1 września 2026

Od Sabara cd. Liama

Katastrofa. Wszystko, co się dzisiaj wydarzyło, cała próba porwania, wszystkie moje decyzje — Jedna. Wielka. Katastrofa. Dawno nie wpakowałem się w tak beznadziejną sytuację, nie pamiętałem, kiedy ostatnim razem miałem tak przejebane (chociaż?... w sumie znalazłoby się kilka równie nieciekawych sytuacji. Na przykład wtedy, gdy wytoczono mi proces w Reyanie, a tamtejszy sąd skazał mnie na piętnaście lat bezwzględnego więzienia w Kernowie, twierdzy o zaostrzonym rygorze otoczonej z każdej strony morzem. Albo wtedy, gdy po pół roku udało mi się zbiec, a prokuratura, odpłacając mi pięknym za nadobne, podpisała na mnie pierwszy zaoczny wyrok śmierci). No dobrze, nie było za ciekawie, ale bywało gorzej, mimo to jakoś nie łudziłem się, że uda mi się jeszcze jakimś sposobem odwrócić sytuację, przechytrzyć smoka i, zgodnie z życzeniem Fadiego, dostarczyć go Ansarim. W tej chwili myślałem już wyłącznie o tym, jak ratować własną skórę.

Podsumowanie nr 14

Dzień dobry!

Sierpień przeminął w akompaniamencie ostatnich ciepłych dni, przeplatanych z wiatrem i pożegnaniem wakacji. W sklepach pojawiły się letnie wyprzedaże, które spowodowały istne zawirowanie, a w międzyczasie na sklepowych półkach ukazały się pierwsze jesieniarskie ozdoby. Dynie, koce z motywem Halloween, dyniowe jamniczki czy bidony z jesieniarskimi motywami również ujrzały światło dzienne. A to dopiero wrzesień — dla niektórych oznaczający powrót do szkoły, dla innych koniec urlopu, a dla jeszcze innych… początek wypoczynku!

31 sierpnia 2026

Od Lucille cd. Minkiego

Raz na wozie, raz pod wozem, jak to mówią...
Trudno mi było powiedzieć, co było bardziej zaskakujące w całej tej sytuacji, która się wydarzyła dzisiejszego popołudnia — to, że ktoś wynajął detektywa, żeby śledził moje poczynania, czy to, że dziwnym zbiegiem okoliczności ten detektyw okazał się być kitsune, a w dodatku byłym Minkiego, którego Hyuk ewidentnie uwielbiał...?! Gdy poszłam do salonu z herbatą i jakimiś ogarniętymi na szybko tartaletkami z hummusem, moim oczom ukazała się scena rodem z jakiejś telenoweli. Minki siedział na fotelu, patrząc z miną wyrażającą niedowierzanie na widok tego, jak Hyuk tarzał się na kolanach przedstawionego mi dopiero co trzeciego kitsune, ku uciesze tego ostatniego. Rodzinny zjazd po latach.
Czy ja wylądowałam w wariatkowie?

29 sierpnia 2026

Od Minkiego cd. Lucille

Minki czekał na swojego brata przy barze, nieszczególnie zainteresowany tym, co się wokół niego dzieje. Przeglądał social media w spokoju. No, o ile siedzenie w barze, w akompaniamencie głośnej muzyki, drących się w tle ludzi, którzy próbowali śpiewać w rytm lecącej piosenki, myląc przy tym tekst, można nazwać siedzeniem w spokoju. Szczegół tak? Hyuk miał się przebrać i wyjść, ale nie wychodziło mu to, bo, kiedy zmierzał na zaplecze, był wołany z powrotem przez swoich współpracowników. Dzisiejszy wieczór klienci postanowili nawiedzić bar niczym chmara komarów, co uniemożliwiało swobodne wyjście z pracy. 

28 sierpnia 2026

Od Lucille cd. Minkiego

Zajęcia przebiegły płynniej, niż się spodziewałam. Zazwyczaj nie prowadziłam tego przedmiotu, ale znajomy poprosił mnie o zastępstwo. W swoim monologu, jaki przy tym wygłosił, wspominał coś, że ma od dawna umówionego na ten dzień lekarza, do którego czekał pięć lat (choć potem była mowa o dwóch latach? roku?), potem napomknął, iż tematem przewodnim tego tygodnia są kitsune, patrząc na mnie z jakimś takim dziwnym błyskiem w oku, którego genezy nie potrafiłam wyłapać. Na koniec, ponieważ wciąż nie rozumiałam, dlaczego w zasadzie to ja mam wziąć zastępstwo, a nie ktoś z jego katedry, kto faktycznie studiuje rasy magicznych stworzeń, popisowo załamał ręce, popatrzył na Mel, w tym czasie siedzącą przy swoim biurku obok, z każdą chwilą zdawało się, że z coraz większym trudem powstrzymuje się od śmiechu.
— Lucille, nie znasz przypadkiem jakiegoś kitsune? — zapytała w końcu, odpowiadając na spojrzenie czarodzieja. — Wydaje mi się, że prawie tydzień przychodził tu z tobą taki jeden... Jakby się zastanowić, to dość często go z tobą widuję. Wiesz, ten, co mówisz, że to tylko przyjaciel.

24 sierpnia 2026

Od Liama cd. Sabara

Ach, naprawdę, dawno nie spotkałem równie zabawnego człowieka jak ten, co właśnie prowadził mnie po schodach na górę, na piętro z pokojami do wynajęcia. Fascynującym było, jak gładko łyknął tę całą moją ściemę, że niby tak mnie proszek, którym doprawili z córką właściciela drinka drobny szczegół, że nie tego, co trzeba, sieknął. Zdecydowanie porwał się z motyką na słońce, nie zrobił żadnego rekonesansu w zakresie tego, jak najlepiej osłabić drakonidy, skorzystał z najgorszej z możliwych metod zatrucia i to jeszcze proszkiem, który tak łatwo dało się wywąchać. Moja siostra w pięć sekund byłaby w stanie wyrecytować dokładny skład tej mieszanki, ja niestety mogłem powiedzieć na jej temat wyłącznie tyle, że była zbyt słaba, by wyrządzić mi realną krzywdę. Nawet po wypiciu całej zawartości szklanki na raz, tylko na moment straciłem ostrość widzenia. Tymczasem facet ewidentnie wierzył, że jego plan jednak się powiódł, cały zadowolony parł właśnie niestrudzenie przed siebie, nawet mimo tego, że z każdym krokiem opierałem się na nim coraz bardziej, w połowie schodów już w zasadzie na nim wisząc.

Od Lucille — Wystarczy słowo II

Jednak zamknięcie Minkiego na bity tydzień w domku w górach bez zasięgu to był od podszewki bardzo zły pomysł. Z każdym kolejnym upływającym dniem przekonywałam się o tym coraz bardziej. Piątego dnia przykleił się już do mnie, zdaje się, nierozerwalnie, dalej ciągnąc to czytanie książek, które wygrałam na Wielkiej Loterii. Swoją drogą, gdy do moich drzwi zapukał kurier z paczką, której nie zamawiałam, zdziwiłam się lekko. Przez chwilę przez myśl mi przeszło, że może nie powinnam tego otwierać, bo nigdy nie wiadomo, co ktoś mógłby mi wysłać, może nadawca wcale nie miał dobrych zamiarów? Jednak gdy moim oczom ukazała się informacja, że paczka jest nadana z ramienia Caratu, przypomniałam sobie o tej loterii, w której każdy z mieszkańców odgórnie brał udział. Mają rozmach, trzeba im przyznać.

23 sierpnia 2026

Od Sabara cd. Liama

Zachowałem kamienną twarz, dopilnowałem, żeby nawet nie drgnęła mi powieka, gdy dotarło do mnie, że poniosłem jedno wielkie fiasko. Poczułem nieodpartą chęć, żeby jęknąć i uderzyć czołem w stół, ale, cóż, musiałem ciągnąć przedstawienie, nie mogłem wypaść z roli i dać po sobie poznać, że byłem w tarapatach i misterny plan A diabli wzięli. Smok nie wypił alkoholu z proszkiem od Tamera, choć Zahra, zgodnie z dobitym wcześniej targiem, zaserwowała mu go pod nos (aczkolwiek sztuczne łaszenie się i świecenie mu biustem przed oczami mogła sobie darować, niepotrzebna, zbytecznie zwracająca na nas uwagę szopka, takie zachowanie zupełnie nie leżało w jej naturze i na co dzień raczej łypała na piratów, niż słała im czarujące uśmiechy i spojrzenia spod rzęs). 

Od Ardala cd. Luci

Stłumił westchnienie, nieprzekonany, jak powinien się zachować, co powiedzieć. Idąc z Lucą do „Caballero Cigar”, nie spodziewał się, że zwykła rozmowa przy drinku przybierze taki obrót. Znając Lucę (krótko i powierzchownie, ale zawsze) nie pomyślałby, że mężczyzna mógłby być skory do dzielenia się swoją trudną przeszłością, przykrymi wydarzeniami z dzieciństwa, tymczasem opowiedział mu o swoich traumach, o przemocowym ojcu uzależnionym od alkoholu.
Przeszło mu przez głowę, że... chyba dostąpił swego rodzaju wyróżnienia. A przynajmniej nie sądził, żeby Luca rzucał ciekawostkami o swojej patologicznej rodzinie na prawo, lewo w towarzystwie pierwszej lepszej napotkanej osoby. Zresztą... dlaczego podzielił się tym akurat z nim? Nie znali się długo i chyba nawet niezupełnie się lubili, a przynajmniej przez większość czasu traktowali się nawzajem półżartem, z dystansem albo szorstko. Może ocenił Lucę pochopnie? Trochę zbyt surowo? Mężczyzna miał nieciekawą przeszłość, może to wszystko, jego charakter i sposób bycia, skrywało jakieś drugie dno? Luca nie miał w życiu lekko, swoje przeszedł, może Ardal powinien być wobec niego... nieco bardziej wyrozumiały?

Od Luthera — Droższe nie znaczy lepsze

Dzień rozpoczął się od porannego spaceru z Delicją, na którym spędzili dobre trzydzieści minut. Ulice Deiranu były o tej porze puste, a poranna rosa pozostawała na butach i łapach. Delikatny powiew chłodnawego powietrza, przyjemnie łaskotał nos. Ułożone włosy zostały rozmierzwione przez te lekkie powiewy wiatru. Uliczne kawiarenki były pozamykane, wszystkie krzesła ułożone na stołach budowały wrażenie, jakby były to szkolne sale. Wyglądały na, delikatnie mówiąc, opuszczone. Gdyby nie to, że budynki są nowoczesne i w centrum miasta, to mogłyby posłużyć dla osób, które lubią zwiedzać opuszczone miejsca, poznając ich całą historię. Na szczęście, to, że lokale wyglądają na opuszczone, jest tylko w momencie, gdy nie są dobrze oświetlone i w środku panuje półmrok, potem wszystko wraca do codzienności. Choć zapewne na Halloween może to niektórych przyprawić o zawał, gdy w środku będą znajdowały się różnego upiorne ozdoby. A jeszcze trochę i w sklepach na półkach pojawią się takowe dekoracje.

22 sierpnia 2026

Od Minkiego — Wystarczy słowo I

Minki leżał rozwalony na kanapie w domu Lucille, kiedy ta ciężko pracowała nad swoim nowym wymysłem. Postanowiła zrobić jakieś nowe ciasto, które dostała od jednej z sąsiadek. Oczywiście, to bliźniaki Fox padły ofiarą tego eksperymentu, bo mieli próbować wypieku. Raz wyszedł zakalec, innym razem nie dorobiło się w środku, a kolejnym razem spaliło się ciasto. Tak, zdecydowanie był to pierwszy wypiek, który nie udawał się jasnowłosej. Tym samym sprawiło, że uparcie dalej próbowała dokończyć dzieło. No, bo Lu wychodziła z założenia, że jak ona tego nie zrobi, to kto?!; zaparcie twierdząc, że pewnie jakiś krok źle wykonuje. A dostała dokładny przepis. I nie wychodziło jej.