18+... I guess?
Aleister prawie w ostatniej chwili uniknął lecącego w jego kierunku talerza. Porcelanowego, z ręcznie malowanymi kwiatami; z gatunku tych, które wyciąga się tylko na specjalne okazje. Teraz? Pozostały jedynie okruchy, które uderzyły o podłogę z bolesnym grzechotem. Mężczyzna westchnął cicho, uniósł dłoń w uspokajającym geście.
— Kochanie. Posłuchaj mnie — zaczął, ale prawie od razu zamilkł na widok surowej twarzy Sahiba. Czarodziej nie miał zamiaru wysłuchiwać kolejnych tłumaczeń ze strony Crowley’a, nie. Nie tym razem. Sam wycelował oskarżycielsko profesorsko-rodzicielski palec w kierunku drugiego z nich.

