30 września 2026

Od Apolonie — Event Letni II

Odbijające się w szybie światła miasta rozciągniętego ponad pięćdziesiąt pięter niżej mieszały się z przyjemnym półmrokiem panującym w moim biurze. Odłożyłam lampkę wina na blat hebanowego biurka i jeszcze raz przeglądnęłam raporty. Jednym swoim podpisem mogłam autoryzować dokumenty, zatwierdzić całokształt naszej pracy nad nadchodzącym świętem. Jeden podpis, opinia jednej osoby była wystarczająca, by dopuścić do realizacji, ale także całkiem wymazać wysiłek włożony przez tyle osób. Tak, że nikt nigdy nie ujrzałby, co mogłoby powstać. Mój podpis był jednoznaczny, z tym że wszystko się odbędzie zgodnie z planem, a my, galeria Arte del Vetro jako jeden z głównych organizatorów artystycznych zdobędziemy jeszcze większy rozgłos i prestiż. A z tym? Związane były wielkie pieniądze. Gdybyśmy z jakiegokolwiek powodu nie wywiązali się z umowy, stracilibyśmy wszystko, na co tyle lat pracowaliśmy, reputację i dobre imię. Wszystko to, na co tak harowałam, wszystko to straciłabym bezpowrotnie. A ja? Nie zamierzałam oddać nawet cienia tego, co trzymałam w garści. I żaden powód nie byłby wystarczająco dobry, żebym zmieniła zdanie.

Od Violet cd. Marche

Patrzyłam, jak dziewczyna odchodzi, nie spoglądając ani razu za siebie. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie dziwne wrażenie, że czegoś mi brakuje. Kolejny moment zajęło mi zorientowanie się, o co chodziło.
Podwędziła mi bransoletkę.
O dziwo nawet mnie to nie zdenerwowało, jedynie lekko rozbawiło. Może i był to drogi kawałek złota z nietanimi kamieniami, ale nie jedyny w mojej kolekcji, nie stał też wysoko na mentalnej liście ,,Ukochane błyskotki". Postanowiłam machnąć ręką na tę kradzież, choć tylko i wyłącznie dlatego, że naprawdę było mi jej żal. Widać te pieniądze, co jej dałam, naprawdę nie wystarczyły... Cichy głosik w głowie podpowiadający, że chyba nie do końca o to chodziło, postanowiłam zignorować, a gdy nieco zbytnio się poczuł, stając głośniejszym, gdy mimowolnie pocierałam nagle pusty nadgarstek, przydeptałam go do ziemi, uciszając ostatecznie. Nie pozwoliłam żarowi we mnie się rozhulać.

Od Apolonie — Event Letni I

Publiczność oklaskiwała rozpoczynające przyjęcie przemówienie dyrektora Arte del Vetro — jakże płytkie, jakże oklepane i jakże nudne. Dyrektor główny galerii, jak każdy napuszony paw, który jedyne co może, to pochwalić się swoimi barwnymi piórkami, pławił się w gromkich brawach, które były równie fałszywe co uśmiechy na twarzach słuchających. Nie mieli najmniejszej ochoty go słuchać, ich jedynym celem było pokazanie się światu jako życzliwi poddani świętujący urodziny władcy. Z przesadną dumą prezentowali swoje bezwartościowe ordery przypięte do wyprasowanych mundurów. 

28 września 2026

Od Eirika cd. Nivana

Wspólna sypialnia. Jedno łóżko, do tego jak na złość takie prawilne, a nie sklecone z dwóch złączonych łóżek, więc nie było opcji rozsunięcia. Chłopaki rozlokowali się w pozostałych pokojach, z resztą już i tak narobiliśmy szumu o te miejsca do spania... Nie chciałem jeszcze bardziej kombinować czy narzekać. Chociaż dla pozostałych to nie było nic takiego, spać dwie noce w jednym łóżku, dla mnie... To nie tak, że robiło to jakieś znaczenie... w klasycznych okolicznościach.

26 września 2026

Od Waltera do Luthera

Obrzeża Deiranu od kilku dni nie były już spokojnym miejscem. Las zaczynał się niemal natychmiast za ostatnimi zabudowaniami, a jego gęste, ciemne korony drzew skutecznie odcinały promienie słońca. W dzień miejsce to mogło wyglądać niemal zwyczajnie, jednak nocą stawało się zupełnie inne. Od znalezienia pierwszej ofiary minęło kilka tygodni - zmasakrowane ciało młodej kobiety, której identyfikacja byłaby niemożliwa, gdyby nie magiczne zdolności pani patolog. Mogłoby się wydawać, że na tym skończy - kobieta zamordowana przez niedźwiedzia, bo weszła na jego teren żerowania, przez co wyglądało to na zwykły nieszczęśliwy wypadek. Sprawa zamknięta. Wszystko jednak nabrało większego sensu, a zarazem jeszcze więcej podejrzeń, gdy w przeciągu kilku dni znaleziono trzy kolejne ciała z tymi samymi obrażeniami, lecz znacznie bliżej miasta.

Od Marche — Herbaciany raj

Także, tak. Zamiast nagrody głównej, która w tym momencie NAPRAWDĘ by mi się przydała, wygrałam... Karton herbat. Przeróżnych. Sypanych, liściastych, w torebkach, w granulkach, smaków tyle, że głowa mała, o niektórych kombinacjach pierwszy raz słyszałam. Herbata gryczana? Herbata z kukurydzy? Kosmos. I zapas chyba na całe życie. Zgoda, całkiem przyjemny fant, na pewno się wykorzysta, poza tym można poznać nowe smaki, ale liczyłam na pieniądze, więc... lekki niesmak pozostał.

19 września 2026

Od Lucille cd. Minkiego

Pilnowanie się na każdym kroku nigdy jeszcze nie było tak męczące. Już dawno powinno się to stać dla mnie swego rodzaju rutyną: zwracanie uwagi na każdy najdrobniejszy szczegół otoczenia, pilnowanie, co robię, z kim robię, czy nikt nie podąża za mną, gdy zawieram kolejną umowę, karmiąc zaklęcie, które zdaje się nigdy nie stawało się syte. Wciąż krzyczało po więcej, więcej umów, więcej zdolności, które mogło posiąść.
W pewnych momentach czułam wręcz widmowe palce zaciskające się na mojej szyi, jakby miało własną osobowość. I wolną wolę, która z każdym dniem bez kolejnego paktu zdawała się nakłaniać je coraz intensywniej do pozbycia się mnie, a potem znalezienia kolejnego celu do wykorzystywania.

18 września 2026

Od Liama cd. Sabara

Gdy już myślałem, że cała ta sytuacja nie może stać się bardziej niewiarygodnie przezabawna... Shams wyskakiwał z kolejną błyskotliwą kwestią, która miała naprawdę realne szanse, bym słysząc ją poskładał się tam przed nim ze śmiechu. Dlatego nie mogłem, no po prostu nie mogłem mu ostatecznie odmówić. Tak ładnie prosił...
Krok i stałem przed nim, nim zdążył zrobić unik przez to, że wciąż klęczał, złapałem go za włosy z tyłu głowy i pociągnąłem, zmuszając, żeby spojrzał w górę, na mnie. Widziałem w jego spojrzeniu zaskoczenie, może powoli rosnącą panikę, gdy tak patrzyłem na niego z góry. Swoją drogą, jego twarz znalazła się w tej pozycji w całkiem ciekawej lokalizacji... Poczekałem, aż ucieknie spojrzeniem, zanim się odezwałem. W moim głosie wyraźnie pobrzmiewał ledwo wstrzymywany śmiech.

11 września 2026

Od Aliny cd. Waltera

Wciąż czuła lekkie pieczenie na policzku w miejscu, którego dotknął. Silniejsze mrowienie w okolicy talii i szyi. Usta natomiast paliły ją żywym ogniem. Gdy język Waltera badał jej usta, Alina nie mogła się nadziwić temu, jak naturalnie przychodzi jej otwieranie się przed nim, jak jej ciało wygina się i idealnie uzupełnia kształt jego twardego ciała. 
Już sięgała palcami do wypukłości widocznej przez jego spodnie, a uderzenie pioruna sprawiło, że adrenalina skoczyła jej jeszcze mocniej i w miejscu między jej udami rozlało się ciepło, ale żar między ich ciałami niespodziewanie opadł... a raczej, co odczuła od razu, został ochłodzony przez Mercera. Nie wiedziała, czy właśnie uświadomił sobie, że przekroczył służbową granicę i poczuł zażenowanie – czy może wyczuł wcześniej zagrożenie w postaci spadających drzew? Nie wiedziała, czy chce się tego dowiedzieć.

8 września 2026

Od Yassina cd. Luthera

Yassinowi, na widok Luthera wypowiadającego się w popołudniowych wiadomościach, opadła szczęka. Strzelił wzrokiem na mężczyznę (lekko uśmiechniętego, podejrzane), potem znowu na telewizor, upewnił się, że to na pewno ta sama osoba, a gdyby nadal miał wątpliwości, pasek na ekranie krzyczał pogrubionym drukiem: LUTHER FIREBANE, NAJLEPSZY ŁOWCA W VIPERS.
Zapomniał o oddychaniu, nabrał powietrza ze świstem, tym razem, dla równowagi, trochę się zapowietrzył, przestał być blady, zrobił się lekko czerwony, wypalił na wydechu:
— I TO PRZEDE MNĄ UKRYWAŁEŚ, BARANIE?

3 września 2026

Od Marche cd. Violet

Ha! Moja Absolutnie Niezawodna Kobieca Intuicja ponownie mnie nie zawiodła, bo oto i na horyzoncie zjawiła się kolejna osoba skłonna sypnąć groszem jakże biednej, opuszczonej, osamotnionej, uciemiężonej, koszmarnie zmarzniętej, ALE jakże zjawiskowo prezentujące się dziewczynie. Czyli mnie ♥