Patrzyłam, jak dziewczyna odchodzi, nie spoglądając ani razu za siebie. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie dziwne wrażenie, że czegoś mi brakuje. Kolejny moment zajęło mi zorientowanie się, o co chodziło.
Podwędziła mi bransoletkę.
O dziwo nawet mnie to nie zdenerwowało, jedynie lekko rozbawiło. Może i był to drogi kawałek złota z nietanimi kamieniami, ale nie jedyny w mojej kolekcji, nie stał też wysoko na mentalnej liście ,,Ukochane błyskotki". Postanowiłam machnąć ręką na tę kradzież, choć tylko i wyłącznie dlatego, że naprawdę było mi jej żal. Widać te pieniądze, co jej dałam, naprawdę nie wystarczyły... Cichy głosik w głowie podpowiadający, że chyba nie do końca o to chodziło, postanowiłam zignorować, a gdy nieco zbytnio się poczuł, stając głośniejszym, gdy mimowolnie pocierałam nagle pusty nadgarstek, przydeptałam go do ziemi, uciszając ostatecznie. Nie pozwoliłam żarowi we mnie się rozhulać.