30 listopada 2025

Od Quinlan — Pierdolona lawenda

W dość sporym laboratorium Selene ubrana w biały kaftan i okulary ochronne, ostrożnie przygotowywała nowy projekt. Z jak największą precyzją przelewała płyny, na koniec wlewając to wszystko do kolby stożkowej. Nie było tu mowy o możliwości popełnienia żadnego błędu. Każda, nawet najmniejsza, pomyłka mogła skończyć się zaprzepaszczeniem wielu godzin ciężkiej pracy, a w najgorszym wypadku wybuchem. 
W pewnym momencie doszedł do niej dość przyjemny, ale i niespotykany zapach. Zdziwiła się, bo w jej obliczeniach nie pojawiała się żadna reakcja, która mogłaby go spowodować. Z każdą sekundą woń stawała się coraz bardziej wyrazista. Wraz z intensywnością zapachu, czuła coraz mocniejsze drapanie w gardle, które w szybkim tempie przekształciło się w ostry kaszel. O nie... Rozpoznała w końcu, czemu wydawał się on tak znajomy. Lawenda! Nie przestając się dusić, gwałtownie pochyliła się nad stołem, opierając się przedramieniem o blat.
— Nie! — przeraziła się, widząc jak przez jej raptowne ruchy, kolba przewróciła się. Miała wrażenie, jakby obserwowała wszystko w spowolnionym tempie, a kulminacją wszystkiego był dźwięk tłuczonego szkła.
— Selene! Wszystko w porządku? — poczuła na sobie czyjąś dłoń.
— Zabie…rzcie… tę… pierdoloną lawendę! — słowa urywały się przez nieprzerwany kaszel.
— Ale tu nie ma… Rozumiem! Wszyscy out! Już!
W głowie kobiety już formowały się wszystkie sposoby na ukaranie osoby, która sprawiła, że jej praca poszła na marne. Niech tylko poczuje się lepiej…

216 słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz