscy skupiali się jednak nie na tym, co trzeba... dzięki czemu ona miała więcej miejsca. Oczywistym wydało jej się, że należy zbadać drogę ciała od dziwnego prochu na ziemi do miejsca, w którym się znajdowało obecnie – a trochę tych metrów było. Nie była specjalistką od zdarzeń i anomalii magicznych, ale intuicja jej nie zawiodła i gdy stanęła w idealnej linii pomiędzy tymi dwoma miejscami, wyczuła coś. Subtelne wibracje, które delikatnie jeżyły jej włosy na przedramionach. Ktoś mógłby pomyśleć, że to wpływ aury wydarzeń na ciało, ale ona zbyt długo obracała się w kręgach agentów specjalnych, magicznych ekspertów i zbyt wiele razy słyszała nieprawdopodobne historie. Każda akcja budzi reakcję  – z magią nie było inaczej.

2 grudnia 2025

Od Azury — Pierwszy śnieg

Tw: przemoc wobec zwierząt
Ludzie nie potrafią pojąć, że nie są najważniejszymi istotami na tym świecie. Jeśli do tego dysponują magicznymi zdolnościami, zdaje się, że sodówka uderza im do głowy już definitywnie. Myślą, że mogą decydować o tym, kto ma prawo do życia oraz jak to życie powinno wyglądać. Co dana istota, w ich mniemaniu gorsza, powinna robić, jak się zachowywać, co jeść, kiedy załatwiać potrzeby fizjologiczne. Bo przecież czynią tym wszystkim stworzeniom przysługę, dając im dach nad głową, nawet jak tylko na czas będący niezbędnym minimum, by urosły do akceptowalnych przez nich rozmiarów albo tak długo, jak pozostają dla nich w inny sposób użyteczne. Zapewniają im pożywienie zbilansowane co do mikroelementu, choć nie tak smaczne, jak to, co mogłyby jeść, będąc na wolności, sami obżerając się przysmakami przeróżnych kuchni świata, przygotowanymi przez najlepszych koneserów.

1 grudnia 2025

Od Lucille cd. Minkiego

Tw: przemoc
Jakby to była moja wina, że ta wiedźma w zasadzie sama mi tę moc oddała.
Westchnęłam, kręcąc herbatą w kubku. Zrobiło się już naprawdę chłodno, więc podrasowałam ją przyprawami korzennymi, pomarańczą i rozmarynem, a także tym nieszczęsnym miodem, na który zawsze tak się krzywiłam.
— Herbaty zimowe rządzą się innymi prawami, niż herbaty w pozostałych okresach roku, tak? — burknęłam, widząc rozbawienie na twarzy Minkiego, który uważnie śledził drogę łyżeczki od słoika do kubka, gdy szykowałam ją chwilę temu.

Podsumowanie nr 5

 Dzień dobry!

W telewizji zaczyna lecieć Kevin sam w domu, już nawet nie wiemy, który raz z rzędu. Zaczynają się świąteczne zakupy, ludzie powoli wariują, ekspedienci nie wyrabiają z wykładaniem świątecznego towaru. Świąteczna muzyka leci w tle, chcąc wprowadzić nieco świątecznego klimatu, gdy na dworze zamiast śniegu mamy jedną, wielką chlapę. 
Niektórzy powoli przygotowują się do sesji na studiach, inni w pracy zastanawiają się, kiedy wreszcie wolne, a kolejni... korzystają z uroku świątecznego klimatu! Natomiast na Deiranie pojawia się post z podsumowaniem listopada.