26 września 2026

Od Waltera do Luthera

Obrzeża Deiranu od kilku dni nie były już spokojnym miejscem. Las zaczynał się niemal natychmiast za ostatnimi zabudowaniami, a jego gęste, ciemne korony drzew skutecznie odcinały promienie słońca. W dzień miejsce to mogło wyglądać niemal zwyczajnie, jednak nocą stawało się zupełnie inne. Od znalezienia pierwszej ofiary minęło kilka tygodni - zmasakrowane ciało młodej kobiety, której identyfikacja byłaby niemożliwa, gdyby nie magiczne zdolności pani patolog. Mogłoby się wydawać, że na tym skończy - kobieta zamordowana przez niedźwiedzia, bo weszła na jego teren żerowania, przez co wyglądało to na zwykły nieszczęśliwy wypadek. Sprawa zamknięta. Wszystko jednak nabrało większego sensu, a zarazem jeszcze więcej podejrzeń, gdy w przeciągu kilku dni znaleziono trzy kolejne ciała z tymi samymi obrażeniami, lecz znacznie bliżej miasta.
Walter Mercer stał na granicy lasu, mając za sobą ścianę wysokich sosen, które delikatnie kołysały się przez jesienny wiatr, przed sobą natomiast miał niewielką łąkę, na której znajdowała się ostatnia z ofiar. Widział kilku techników, którzy dokładnie badali miejsce zbrodni, policjantów przesłuchujących świadków oraz kilku gapiów, których zdecydowanie nie powinno tutaj być. Brunet chwycił za radio, które miał przy pasie, zbliżył do twarzy i nacisnął guzik łączący.
— Margaret, wygoń proszę niechcianych gości. Robi się zbyt tłoczno. — powiedział spokojnie do swojej współpracowniczki, obserwując jej reakcje z ponad kilkudziesięciu metrów.
— Też tak myślę... — odpowiedziała i od razu przystąpiła do działania.
Już po kilku sekundach nie było śladu po ludziach, którzy jedyne co robili, to deptali potencjalne poszlaki, o ile morderca poszedł akurat w tym kierunku. Właśnie, poszedł... i już tutaj robił się problem, gdyż w wielu miejscach ślady po prostu się urywały lub były zadeptane przez odciski butów bądź zwierzyny leśne.
Gdy wszyscy zajmowali się swoją robotą, Mercer nadal stał w miejscu, chowając już dłonie w kieszenie przejściowej kurtki i w sumie tak jakby również robił swoją robotę - obserwował i analizował, próbując dostrzec coś, czego inni nie widzą. Jego współpracownicy wiedzieli o jego technice i starali się mu w tym nie przeszkadzać, byli jednak ludzie, którzy tak dobrze go nie znali. Gdy obok busa techników zatrzymał się pojazd znany z oddziału Vipers, wiedział, że ta sprawa tak szybko się nie zakończy. Do grupy mundurowych dołączyło dwóch mężczyzn, a jednego z nich nie raz widywał podczas akcji poszukiwawczych lub podczas współpracy z oddziałem, lecz jakoś nigdy nie miał okazji poznać chociażby jego nazwiska.
— Inspektorze, jest Pan tutaj potrzebny. — usłyszał nagle w radiu męski głos policjanta.
— Mhm... — westchnął cicho — Już idę. — dodał, kierując się w stronę mundurowych.
Nie przepadał za tego typu sytuacjami, lecz nie miał innego wyjścia, skoro został przypisany do tej sprawy. Najwidoczniej to wszystko wymagało obecności Vipers, co oczywiście mu nie przeszkadzało, gdyż czasami wsparcie kogoś mądrego i opanowanego może się przydać. Na miejscu przywitał się z dwójką mężczyzn, wzajemnie przedstawiając się z imienia, nazwiska oraz stopnia, co w przypadku Waltera było automatycznym odruchem.
— Doszły nas słuchy, że mordercą może być bestia, więc zostaliśmy przydzieleni do tej sprawy. — zaczął blondyn, gdy zauważył, że spojrzenie Firebane zatrzymało się na miejscu zbrodni, które znajdowało się za plecami Mercera.
— Takie mamy podejrzenia. — odpowiedział spokojnie inspektor. — Ślady na ciałach ofiar nie pasują do żadnej dzikiej zwierzyny, choć przy pierwszej ofierze uznali, że był to zwykły atak niedźwiedzia. — powiedział, lecz sam nie wierzył we własne słowa. Jego poprzednik zdecydowanie spieprzył tę sprawę. — Dodatkowo za każdym razem ślad się urywa, jakby istota wzbijała się do lotu...
— ...lub zmieniała swoją postać. — przerwał nagle Firebane, od razu wbijając swoje złote spojrzenie w Mercera. Brunet lekko zmrużył oczy, spojrzał się trochę w bok, po czym odwrócił wzrok w stronę ostatniego miejsca, gdzie były widoczne odciski łap. Milczał, bo znowu analizował i choć myślał o tym wcześniej, że może to być istota zmiennokształtna, to jakoś mu to nie pasowało, było za dużo pytań i praktycznie żadnej logicznej odpowiedzi.
— Odnoszę wrażenie, że się dogadacie... w tej ciszy. — odezwał się nagle mężczyzna, który przerwał tą jakże normalną ciszę, w której wielkie umysły mogły pracować na pełnych obrotach. Luther wraz z Walterem spojrzeli się na ów mężczyznę. — To ja poczekam w aucie. — dodał, odwrócił się na pięcie i skierował się do pojazdu.
Nie znał osobiście Firebane, nie wiedział, jakie ma możliwości czy umiejętności, lecz wyczuwał od niego pewnego rodzaju spokój lub też energię, która jakoś ułatwiała mu współpracę. W sumie obecnie musieli współpracować, nawet jakby mieli się nienawidzić.
— Gdzie ślady się urywają? — zapytał, wracając spojrzeniem na inspektora.
— Są oznaczone czerwonymi chorągiewkami. — odpowiedział, na co łowca skinął głową, rozejrzał się po miejscu zbrodni i udał się w stronę zaznaczonym miejsca.
Mercer nie zamierzał mu w tym przeszkadzać, gdyż sam nie chciałby mieć przy sobie drugiej osoby, która mogłaby tylko przeszkadzać.
— Nie uważasz, że takie szybkie zwerbowanie Vipers do tej sprawy jest lekką przesadą? — zaczęła nagle Margaret, gdy tylko Luther znacznie się od nich oddalił.
— Nie mam zdania na ten temat. Uważam, że im więcej specjalistów się tym zajmie, tym szybciej zakończymy sprawę. — odpowiedział spokojnie. — Idę na obchód. Przypilnuj, żeby nikt obcy się tutaj nie kręcił. — dodał, chowając dłonie w kieszenie, po czym skierował się w stronę lasu, zwracając szczególną uwagę, gdzie stawia swoje kroki.
Po kilkunastu minutach obserwacji zauważył, że łowca zaczął zmierzać w jego stronę, czasami spoglądając za siebie. Być może coś miał lub po prostu również chciał uciec od techników oraz policjantów. Osobiście to właśnie czynił...
— Znalazłeś coś? — zapytał spokojnie Walter, lecz ciemnowłosy nic nie odpowiedział. Rozumiał to. — Trzymaj. — dodał, wyjmując spod kurtki notes policyjny, w którym zapisane było wszystko, co ważne w tej sprawie.
— Po co mi to dajesz? — zapytał, gdy przeczytał pierwsze linijki notatek.
— Bo nie mam zamiaru utrudniać Wam pracy, a przy słownym tłumaczeniu mógłbym coś pominąć. — odpowiedział nadal spokojnie, zachowując swój zdrowy profesjonalizm. — Uważam, że dzięki temu możesz połączyć niektóre fakty... oraz wymienić się informacjami. — dodał, ponownie chowając dłonie w kieszenie.

Luuuther? ^^

939 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz