Zjedliśmy obiad przygotowany przez Nivana już ostatecznie pogodzeni po tej drobnej ,,kłótni". Chyba można śmiało powiedzieć, że w zaistniałej sytuacji byłem coś winny siostrze Nivana. Zdecydowanie znalazła się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Ostatecznie uciekanie było z mojej strony tchórzostwem, ale jeszcze chwilę temu nie myślałem jasno. Albo może wręcz przeciwnie, to teraz umysł zmąciły mi dobre intencje rodzeństwa... Co by nie było, postanowiłem zrobić, co w mojej mocy, żeby Nivan mimo wszystko nie żałował decyzji przyjęcia mnie pod swój dach.
Ponieważ Nivan gotował, ja posprzątałem naczynia, gdy już skończyliśmy posiłek. Gdy wróciłem do kuchni, zobaczyłem cienisty ogon wystający z garnka, gdzie została reszta sosu. Westchnąłem. Wrzuciłem talerze do zlewu i natychmiast wytargałem Saga z garnka za ten wystający ogon, przerywając rozchodzące się po kuchni odgłosy mlaskania.
