31 stycznia 2026

Od Nivana cd. Eirika

Nivan dwa dni temu zamówił kilka rzeczy, których potrzebował do domu, a nieszczególnie chciało mu się chodzić po sklepach w poszukiwaniu produktów. Nie miał na to ani czasu, ani chęci. Wystarczyło mu, że ludzie w sklepie zachowywali się jak bydło świeżo wypuszczone na pastwisko. No bo promocja, to grzech nie skorzystać i trzeba wykupić cały asortyment. Nie można zostawić innym, przecież jest promocja! Nikt inny na pewno nie używa tego! Co z tego, że później wystawią to na różnych portalach, aby sprzedać drożej.
Często też danych produktów nie ma na sklepowych półkach. Wygodniej jest zamówić przez internet i nie trzeba się martwić, że ktoś to wyrwie mu sprzed nosa. No, chyba że są ostatnie sztuki do kupienia; wtedy decyduje kolejność. To już najmniejszy szczegół tego wszystkiego, przynajmniej nie musi się denerwować. 

Od Eirika cd. Nivana

Patrzyłem na ekran telefonu, zastanawiając się, czy mi się coś przypadkiem nie przewidziało. Wyłączyłem aplikację i włączyłem jeszcze raz, ponownie poświęcając chwilę na kontemplowanie profilowego oraz imienia, które się przy nim wyświetliło wraz z informacją o otrzymaniu nowej wiadomości. Konwersacja nie trafiła do spamu, musiałem więc już kiedyś z nim pisać (czego sobie nie przypominam) albo mieć go wcześniej w znajomych (czego również nie pamiętam).
— No i czego się gapisz znowu w ten telefon jak sroka w gnat — Sag znikąd władował mi się na ramiona, pewnie żeby mieć lepszy widok i nieco mnie powkurwiać tymi pierdolonymi łuskami stykającymi się z moją gołą skórą. Szlag, jak ja nienawidzę węży. — Kto tym razem do ciebie napisał, żeś tak zamarł... O... Ooo.

30 stycznia 2026

Od Nivana cd. Eirika

Zmęczenie dopadało Nivana zawsze podczas sprzątania baru. Jednak rozbudzał się, gdy w lokalu pozostawali ostatni klienci, którzy nie chcieli wyjść z własnej woli. Choć mógł sobie z nimi bezproblemowo poradzić, to Vanessa robiła to znacznie lepiej. Chociaż wyglądała na delikatną kobietę, to tylko pozory. Radzi sobie lepiej niż niejeden facet w tej pracy z pijanymi klientami. Nie szczędzi słów i nie gryzie się w język, bo i tak klienci tego nie pamiętają. W końcu ich stan jest... tragiczny. Dobrze jest, jak w ogóle pamiętają, że tutaj byli.
Autobusy zaczynają jeździć od koło 4:50, ale w tym czasie Niv zdąży dojść do domu. Nie lubił marznąć w oczekiwaniu na komunikację miejską. Spacer dobrze mu zrobi. Trzeba szukać pozytywów, tak? 

Od Eirika cd. Nivana

Tw: zażywanie towarów wyskokowych
— Ty, bo zgubiłem rachubę... Który to już raz w tym tygodniu?
Odruchowo wbiłem podeszwę glana w miejsce, gdzie na moment z rzucanego przeze mnie cienia wychynął obrzydliwy, wężowy łeb demona. Niestety, nie zdążyłem trafić. Rozpłynął się, zlewając z bezsłonecznym plackiem u moich stóp. Zirytowany, wepchnąłem ręce w kieszenie jeansowej katany i splunąłem w miejsce, skąd Sag jeszcze przed chwilą dał znak życia.
Nie wiem jeszcze jak, ale przysięgam, kiedyś ukręcę mu tę durną łepetynę.

Od Minkiego cd. Lucille

Zrobienie makijażu Lucille to było jedno z największych wyzwań dla Minkiego. Kobieta zawsze się stawiała, kręciła nosem i narzekała, że nie lubi mieć na sobie podkładu czy innych cudów na kiju. Marnowała tym samym czas i przeciągała całą sytuację. Nawet z Minhyukiem nie było tyle problemów, co z nią. Czasami Minki się zastanawiał, czy ona na pewno jest kobietą. Ciężko w tych czasach znaleźć kobietę, która nie lubi i nie interesuje się makijażem. 
Cała sesja przebiegła im szybko, w wesołej, a nawet i głupkowatej atmosferze. Czasem Hyuk rzucił głupim tekstem albo do rozśmieszenia Lu użył swojego słynnego tekstu o miodowniku (chodzi o mrówkojada, rzecz jasna), że taka ryba, a dla podkreślenia, jak wielka ona była, rozłożył ramiona. Wyglądało to komicznie i trudno było się nie śmiać. Szczególnie kiedy bliźniak poważnie traktował sprawę. 

29 stycznia 2026

Od Luthera cd. Yassina

Luther nieszczególnie lubił się spoufalać z ludźmi. Zdobycie jego zaufania wymagało czasu i poświęcenia. Nie uśmiechało mu się, aby opowiadać na lewo i prawo, kim jest i czym się zajmuje. Jego praca budzi kontrowersje wśród mieszkańców Deiranu. Rozumiał, dlaczego Yassin tak bardzo dociekał informacji na jego temat. Jednak nie zmieniało to podejścia Luthera. Nie chciał powiedzieć czegoś za wcześnie, póki całkowicie nie zaufa mężczyźnie. 
Jakby miał być tajnym agentem, to już dawno udałoby mu się odgadnąć profesję Firebane'a albo byłby niesamowicie blisko, aby ją zgadnąć. W tym przypadku szło to w całkowicie innym kierunku, co bawiło Luthera. Jednak nie przeszkadzało mu to, dopóki Yassin mu nie zagrażał. Dlatego tylko uśmiechał się i dalej nic nie mówił na temat swojej pracy.

Od Nivana do Eirika

Obudzony przez budzik, który niemiłosiernie głośno został przez niego ustawiony wcześniejszego wieczoru. Nie otwierając oczu, zaczął szukać telefonu pod poduszką, po omacku włączając drzemkę przez zablokowanie ekranu urządzenia. Ciężko odetchnął, przewracając się na drugi bok. Nienawidził porannego wstawania, gdy zaledwie kilka godzin temu poszedł spać. Odkąd pamiętał, to ciężko mu się zasypiało, a jeszcze ciężej wstawało. Ze względu na swoje zmęczenie: zawsze musi mieć ustawione kilka budzików, bo zwykle je wszystkie przesypia. 
Dobrze, że nie miał współlokatora, bo dostałby z nim i jego budzikami do głowy. Sam Nivan ich nie słyszy, więc mu nie przeszkadzają. No a jak usłyszy, to w większości je wyłącza. Dlatego zabezpiecza się kilkoma budzikami.

27 stycznia 2026

Od Yassina cd. Luthera

Kelnerka zjawiła się z tacką, zapytała, które ciasto dla kogo, postawiła przed Yassinem malinową chmurkę, przed Lutherem brownie. Yassin wiedział, że generalnie to i tak bez znaczenia, które gdzie się postawi, bo on na przykład nie respektował granic cudzego talerza i zamierzał jeść oba. 
Spróbował chmurki, stwierdził, że niezła, bez skrępowania podniósł się na krześle, nachylił przez stół (wiedział, że koszula, rozpięta pod szyją, odsłoni w tej pozie kawałek obojczyka i mostka, ale udał, że nie zauważył), po czym zwinął Lutherowi z talerza kawałek brownie.
Luther, który zdążył już poznać obyczaje Yassina i chyba trochę się z nimi pogodzić, uśmiechał się pod nosem, obserwował jego poczynania z uprzejmym zainteresowaniem. Nie wydawał się ani trochę przejęty, że ktoś mu kradnie jedzenie i dotyka swoimi brudnymi sztućcami jego talerza, ba, wyglądał, jakby nie dość, że mu to nie przeszkadzało, to jeszcze nieco go to bawiło. 
— No i które lepsze? — poprosił o recenzję.

Od Apolonie cd. Ruby

Obiad przygotowany przez kobietę był dużo lepszy, niż na to wyglądał, mimo to z pewnością nie był lepszy od tych, które serwowała mi przez całe życie służba, jednak dało się zjeść. Bez najmniejszego skrzywienia się, ale też bez apetytu, bardziej z przymusu powoli przełykałam następne porcje, świadoma, że potrzebuję tego, by odzyskać siły tak niezbędne w tym momencie. Zarówno ja, jak i moja towarzyszka jadłyśmy w kompletnej ciszy, chyba nikt nie oczekiwał od nas, że nagle, zupełnie jak za sprawą magicznej różdżki, zapałamy do siebie miłością bezwarunkową i utniemy przyjazną pogawędkę podczas tego jakże uroczego, wspólnego posiłku. Zresztą, w moim przypadku, posiłki nie sprzyjały prowadzeniu jakichkolwiek konwersacji. 

Odejście

W dniu dzisiejszym odchodzi z naszego grona Nyxarien Valiant. Dziękujemy za spędzenie z nami czasu, a wrota Deiranu pozostają dla Ciebie otwarte! 


26 stycznia 2026

Od Luci cd. Ardala

— Dżentelmenami? — prychnąłem głośno biorąc pistolet z szafki nocnej, pióro komornika zaczęło coś intensywnie zapisywać. — To twoje piórko chyba podkreśla słowo degenerat. — mruknąłem nawet nie orientując się, że powiedziałem do niego na ,,ty’’. Ale czy się tym przejmowałem? Ani trochę. Schowałem broń by to śmieszne piórko się już nie denerwowało.

25 stycznia 2026

Od Ardala cd. Luci

Ardal uniósł jedną brew, wziął się pod boki, uśmiechnął połową ust, zademonstrował wszem i wobec, że z jednej strony nie dowierza, z drugiej — po tym wszystkim, co dzisiaj ujrzał — nie spodziewał się po panu Mortem niczego innego. Notes, na widok pistoletu, kartkami zjeżył się jak kot, samopiszące pióro podparło się klipsem wpół, naśladując mowę ciała właściciela i jego dezaprobującą pozę. Ardal wymienił z piórem porozumiewawcze spojrzenie. No idiota, powiedział. No idiota, zgodziło się piórko.

Od Luci cd. Ardala

Spojrzałem na wizytówkę, jakby parzyła mnie w dłonie. Gdybym trzymał ją sekundę dłużej, byłbym w stanie przysiąc, że zacznie syczeć razem z Haribo. Komornik. Prawdziwy, żywy komornik. Myślałem, że to wszystko to jeden wielki, chory żart. Jakaś może ukryta kamera, która testuje cierpliwość obywatela. Ile czasu minie aż ktoś wpierdoli komornikowi. Dokument, który mi wręczył wyglądał jak instrukcja w innym języku. Jakiś prawniczy nonsens i kwota, która przyprawiała mnie o mdłości.

too sexy for the bare minimum


Nivan Dixon

28 lat | 28.07 | mężczyzna | biseksualny | szaman |
pracuje w barze „Wilczy Ryś” | Alteiran/Deiran

Just a kid with PTSD and some problems with authority

Eirik Skugge

28 lat || 20.11 tak przynajmniej wpisali mu w dokumentach || mężczyzna || biseksualny ||
medium || freelancer || Deiran

Od Lucille cd. Cahira

Normalnie pewnie bym odmówiła propozycji zostania na herbatę. Byłam jednak trochę, tak ociupinkę, ciekawa tego luksusowego przybytku. Poza tym...
Aser był turbo słodki.
Gdziekolwiek poszedł zaraz po tym, jak przekazałam go w ręce właściciela, dość szybko wrócił z zadartym ogonem. Wzrokiem wodził dookoła, ewidentnie szukając, co by zbroić tym razem. Przykleił się potem do mojego boku, intensywnie węsząc w okolicy przewieszonej przez moje ramię torby pełnej książek. Zerknęłam na niego kątem oka, na moment odwracając wzrok od pleców prowadzącego mnie gdzieś Cahira.

24 stycznia 2026

Od Nesima cd. Azury

W jakiś sposób fakt, że ta dziewczyna, która pomimo pierwszego wrażenia Nesima była w stanie tak łatwo postawić granicę (i to w przypadku jakże perfidnego podejścia do niej obcego mężczyzny), zaciekawił projektanta jeszcze bardziej niż wcześniej. Widział już ten duch nieociosanej dumy, wyszczubiający głowę z tej skorupki, jaką nieznajoma się otoczyła. To, w dodatku połączone z brakiem zainteresowania względem mężczyzny? Wręcz - próba oddalenia go od siebie? Nierozpoznanie jego twarzy pośród nijakiego tłumu?

23 stycznia 2026

Od Waltera — I po świętach

Tw.: Morderstwo ludzi oraz psa. Czytasz na własne ryzyko. 
Jest taki miesiąc w roku, gdy ludzie dostają fioła na punkcie żywych choinek, kolorowych ozdób, lepią bałwany ze śniegu i ozdabiają je migoczącymi lampkami, wkładając im marchewkę jako nos oraz czarne węgielki imitujące oczy, oraz uśmiech. W sklepach jest totalny szał na punkcie zakupów, żeby przygotować dwanaście potraw czy znaleźć idealny prezent dla swoich bliskich. Ludzie na ulicach miasta witają się szerokimi uśmiechami, życząc sobie wesołych świąt, kompletnie zapominając o tym, że jeszcze miesiąc wcześniej chodzili z poważnymi minami, mijając się bez słowa. Dla Logana było to obce, nieznane, a nawet odrażające. Nienawidził patrzeć na tą sztuczną radość, na tą biel śniegu, która tylko kuła go w oczy, na te iskrzące się lampki, które go dekoncentrowały oraz na bałwany, obok których nie mógł przejść obojętnie - każde z nich rozwalał, wywołując płacz u nie jednego dzieciaka.
Na dworze było już ciemno, prószył delikatny śnieg, a za jego plecami przemieszczało się setki przechodniów, kompletnie ignorując jego osobę. Trzymając dłonie w kieszeni bluzy oraz mając założony kaptur na głowie, stał przed witryną sklepową, obserwując różnego rodzaju ciasta, kręcące się na piętrowych paterach.

21 stycznia 2026

Od Waltera cd. Aliny

Przez całą drogę do laboratorium Mercer milczał, intensywnie rozmyślając o zdarzeniu, które miało miejsce kilkadziesiąt minut wcześniej. Jedno ciało niemalże zmielone przez nieznaną magię oraz druga osoba skryta w opuszczonym budynku, do tego czarna substancja znajdująca się na ziemi oraz ofierze, której nie mogli rozpoznać na miejscu, a mogłoby się wydawać, że skoro Walter już tyle lat kroczy po ziemi, to będzie znał każdy rodzaj magii. Niestety z biegiem lat pojawiło się tyle nowości, że ciężko mu już nad tym nadążyć.

14 stycznia 2026

Od Ardala

Po kolejnej tego dnia interwencji, jak zwykle udanej i śpiewająco przeprowadzonej, pstryknął palcami, sprawił, że kartoteka zawisła mu przed oczami, otworzyła się, przewachlowała strony, po czym zatrzymała na odpowiedniej. Podświetliła czerwonymi literami godność kolejnego dłużnika. Luca Mortem, trzydzieści lat, siedemdziesiąt osiem tysięcy do wyegzekwowania, trzy podmioty do spłaty, w tym nieuregulowane zobowiązanie sprzed dziesięciu lat wobec Centralnego Banku Carskiego... Ardal sprawdził adres mężczyzny, zagwizdał, gdy uświadomił sobie, że to daleko. Nie chciało mu się lecieć w śnieżną zawieję na drugi koniec miasta, tym bardziej (już prawie) pod koniec swojej porannej zmiany.
No dobrze, zobaczymy, co z tego wyjdzie, mruknął, znakiem otwierając portal, wiedząc, że nie powinien tego robić, bo teleportowanie się do miejsca odległego o cztery dzielnice było, w jego przypadku, pomysłem niepotrzebnie ryzykownym i raczej niemądrym. Dlaczego? W ostatnich dniach czarowanie, zapewne w wyniku jego chwilowego osłabienia i nasilenia skutków erozji, wychodziło mu różnie.

Wierny, czynny i sprawny – jak knut w ręku kata


Ardal Natharin | 333 lata | 30 kwietnia | Zwierzołak | Egzekutor państwowy | Deiran

11 stycznia 2026

Od Minkiego — Zimowe święta z lisami

Minki wziął głęboki wdech, po czym wypuścił powietrze nosem, spoglądając na swojego brata z widoczną irytacją. Nie rozumiał, dlaczego tak bardzo zamieniał się w Lucille i kupował wszystkiego dużo, jakby sklepy miały być pozamykane na rok. Ich przyjaciółka to wszystko, chociaż zużywa albo mrozi. Choć ze względu na ich częste spotkania, to kobieta zmuszona jest... a właściwie to nie jest zmuszana, sama proponuje, że kitsune mogą do nich przychodzić, gdy tylko znajdą chwilę czasu i sama będzie w domu. Dlatego też większość produktów zużywa na kilka obiado-kolacji w towarzystwie dwóch lisich przyjaciół. 

Od Lucille cd. Minkiego

Jak miło było dla odmiany zakosztować odrobiny spokoju, delektować się mnogością zwyczajnych dni przepełnionych przyjacielskimi przekomarzankami w towarzystwie kitsune, graniem na tej nieszczęsnej konsoli, chodzeniem bez celu po mieście i kosztowaniem przeróżnych kuchennych eksperymentów, w których tworzeniu znaleźliśmy ostatnio z Minkim szczególną frajdę. Żadnych przypałowych, niebezpiecznych sytuacji, czysta sielanka zupełnie zwyczajnych dni. Dawno już nie miałam okazji tak po prostu korzystać z życia. To było... uzależniająco przyjemne. Nie musieć się niczym martwić, po prostu cieszyć czasem spędzonym w towarzystwie przyjaciół.
Nawet, gdy gdzieś w tym wszystkim wciąż ciążyło na mnie brzemię zaklęcia, którego używałam, pozwoliłam sobie na jakiś czas o nim zapomnieć. Prędzej czy później na pewno znowu upomni się o swoje, ktoś znowu będzie prosił mnie o pomoc z czymś, co zapewne wpędzi mnie w kłopoty... Martwienie się przyszłością i tak nic nie zmieniało. Co będzie, to będzie, tak to szło?

7 stycznia 2026

Od Aliny – Zimowe Włamanie (Wigilia)

Życie jest tak samo ważne w każdym miejscu. Nieważne, czy mieszkasz w dużym mieście i robisz wielką karierę – czy mieszkasz na wsi i sukcesem jest dla ciebie odśnieżenie podwórka.
To nie jest ważne. Ważne jest to, jak się czujesz. A to, jak się czujesz, zależy tylko od Ciebie.
A czuła się smutno. Nie jakoś bardzo, ale smutno.
Oczywiście gdyby nie wszechobecne wszędzie światła, światełka, ozdoby i ozdóbki ryczące: Last Christmas!!!, to udawałaby przed samą sobą, że nic się nie dzieje. Skupiłaby się na swojej pracy, której obowiązki obejmują jakże apetyczne grzebanie w jelitach zmarłych, może pomarudziłaby trochę ze współpracownikami na jesienno-zimową chandrę, poszłaby na kilka rozpraw sądowych i w ogóle to świetnie by się bawiła. Ale nie, musi być zima i ten nieszczęsny czas w roku, gdy wszyscy wokół trajkoczą o planach na Zimową Noc i Sylwestra, a pracodawcy dają niedorzecznie dużo wolnego. 

6 stycznia 2026

Od Luci — Zimowa Noc Koszmarów

 tw! przemoc, treści seksualne, używki

— Co robisz w święta? — uniosłem głowę dopiero po chwili. Marco stał przede mną z rękami w kieszeniach jego eleganckich spodni. Byłem świeżo po walce, tym razem skończyło się bez zgonu w oktagonie, co uznawałem za swój mały sukces. Oddychałem dość ciężko, oparty o zimną ścianę, jedną ręką dociskałem papierowy ręcznik do łuku brwiowego. Krwawił jak cholera, a pieczenie doprowadzało mnie do szału. 

Od Azury — Zimowa Noc

Powietrze pachniało solą i rozkładającymi się glonami, z nutą mokrego piasku.
Trwał sztorm.
Widok na wzburzone morze co chwilę przysłaniały mi targane wiatrem włosy. Gdy wychodziłam, zaplotłam je dość ciasno w dobieranego warkocza, jednak moje kilkunastominutowe starania bardzo szybko przegrały walkę z żywiołem. Już jakiś czas temu przestałam próbować odgarniać je sobie z twarzy.

5 stycznia 2026

Podsumowanie 2025

Dzień dobry!

Deiran oficjalnie został otwarty 18.06.2025 r. Zaczynamy Nowy Rok, więc warto podsumować te pół roku funkcjonowania bloga!
Życzymy Wam w tym nowym roku samych pomyślności, spokojności, spełnienia swoich najskrytszych marzeń i oby trzymała Was wena na nowe, niecodzienne historie, które opublikujecie na Deiranie! Ogromnie dziękujemy, że bierzecie udział w rozwijaniu bloga, za każde ciepłe słowa i nowe pomysły, które tylko urozmaicają życie blogowe! 

1 stycznia 2026

Podsumowanie nr 6

 Dzień dobry!

Za oknem śnieg, pierwszy dzień Nowego Roku już za Nami! Ostatnie strzały za oknem fajerwerków, świętujące kolejny rok. Grudzień wręcz uciekł przez palce, w tym całym zawirowaniu świąteczno-noworocznym za to na Deiranie pojawiło się trochę opowiadań!