Przynajmniej nic mu już nie grozi.
Patrzyłam za odchodzącym mężczyzną z miną wyrażającą zupełną obojętność, która jednak nie znajdowała odzwierciedlenia w tym, co w istocie czułam. Było w tym nieco ulgi, że być może w końcu będzie mógł wrócić do swojego życia przed poznaniem mnie. Zaczął ewidentnie czuć zbyt dużą, jak na moje oko, potrzebę pomagania mi w problemach, które przecież sama na siebie ciągle ściągałam. Nie powinien się mieszać w to wszystko. Powinnam była w tamtym lesie kazać mu sobie iść bardziej dobitnie. Teraz zostałam dźgnięta nożem, na szczęście nie tak, bym z miejsca przewędrowała na tamten świat, ale kto wie, co się wydarzy w przyszłości? Co, gdyby zamiast mnie, drzwi otworzył Minki, a kolejny niezadowolony psychopata nie spojrzałby, kto się przed nim znajduje, i to kitsune wykrwawiałby się w moim przedpokoju?