31 grudnia 2025

Od Violet — Zamordować to mało

— Chyba jaja sobie robisz.
Stałam z dłońmi opartymi na biodrach u szczytu kanapy, patrząc z góry na rozwalonego na niej Liama, ewidentnie udającego, że śpi. Oddychał za szybko, żeby miało to być dla mnie wiarygodne. Idiota.
Co śmieszne, na fotelu obok, także w pozycji ,,na wznak", wyłożył się Elias. Gdy w pierwszej chwili po powrocie do domu go zobaczyłam, przeżyłam drobny szok. On? Z moim bratem? Przy stole z kolei, z twarzą na stole, akurat już nie udawał, tylko faktycznie spał, prawdopodobnie grubo wstawiony Walter.
W domu cuchnęło alkoholem i szlugami.

Od Luthera — Zimowe prezenty

Święta dla Luthera są czasem, który może spędzić z najbliższymi. Od lat mają rodzinną tradycję, że przychodzą wszyscy do mieszkania Lu. Jednak każdy musi przynieść kilka dań, ale też nie za dużo, aby później nie zostało coś wyrzucone do śmieci. Sam uważał, że gotowanie aż tylu potraw dla pięciu osób jest przesadą. Lepiej zrobić kilka, ale takie, które wszyscy lubią i zjedzą. Grunt to miło spędzić czas, prawda?
W tym roku Luther zdecydował, że zabierze się za zrobienie ciasta, a konkretnie jabłecznika, a do tego przygotuje barszcz i ulepi własne uszka. Mógłby zrobić tak naprawdę wszystko, ale nie chciał odbierać innym możliwości przyniesienia czegoś dobrego. 

Od Lucille — Sylwestrowe przeboje z lisami

— Jakieś plany na sylwestra?
Zamarłam z łyżką w połowie drogi do ust. Wbiłam mordercze spojrzenie spode łba w siedzącego naprzeciwko mnie Minkiego, który zadowolony oparł łokcie o stół, a brodę na złożonych dłoniach. Jego ogony o hipnotyzująco czerwonych końcówkach poruszały się powoli, nieskładnie, za jego plecami. Zawartość sztućca, przechylonego zbytnio przez moją nieuwagę, spadła z powrotem do miski.
— Oj, uważaj, chlapiesz — mężczyzna cmoknął z dezaprobatą. — Tam jest kurkuma, ciekawe, jak potem dopierzesz...

Od Minkiego cd. Lucille

Minki był sceptycznie nastawiony do planu wujka Lucille. Uważał, że było to ryzykowne. Jasnowłosa dopiero odzyskała siły, wciąż dochodziła do siebie i musiała uważać na to, co robi. Już pomijał kwestię tego, czy psychicznie była gotowa stanąć twarzą w twarz wiedźmą, która chciała ją zabić za zabranie mocy. Było to ryzykowne, a Minki nieszczególnie lubił taplać się w zagmatwanych sprawach. Wolał wszystko obserwować od boku niż brać w tym czynny udział. To było ryzykowne. Wszystko mogło pójść nie tak. Jeden zły ruch, a Lucille mogła stracić życie. I nie tylko ona, bo Minkiego i Hyuka również to dotyczyło. 
A jeśli on by przeżył, a Lu nie, to jak miałby później spojrzeć w oczy jej rodzicom, którym obiecał, że będzie ją chronić? To wszystko było absurdalne i niebezpieczne. Musieli mieć oczy dookoła głowy. Jednak wycofać się już nie mogli, przynajmniej w teorii. Fox nie ufał Fredowi. Czuł, że ta sprawa ma drugie dno, o którym on nie chce powiedzieć. Wykorzystuje ich do własnego celu, niby w imię sprawiedliwości dla wiedźmy, która skrzywdziła Lucille. Ale... nie, to nie był jedyny powód, dlaczego przyszedł do nich po pomoc, a raczej zaoferować współpracę. 

Od Luthera cd. Yassina

Droga do Yassina nie zajęła aż tak dużo czasu z kilku powodów. Nie dlatego, że Luther przekraczał prędkość, jechał przepisowo. Nie potrzebował żadnych mandatów i upomnień w pracy. Każda przejażdżka sprawiała mu ogromną przyjemność. Dlatego cieszył się, że mężczyzna zgodził się na jego propozycję. Gdyby odmówił, to wcale by się nie obraził, po prostu później sam udałby się na nocne zwiedzanie miasta w samotności. 
Patrzył, jak jego towarzysz dramatyzuje i kwestionuje, czy Firebane jechał wolno i przepisowo, czy jednak gnał jak dziki. Lu przyzwyczajony był do prędkości, ale kiedy jechał z kimś, to zawsze wolał zachować większą ostrożność. W końcu w takiej sytuacji odpowiada za kogoś, a nie tylko za siebie. Rozbawiony pokręcił głową, ponieważ zachowanie Yassina go bawiło. W końcu całą drogę jechał spięty i nawet nie rozglądał się, tylko przylgnął do pleców Luthera niczym koala. 

27 grudnia 2025

Od Marche

Po pierwsze, to nie tak miało wyglądać, pomyślała Marche, naciągając głębiej kaptur obszyty białym futrem. Na niewiele się to zdało, płatki śniegu dziwnym trafem zawsze znajdowały sposób, by dostać się jej prosto do oczu. Ten wiatr wieje z ziemi?, parsknęła do siebie, czując szpileczki chłodu na wargach i policzkach. Makijaż w takich warunkach nie wytrzyma długo, po co ona w ogóle się stara? A te kolczyki? Metal wychłodził się tak bardzo, że miała wrażenie, że miejsce przekłucia lekko ją parzy. A włosy? Szarpane zimnymi podmuchami na wszystkie strony, zaraz poplączą się na amen.

Od Marche cd. Tsakani

— BOGOWIE WSZECHMOCNI, NO KOBIETO załamała się szeptem Marche, prawie palnąwszy w czoło, gdy nieznajoma, którą Marche próbowała do siebie przyciągnąć, podskoczyła ze strachu i jak długa wyrżnęła na ziemię. — Wstawaj, ja ci tu skórę ratuję, a jeszcze sama sobie krzywdę robisz. Poza tym szkoda tej kiecki.
Za fraki postawiła dziewczynę na nogi, a potem złapała ją za nadgarstek, pociągnęła za sobą siłą i w pośpiechu.
— Co tu się dzieje? — zniecierpliwiła się nieznajoma z elfimi uszami położonymi po sobie, zapierając się w miejscu jak wystraszona sarenka, ewidentnie chcąc natychmiast otrzymać jakiekolwiek wyjaśnienia, bo inaczej ona się ruszać nigdzie nie zamierza i kropka.

Od Aleistera — Something About You

Ukochany Sahibie,
Piszę ten list gdy Ty śpisz na mojej piersi po Twoim pierwszym sympozjum. Zostałeś zaproszony jako honorowy wykładowca, wszystko dzięki tym Twoim mięsożernym ślimakom, o które się posprzeczaliśmy podczas naszego pierwszego spotkania. Teraz odpoczywasz, z tym pięknym uśmiechem na Twojej łagodnej twarzy. W końcu doceniono Twoją ciężką pracę, którą włożyłeś w te jakże... Urokliwe stworzenia. Przypominam Ci o tym dlatego, że być może z przejęcia całe to wydarzenie wypadnie Ci z głowy. Piszę to nieco sarkastycznie. Informuję Cię, gdyż trudno jest oddać wyraz mojej twarzy na papierze, zwłaszcza, gdy odcinasz dopływ krwi do mojej prawej ręki. 
W takich momentach zawsze przywodzisz mi na myśl jagnię. Być może to porównanie jest trochę ironiczne, patrząc na to jaką silną, goblińską osobowością jesteś, jednak trudno jest oprzeć się takiemu wrażeniu, zwłaszcza, gdy mam możliwość obserwować Cię z tej perspektywy.

24 grudnia 2025

Od Nyxariena – Sylwester

Bogowie, tak jak dyrektorzy generalni i właściciele korporacji – nie schodzą do żadnych pięter rzeczywistości, ani tym bardziej nie biorą bezpośredniego udziału w machinacjach niższych szczebli. Stąd wynika to powszechne, acz mylne wrażenie, że tak naprawdę ich nie ma, a całe światy w skali makro lub korporacje w skali mikro – stają same przed wszystkimi wyzwaniami. Oto rzesze pazernych stwórców, którzy nakręcili zegary i pozostawili je lekceważąco własnemu biegowi; tak to sobie właśnie tłumaczą wszelcy pracownicy niżsi rangą albo wierzący.

Od Nyxariena – Po Prostu Kolejna Zimowa Noc

W panującej już dobitnie śnieżnej aurze jeden z najsłynniejszych walców skomponowany przez Beraussa nabierał subtelnie krystalicznej szlachetności. Orkiestra od niespełna kilku minut żywo ćwiczyła w jednej z największych sal balowych rezydencji Valiantów w Alteiranie. Nyxarien nie tylko znał osobiście dyrygenta, ale także sporą część grających właśnie muzyków i wraz z tą świadomością, drakonid dumnie łudził się, iż był w stanie na odległość dwóch pięter oraz echa — rozpoznać ich we właśnie płynącej dostojnie muzyce.

22 grudnia 2025

Od Cahira cd. Lucille

Aser obniżył się na przednich łapach, zamerdał ogonem wesoło, szczeknął na nich, popędzając, bo a) ociągają się, b) on chce się bawić i rozpiera go energia, c) nie będzie czekał przecież na nich całą wieczność. Chwilę popatrzył, zapraszając do wspólnej zabawy w ganianego, a potem, gdy podeszli niebezpiecznie blisko, zerwał się i pognał przed siebie jak strzała, wyciągając w susach tak, że tylne łapy wyprzedzały przednie. Przystanął na moment, sprawdził z dystansu, czy aby na pewno jest goniony, a potem zniknął za zakrętem.
— Cholera jasna — powiedział Cahir pod nosem, zapominając, że jest w towarzystwie, a poza tym wyrażenia tego rodzaju są niezgodne z protokołem i zasadami etykiety, które od kilkunastu lat (daremnie), próbowała mu wbić do głowy Jezabel. 

19 grudnia 2025

Qui j'ai l'honneur d'avoir pour mari?



Mercedes „Marche” Cosentino | Czarownica | 29 lat | Tancerka, śpiewaczka, złodziejka | Deiran | 17.04 | 

Od Minkiego — Gorzej niż z dziećmi

Minki siedział na podłodze w swojej lisiej formie, obserwując dokładnie każdy ruch Lucille podczas przygotowywania kolejnego ciasta. Przeklinała, wyzywała, a na koniec tego wszystkiego zbiła jej się ulubiona miska. Lis przymrużył oczy i ziewnął, będąc całkowicie przyzwyczajonym, że w ostatnim tygodniu cały czas coś kobiecie ucieka z rąk. Popatrzył na nią znużony, ale gdzieś na tym lisim pysku widać było przebłysk uśmieszku. 
Bawiła go, ale nie zamierzał niczego komentować. 

10 grudnia 2025

Grudniowe Przeboje 2025

Ho, ho, ho!

W związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia oraz Sylwestrem, postanowiłyśmy zorganizować mały event, który pozwoli Wam się wczuć w ten cudowny klimat! 
W odmętach wilgotnych, sekretnych tuneli rozbrzmiał alarm. Cichy dźwięk, który można by było pomylić z dzwonkiem ze strażackiej remizy, gdyby nie docierał z czeluści carskich piwnic. Przebudziła się wraz z pierwszym dniem grudnia. Odmrożona, nieśmiertelna, przedwieczna. Serce i dusza zarówno świąt Zimowej Nocy, jak i sylwestrowych obchodów. Marylin Rodovitchowa. 

Od Luci — Psy vs drzwi

 tw! przemoc fizyczna, śmierć, odniesienia do działalności przestępczej

    Kolejny wieczór zapowiadał się tak jak zawsze, siedziałem już na zapleczu klubu otoczony innymi zawodnikami spod skrzydła Marco. Wokół kręciło się pełno striptizerek, które przygotowywały się do swojego pokazu. Siedziałem na niewielkiej ławeczce i otworzyłem kolejną już tego dnia paczkę żelków. Marco właśnie przedstawiał nas wszystkich jednej striptizerce, była tutaj pierwszy dzień. Okres próbny. Byłem ciekaw czy na rozmowie kwalifikacyjnej musiała pokazać mu swoje umiejętności. Taki to pożyje.

9 grudnia 2025

Od Sahiba — Dziwna magia

Sahib teleportował się wprost do gabinetu Alka. Skrzyżował ręce na piersi, postukał się palcem w ramię niecierpliwie.
— Nie odbierasz telefonów, to wysyłam listy. Nie odbierasz listów... — Zobaczył Sowę siedzącą z czapką śniegu na głowie, stroszącą pióra na zewnętrznym parapecie, nieruchomo wpatrującą się wielkimi oczami w ciepłe pomieszczenie. Ptak ożywił się na widok Sahiba, chyba zahukał, ale Sahib nie był pewien, nie było słychać przez szybę, widział jedynie, jak Sowa otwiera i zamyka dziób. Sahib ruszył ręką, czarem otworzył okiennicę, wpuścił do środka ptaka, zaplątane płatki śniegu i mroźne powietrze. —...to składam wizytę. Alek? — Przyjrzał się mężczyźnie, a to, co zobaczył, sprawiło, że uśmiechnął się pod nosem. Przeniósł ręce z piersi na biodra, mimochodem zmienił pozę z zamkniętej na otwartą, ton złagodniał, ba, zabrzmiała w nim rozbawiona nuta. — Czy ty śpisz na biurku?

6 grudnia 2025

Od Aleistera — Goblinie, mój goblinie...

Jakikolwiek spacer po galerii handlowej w okresie około-świątecznym nigdy nie należał do łatwych... Czy też, spokojnych. Gdzie tylko się nie spojrzało, świąteczne "elfy", pomocnicy Mikołaja, a więc symbolu grudniowych obchodów Zimowej Nocy, zaczepiali przechodniów z prośbami o dotację. To na biedne dzieci ze wschodnio-południowego wybrzeża Vannidoru, to na samotnie spędzające święta staruszki, to na marznące zwierzątka z lokalnego środowiska. I o ile przy pierwszych kilku razach i wpłatach jeszcze Aleister miał w sobie dosyć "świątecznego ducha" na niezgromienie wolontariuszy wzrokiem, to im dalej w las, tym coraz bardziej ściągał brwi na każdą prośbę i zamachanie dłonią z dzwonkiem nazbyt blisko jego twarzy. Do całego tego chaosu należało dołożyć wszechobecne dekoracje, muzykę płynącą z radiów w każdym sklepie i tłumy ludzi.

Od Lucille — Co za uparty...

Obudziło mnie smyranie czymś miękkim po policzku. Zaspana, podrapałam się w tym miejscu i obróciłam na drugi bok, jednak zaraz znowu poczułam to samo. Z trudem uniosłam powiekę, by spojrzeć, o co chodzi. Tuż przed twarzą zobaczyłam znajomy, lisi pysk Minkiego. Zmarszczyłam brwi, burknęłam, żeby dał mi spokój, po czym nakryłam sobie głowę kołdrą w celu odgrodzenia się od natręta.
— Wiesz, która jest godzina? — głos mężczyzny był stłumiony, ale wyraźne wyczułam w nim oburzenie. Ciekawe tylko na co.
Poczułam nagle dość znaczny ciężar na plecach, który jednak zdecydowałam się zignorować. Podskoczył parę razy, jednak ostatecznie nie minęło kilkanaście sekund, a zniknął. Zanim zdążyłam jednak odbębnić sukces, coś ściągnęło ze mnie kołdrę. Ponownie otworzyłam oczy, mordując wzrokiem przyjaciela, który, dalej w lisiej formie, trzymał moje przykrycie w zębach. Położył uszy po sobie, ogon chodził mu na boki w energicznych zrywach. Co za utrapienie...

5 grudnia 2025

Od Aliny cd. Waltera

– W takim razie pozwolicie, że jeszcze się rozejrzę.
– Dobrze. Proszę tylko uważać na oznaczone ślady.
Odeszła od taśmy i skierowała się bliżej środka ściany budynków i jednocześnie poszkodowanego. Wspomnianych śladów nie było prawie wcale. Policjanci jednak gorączkowo szukali jakichkolwiek innych, co mogło mieć związek z przybyciem Oddziału Specjalnego, który bezgłośnie ustawiał się przed wejściem do jednego z odleglejszych budynków. Zdziwił ją fakt, że przyjechali dopiero teraz... nie miała nic przeciwko nutce niebezpieczeństwa, bo nie przywykła do tego ani w pracy ani w życiu, ale zwykle działania władz miały odwrotną kolejność i ona była wzywana już po wszystkich akcjach funkcjonariuszy. Wszyscy skupiali się jednak nie na tym, co trzeba... dzięki czemu ona miała więcej miejsca. Oczywistym wydało jej się, że należy zbadać drogę ciała od dziwnego prochu na ziemi do miejsca, w którym się znajdowało obecnie – a trochę tych metrów było. Nie była specjalistką od zdarzeń i anomalii magicznych, ale intuicja jej nie zawiodła i gdy stanęła w idealnej linii pomiędzy tymi dwoma miejscami, wyczuła coś. Subtelne wibracje, które delikatnie jeżyły jej włosy na przedramionach. Ktoś mógłby pomyśleć, że to wpływ aury wydarzeń na ciało, ale ona zbyt długo obracała się w kręgach agentów specjalnych, magicznych ekspertów i zbyt wiele razy słyszała nieprawdopodobne historie. Każda akcja budzi reakcję  – z magią nie było inaczej.

2 grudnia 2025

Od Azury — Pierwszy śnieg

Tw: przemoc wobec zwierząt
Ludzie nie potrafią pojąć, że nie są najważniejszymi istotami na tym świecie. Jeśli do tego dysponują magicznymi zdolnościami, zdaje się, że sodówka uderza im do głowy już definitywnie. Myślą, że mogą decydować o tym, kto ma prawo do życia oraz jak to życie powinno wyglądać. Co dana istota, w ich mniemaniu gorsza, powinna robić, jak się zachowywać, co jeść, kiedy załatwiać potrzeby fizjologiczne. Bo przecież czynią tym wszystkim stworzeniom przysługę, dając im dach nad głową, nawet jak tylko na czas będący niezbędnym minimum, by urosły do akceptowalnych przez nich rozmiarów albo tak długo, jak pozostają dla nich w inny sposób użyteczne. Zapewniają im pożywienie zbilansowane co do mikroelementu, choć nie tak smaczne, jak to, co mogłyby jeść, będąc na wolności, sami obżerając się przysmakami przeróżnych kuchni świata, przygotowanymi przez najlepszych koneserów.

1 grudnia 2025

Od Lucille cd. Minkiego

Tw: przemoc
Jakby to była moja wina, że ta wiedźma w zasadzie sama mi tę moc oddała.
Westchnęłam, kręcąc herbatą w kubku. Zrobiło się już naprawdę chłodno, więc podrasowałam ją przyprawami korzennymi, pomarańczą i rozmarynem, a także tym nieszczęsnym miodem, na który zawsze tak się krzywiłam.
— Herbaty zimowe rządzą się innymi prawami, niż herbaty w pozostałych okresach roku, tak? — burknęłam, widząc rozbawienie na twarzy Minkiego, który uważnie śledził drogę łyżeczki od słoika do kubka, gdy szykowałam ją chwilę temu.

Podsumowanie nr 5

 Dzień dobry!

W telewizji zaczyna lecieć Kevin sam w domu, już nawet nie wiemy, który raz z rzędu. Zaczynają się świąteczne zakupy, ludzie powoli wariują, ekspedienci nie wyrabiają z wykładaniem świątecznego towaru. Świąteczna muzyka leci w tle, chcąc wprowadzić nieco świątecznego klimatu, gdy na dworze zamiast śniegu mamy jedną, wielką chlapę. 
Niektórzy powoli przygotowują się do sesji na studiach, inni w pracy zastanawiają się, kiedy wreszcie wolne, a kolejni... korzystają z uroku świątecznego klimatu! Natomiast na Deiranie pojawia się post z podsumowaniem listopada.

30 listopada 2025

Od Quinlan — Królestwo za czekoladę!

Dzień Quin był wyjątkowo spokojny. Siedziała w swoim niewielkim, prywatnym studiu, szkicując projekty tatuaży. Tym razem nie robiła ich na zlecenie konkretnego klienta. Ot, takie luźne prace. A nuż jak ktoś je zobaczy, to będzie chciał je sobie zrobić. Była zdania, że zawsze warto mieć kilka dodatkowych projektów na zapas. Na dźwięk dzwonka wiszącego nad drzwiami, podniosła głowę i spojrzała w stronę wejścia. Uśmiechnęła się delikatnie na widok przyjaciółki.

Od Quinlan — Pierdolona lawenda

W dość sporym laboratorium Selene ubrana w biały kaftan i okulary ochronne, ostrożnie przygotowywała nowy projekt. Z jak największą precyzją przelewała płyny, na koniec wlewając to wszystko do kolby stożkowej. Nie było tu mowy o możliwości popełnienia żadnego błędu. Każda, nawet najmniejsza, pomyłka mogła skończyć się zaprzepaszczeniem wielu godzin ciężkiej pracy, a w najgorszym wypadku wybuchem. 

Od Luci — Pakt z menelami

 tw! substancje psychoaktywne (w formie humoru)

    Myślałem, że czasy, kiedy mogłem trafić do kogoś na dywanik się skończyły. A właśnie siedziałem w gabinecie mojego szefa widząc jak ten czymś się stresuje. Co chwila przeczesywał swoje włosy a na jego skroni pojawiła się strużka potu. Żona mu nie daje? Jakoś nie chciałem mieszać się w ich sprawy. Po akcji z laurką z podpisem ,,kochamy cię kurwa mamo'' od ich córek, kobieta nie chce słyszeć mojego imienia w domu.

Od Waltera cd. Aliny

Gdy odrzucił już dwa budziki, jego telefon rozbrzmiał po raz trzeci, dając mu jasny sygnał, że zdecydowanie czas już wstawać. Cicho westchnął i podniósł się do siadu, zrzucając z siebie ciepłą kołdrę, przetarł dłońmi zaspaną twarz, odruchowo przeczesując swoje włosy do tyłu.
— Rozumiem, że każda żywa istota lubi spać, ale żeby wstawać dopiero przy trzecim budziku? — odezwał się nagle kot, który siedział naprzeciw mężczyzny, spokojnie wymachując swym długim czarnym ogonem. — Kiedyś faktycznie zaśpisz do pracy. — dodał, powoli zeskakując z łóżka.

29 listopada 2025

Od Ruby cd. Apolonie

"Na początku umysł stworzył myśl i pamięć. Pamięć zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru czasu, a Duch Potępienia unosił się nad czasem.
Wtedy umysł rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. Umysł widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał umysł światłość prawdą, a ciemność nazwał kłamstwem.
I tak upłynął etap rozpoznania - pierwsze poznanie dobra i zła."

28 listopada 2025

Od Cahira cd. Akiry

Rozwalony na fotelu, marzył już tylko, żeby ten dzień się skończył. Co tu się, myślał z ponurą miną, marszcząc brwi, opierając skroń na pięści, do kurwy nędzy wyprawia? Kiedy to się stało? Jak do tego wszystkiego doszło?

Od Sahiba — Wcale-się-nie-rozpraszam

— Stykam się ostatnio z ciekawą anomalią rozwojową — zaczął Aleister, stając przed lustrem. Narzucił wyjściową koszulę na ramiona, wyprostował plecy, spojrzał na Sahiba w odbiciu, nie patrząc na dłonie, zaczął zapinać guziki od dołu. — Dochodzi do niej u kilku gatunków zwierząt mieszkających w wymiarze, jaki ostatnio odwiedziłem.

27 listopada 2025

Od Yassina cd. Luthera

Postaram się poprawić? Co to za niezobowiązująca deklaracja? Phi. 
— Zgoda. — Podał Lutherowi mały palec, ale nie od razu, po chwili namysłu i z lekkim zawahaniem. Gdy przybili umowę, dodał, zmrużywszy powieki ostrzegawczo. — Ale pamiętaj, mam cię na oku.
— Masz mnie na oku? — Luther poruszył brwiami, zupełnie odwrócił kontekst i znaczenie słów Yassina. 
— Co... Nie, zaraz, nie tak! Nie przekręcaj!
Luther przymknął powieki, uśmiechnął się pod nosem niewinnie, rozłożył ręce bezradnie.
— Ale przecież dokładnie to powiedziałeś.
Yassin złapał się pod boki, spojrzał wymownie, patrzył tak chwilę. Słuchaj no, ty mały...

Od Anaxy cd. Axela

Sylwetki przesuwały się w półmroku, na sposób nieco pokraczny, jakby w świetle stroboskopów. Spowolnione, ale wciąż - widoczne, jednak nie na tyle, by określić czy miał przed sobą twarz Axela. Zacisnął więc usta w wąską kreskę, oparł się nieco na tylnej nodze jakby miał zaraz powstrzymać nadchodzącą falę. Obrócił w dłoniach sztylet - nawet nie pomyślał o tym jak szybko się znalazł pomiędzy jego palcami.

Od Violet cd. Eliasa

Tw: przemoc, gore

Ostatni raz, stojąc przed lustrem w łazience, poprawiłam grzywkę, upewniając się, że zasłania dość pokaźną, acz cienką szramę na moim czole. Jakby jakiś zirytowany kot postanowił przejechać mi pazurem przez twarz. Mimo, że minęły dwa dni, wciąż była żywoczerwona, jakby dopiero co powstała. Do tego próby jej usunięcia z mojej iluzji, przykrycia jakąś kolejną, wciąż spełzały na niczym. Irytowała mnie.
Tym bardziej, że nie miałam bladego pojęcia, jak powstała.

Od Aliny do Waltera

Czasami jedno spotkanie, jedno wydarzenie sprawia, że cały dotychczas znany świat drży w posadach”.

sygn. akt III Nsm 456/10

Szczegółowe badania porównawcze: materiał tkankowy A (próbka ante mortem) oraz włókna B pobrane z lokalizacji GWZ.38.4.34, wykazują kompletną niezgodność genetyczną oraz niezgodność klasyfikacji gatunkowej. Badania wykazały ponadto, że stopień degradacji biologicznej próbek A jest wyższy niż oczekiwany dla żywego organizmu, co pozwala zaklasyfikować przypadek ten jako anomalia...

________________________________________________

25 listopada 2025

Od Luci — Nie ten striptizer

 tw! przemoc, seks

    Klub jak co wieczór zgromadził pełno ludzi, od ważnych polityków, biznesmenów czy innych typów w garniturach, po znajomych Marco. Nikogo tutaj nie obchodziło to, że klub jest nielegalny czy to, że serwuje walki bez żadnych ustalonych reguł. Im więcej krwi tym bardziej ciekawy seans dla odbiorców. Tak długo, jak Marco będzie miał chronione plecy, to miejsce będzie istniało i nikt z tym nic nie zrobi. A ja dalej utrzymam swoje miejsce pracy i dość spory zarobek. Chyba że wcześniej jakiś osiłek na tyle mi wpierdoli, że nie będę w stanie dłużej tego robić. Na razie się na to nie zapowiadało. I bardzo dobrze. Robiłem tutaj naprawdę bardzo dobrą robotę. Po kilku minutach światła w klubie skierowały się na oktagon. Wyszedłem z zaplecza obserwując co dzieje się dookoła mnie. Muzyka ucichła, przez co dokładnie słyszałem o czym ludzie ze sobą rozmawiają. Niektórych znałem z telewizji, jak wypowiadali się o ważnych kwestiach dla społeczności kraju. Szkoda, że nie wszyscy wiedzieli co tacy ludzie robią po godzinach pracy. Dostrzegłem jak dwóch kolesi przepychało się przez tłum ludzi, trzymali w dłoniach pomięte banknoty.

24 listopada 2025

"Musiałeś narobić sobie po drodze kilku wrogów. Może nie dziś i nie jutro, ale ktoś znajdzie sposób, żeby Cię pokonać..."

Musiałeś narobić sobie po drodze kilku wrogów. Może nie dziś i nie jutro, ale ktoś znajdzie sposób, żeby Cię pokonać...
– Widziałem, jak znowu wychodził bez słowa.
– To dobrze. Cisza u niego oznacza, że coś rozgryzł.

Abominacja już tu jest

 

I. ODCISK W REJESTRZE

IMIĘ I NAZWISKO: dr n. med. ALINORA STARSON | Alina (nikt nie używa jej pełnego imienia)
WIEK & DATA UR.: 117 LAT| LUTY, 27 | Długowieczna
PŁEĆ: KOBIETA
RASA: HYBRYDA | Czarownica & Zombie
POCHODZENIE/ZAMIESZKANIE: DEIRAN | Południowa Dzielnica (tam, gdzie są wille), a Kostnica jej drugim domem.
ZAWÓD: PATOLOŻKA SĄDOWA, już ponad 20 lat grzebie w ciałach  

20 listopada 2025

Podsumowanie Halloween 2025

Dzień dobry! 

Na Deiranie pojawił się pierwszy Halloweenowy event! Czas dyni już za nami, ale my przychodzimy z podsumowaniem eventu!
Tematycznych opowiadań pojawiło się na blogu łącznie 12! Łączna liczba słów z Waszych opowiadań wyniosła 28 013

19 listopada 2025

Od Apolonie cd. Ruby

Przyłożona do ust dłoń zabarwiła się po raz kolejny na czerwono, niezbyt zwracałam jednak na to uwagę, miałam bardziej niecierpiące zwłoki sprawy na głowie. Ta dwójka wystarczająco dała mi się we znaki, poleciało kilkadziesiąt lat jak nic, które mogłam dobrze spożytkować we właściwie każdy inny sposób, już nie mówiąc o wtrącaniu się w całkowicie nie swoje sprawy w momencie, gdy łaskawie zdecydowała się zgarnąć mnie z ulicy. Dosłownie sekundy potrzebowałam na zorientowanie się w sytuacji. Nieprzytomna, jak się okazało stara znajoma, leżąca na korytarzu z wyrżniętymi czarnymi skrzydłami i niezbyt lubiany przeze mnie mężczyzna stojący zaraz obok opierając się o ścianę, niczym czarny wilk rzucający nieprzychylne spojrzenie na ewentualne zagrożenie, patrzył bez słowa w moją stronę. Na jego nieszczęście, mimo wielu nieporozumień i wzajemnych fochów, czas niezmiennie zawsze był, jest i będzie po mojej stronie. Nie wyjdzie raz? Będzie drugi, trzeci, dziesiąty, ja mogę do skutku właściwie przez wieczność.

17 listopada 2025

Od Minkiego cd. Lucille

Zdołał zapomnieć, jak bardzo życie bywa przewrotne; jak jedna znajomość potrafi odmienić spojrzenie na ludzi. Minki, choć sporo już miał na karku, to nadal miał sceptyczne podejście do ludzi. Trudno było okazywać mu szacunek, gdy wiedział, jak bardzo potrafili upodlić drugą osobę, żeby dostać to, czego pragną. Kiedy spędzał czas z Lucille, potrafił o tym zapomnieć, czasami pojawiła mu się myśl, że przecież ludzie nie są tacy źli, ale kiedy przychodził czas na rzeczywistość... kiedy krążył po obrzeżach miasta w poszukiwaniu rozrywki, to nigdy nie musiał długo jej szukać.

14 listopada 2025

Od Lucille cd. Minkiego

Obecność kogoś, na kim można zawsze polegać w życiu, kto zostanie z tobą bez względu na wszystko, było niezwykle pokrzepiające. Przyjemne. Wygodne. Zbyt łatwo szło się do tego przyzwyczaić, zapomnieć, że życie nie zawsze tak wyglądało i powinno się być może czerpać z tego, co dane, ile wlezie, bo kto wie, kiedy się skończy.
Jak tak nad tym myślałam doszłam do wniosku, że Minki musi mieć naprawdę silną psychikę. Ciekawe, ile rozstań z osobami sobie bliskimi musiał przeżyć w swoim życiu. Jakim cudem jeszcze się tym nie załamał i potrafił tak pozytywnie iść przez życie mimo wszystko.

11 listopada 2025

Od Sahiba cd. Aleistera

Eryne, nastroszona, z bojowo rozrzuconymi skrzydłami, syczała na Aleistera jak rozjuszona kotka. Świdrowała go żółtymi oczami, zadzierała głowę, rzucała wyzwanie. Sahib, zirytowany, że drze mu się prosto do ucha, drepcze po ramieniu i wbija pazury, przytknął jej dziób dwoma palcami. Eryne wyswobodziła się kilkoma bardzo oburzonymi machnięciami karkiem, zsyczała go karcąco. Śmieszny-mały-goblinie-co-ty-wyprawiasz-próbuję-cię-bronić.

8 listopada 2025

Od Azury — Woda i ogień

Jednych woła głęboka woda, innych nieskończona przestrzeń nad nami. Zwykły śmiertelnik prawdopodobnie nigdy tego nie zrozumie. Ten zew to coś umykającego rozumowi przeciętnego człowieka. Potrzeba by działać, znaleźć się w miejscu, które do ciebie krzyczy, abyś oddał się w jego ramiona. Woła zajadle, tworząc w wyobraźni niemożliwy do nasycenia głód doznań, jakie ze sobą niesie. Widzisz, jak bardzo jest pociągający, gdy spojrzysz w oczy osoby zakochanej w żywiole. One błyszczą. Ten wyraz twarzy, gdy o nim opowiadają, jakby był najcenniejszym w ich życiu, choć przecież tak naprawdę do nich nie należy, a oni z resztą wcale nie chcą go posiąść. Pragną się nim delektować, żyć dla niego, móc rozkoszować się jego pięknem raz za razem, z każdym kolejnym spotkaniem nie tracąc zapału i tego czegoś, co pozwala im się nim każdorazowo na nowo zachwycać. To nigdy się im nie znudzi i jak niebezpieczne by nie było, nie zrezygnują z poświęcenia temu swojego losu. Bo tylko myśl o bezkresnej, zbadanej przez tak niewielu, przestrzeni zdaje się sprawiać, że mają ochotę wziąć następny oddech. Zrobić kolejny krok naprzód, by iść przez życie z uśmiechem na ustach i tym nieskończenie dla zwykłego człowieka irytującym wyrazem twarzy mówiącym, że to właśnie oni przeżyli coś niezwykłego.

7 listopada 2025

Od Yassina — Halloweenowa randka II

— Dość, dość... litości...  — Yassin teatralnie zgiął się wpół, złapał za bok, demonstrując wszem i wobec, że mu wystarczy, dłużej nie da rady, Luther tak go przetańczył, że dostał kolki i nie może złapać tchu. — ...wy się bawcie dalej... a ja (dobrzy bogowie, czy ty nigdy się nie męczysz? Co to za kondycja? Paskudny gliniarz z Vipers...) idę do stolika usiąść i trochę odpocząć.
Yassin nie wiedział, czy usłyszano go mimo rozmów i muzyki, ale, jeśli nie, odegrał scenę wystarczająco przekonująco, bo Sabamira odkrzyknęła:
— Czekaj, idę z tobą. — Spróbowała zdjąć szpilkę ze stopy, zachwiała się wypitym wcześniej alkoholem, stwierdziła, że nie ryzykuje. Oparła się o Luthera bezceremonialnie, widocznie uznając go za najstabilniejszy obiekt w pobliżu. Zdjęła buty, stanęła na parkiecie zupełnie boso:  — Patrzcie, co się stało, nadłamałam obcas. 

6 listopada 2025

Od Anaxy — "Dwadzieścia cztery godziny w opuszczonym szpitalu w Halloween o trzeciej w nocy" challenge (gone wrong!)

— Hej, cześć, witajcie w pierwszym odcinku na naszym nowym kanale Deiran Paranormal Investigators! — Z szerokim uśmiechem na twarzy Anaxa złapał jedną stronę kamery, co by mieć pewność, że kameruje tylko jego. I tak, dla zasady, ogarnął dłonią hol wejściowy - jego obdrapane ściany, ledwo co wiszące, wyblakłe obrazy i gabloty informacyjne, podgniłe biurko recepcji. Ale zrobił to tylko dlatego, żeby dodać sobie autentyczności, bo i tak noktowizja w tym modelu była ... słaba, jakby uprzeć się na eleganckie słowa.

Od Luci — Halloween dla zaawansowanych idiotów

tw! seks, podpalenie, zwierzęta (wąż)

Obróciłem się na plecy, wzdychając tak głośno, jakbym zaraz miał co najmniej umrzeć. A dopiero co się obudziłem, telefon bezczelnie pokazywał już szesnastą. No cóż, parę walk w klubie w nocy trochę mnie wyssało z energii. Kiedy tylko wróciłem, padłem jak długi na łóżko i zasnąłem jak dzieciak.
Zsunąłem z siebie kołdrę i podniosłem się, przeczesując włosy do tyłu. Nogi mnie paliły jak cholera, gdy tylko spojrzałem w dół, zobaczyłem kolekcję siniaków i otarć.

3 listopada 2025

Od Lucille — Halloweenowa katastrofa IV

Tw: paranormal activity

Od Nyxariena — Halloween

Wielkość uzyskana z wiekiem dla każdego drakonida jest stopniowo coraz trudniejsza do ukrycia, zwłaszcza jeśli kolor łusek nie sprzyja dziennemu maskowaniu się na niebie. To wodne osobniki mają to ułatwienie, że statystycznie mniej ludzi zagląda do toni wodnej na dużych głębokościach, niż podnosi wzrok ku górze... Dlatego jedną z pierwszych wybitnie wpajanych lekcji w rodzie Valiant jest latanie w prawdziwej postaci tylko i wyłącznie podczas nocy; stąd też między innymi pojawiła się typowa dla nich możliwość używania żywiołu tylko po zmroku... Naturalne dostosowanie ewolucyjne wynikające z doboru naturalnego, co w skutkach było dość krwawe dla najwcześniejszych Valiantów.

1 listopada 2025

Od Minkiego — Halloweenowa katastrofa III

Od Aleistera — Halloweenowy Sabat II

Ciężkie, hebanowe stoły były ułożone wokół strzelającego ogniska na kształt półksiężyca. Każdy miał wyznaczone miejsce - tak jakoś się złożyło, że Sahib wraz z Aleisterem zostali usadzeni pomiędzy Scalą a Vincentem - którego nikt nie śmiał zmieniać. Czy stała za tym organizacja, czy raczej małostkowa chęć podkreślenia swojego rodzaju hierarchii w świecie czarowników? Kto to wiedział. Nikt nie pytał, ale za to każdy bezsłownie akceptował.
Chociaż, Aleister musiał przyznać, Sahibowi nie przyszło to od razu z taką łatwością jak się spodziewał. Bowiem nawet jeśli przed przyjściem na sabat tłumaczył mu subtelne różnice w kwestii tego, na czym polega ten odłam magicznego półświatka, styczność z nim w najczystszej formie przynajmniej wywołała u czarodzieja tymczasowe zmieszanie (jak nie konsternację).

Podsumowanie nr 4

 Dzień dobry!

Wchodzimy w nowy miesiąc, w sklepach pojawiają się dekoracje świąteczne, w radiach grają pierwsze piosenki jak Last Christmas, a to dopiero listopad! Za to na Deiranie pojawia się podsumowanie, ale października!
Kolejny miesiąc to nowe, niecodzienne historie, które tworzymy spod magicznego, pisarskiego pióra, a raczej palców. Autorzy nie zwalniają tempa, a dzięki temu mogliśmy wczuć się w nowe, tajemnicze, zabawne lub dramatyczne historie! 

31 października 2025

Od Sahiba — Halloweenowy sabat I

Alek szedł pierwszy, przyświecał im w leśnym mroku przyzwaną pstryknięciem palcami kulą magicznego światła. Stawiał stopy ostrożnie, trochę, jak domyślał się Sahib, z uwagi na biodro, trochę, bo kula nie pozwalała im widzieć, co kryło się pod warstwą liści i gałązek, po których, nie mając wyjścia, stąpali. Na sabat musieli dotrzeć pieszo, a przynajmniej nie mogli teleportować się bezpośrednio na górę. Alek wyjaśnił Sahibowi wcześniej, że już dawno została zabezpieczona skrzętnie skomponowaną siecią magicznych barier. Zapewne ochrona przed nieproszonymi gośćmi, mogącymi zakłócić przebieg wydarzenia, mruknął Sahib, marszcząc lekko nos, gdy jego but mlasną w ukrytej pod leśnym runem błotnisto-kleistej kałuży. 

Od Violet — Nie idźcie do lasu w Halloween

Tw: gore

Od Minkiego cd. Lucille

Udał się do kuchni, postanawiając zostawić całe towarzystwo w spokoju. Minhyuk pilnował wujka Lucille, a Minki w tym czasie zajął się przygotowywaniem herbaty dla siebie. Nie uśmiechało mu się stać i przyglądać temu wszystkiemu bez gorącego napoju. Był już zmęczony wszystkim, co się działo wokół niego. Potrzebował chwilowego spokoju, pewnego rodzaju wakacji od życia. Jednak o czymś takim mógł jedynie pomarzyć. Patrzył na czajnik, czekając, aż woda się zagotuje, jednocześnie zastanawiał się, jak teraz będą musieli zamknąć sprawę wiedźmy. Chcąc nie chcąc, była silna, a to stanowiło ogromny problem, gdy Minki musiał jednocześnie mieć na uwadze Lucille. Minhyukowi nie pozwoli rzucić się ot tak na wiedźmę, bo wiedział, że może stać mu się krzywda. Jednocześnie miał na uwadze to, że jego brat nie ma tak rozwiniętych umiejętności. Skupiony zawsze jest na użyciu siły, więc... ale może to pewnego rodzaju zaleta? Może dzięki temu przykują jej uwagę i będą w stanie rzucić na nią klątwę. Nie, do tego potrzeba osoby, która się na nich zna i używa na pstryknięcie palców. 

Od Lucille — Halloweenowa katastrofa II

Od Luthera — Halloweenowa randka I

Od Minkiego — Halloweenowa katastrofa I

27 października 2025

Od Eliasa cd. Violet +18

Tw.: Przemoc, wulgaryzmy.
Ostatnie zlecenie dla Vipers zakończyło się pełnym sukcesem. Dzięki temu Elias i Violet mogli wreszcie spędzić ze sobą więcej czasu - czasem zwyczajnie leniuchując i oglądając filmy, innym razem wybierając się na miasto albo daleko poza nie, by podziwiać świat z góry. Brunet coraz lepiej czuł się w swojej "gadziej" formie - jeśli w ogóle można tak nazwać jego nietypową przemianę. Nie męczyła go już tak jak dawniej, a sama transformacja przebiegała płynniej, z większą zwinnością niż za pierwszym razem. Niekiedy zastanawiał się, dlaczego właściwie Vantar nadał mu smoczy wygląd, lecz spoglądając na Violet i ilość czasu, jaki z nią spędzał, odpowiedź wydawała się oczywista.

19 października 2025

Od Lucille cd. Minkiego

Zadając swoje pytanie te parę dni temu zupełnie nie chciałam doprowadzić do tej sytuacji, do której doprowadziłam. Ojciec mierzył się ze swoim bratem wzrokiem, a narastające pomiędzy nimi napięcie dało się wręcz wyczuć w postaci drobnych wyładowań w powietrzu. Dziwna sprawa, ale zdaje się zawsze tak wyglądały ich walki na spojrzenia — przesycone magią. Powstrzymałam się przed głębokim westchnięciem, żeby nie prowokować nikogo swoją reakcją. Gdy się kłócili zawsze najlepiej było pozostawić ich samym sobie.
Chyba, że było się moją matką.

Od Azury — Szepty przeszłości IV

Lata spędzone z Kilianem były najpiękniejszym czasem w moim życiu.
— Widziałem tu wczoraj sarny, jak wracałem do domu — głęboki głos mężczyzny przebił się przez jednostajny huk nieprzebranych myśli w mojej głowie. Jakby jego choroba nie była wystarczającym zmartwieniem, to jeszcze badania od jakiegoś czasu nie szły po mojej myśli, moja asystentka zrezygnowała z doktoratu, wszystko nagle zwaliło się na moją głowę. Byłam zmęczona, nieobecna. Ale ponieważ Kiliana nie dało się zbyć byle jakim argumentem, zostałam tego dnia siłą wyciągnięta z domu na polowanie z aparatem, jak lubił nazywać moje, niegdyś samotne, wyprawy. Teraz nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio byłam w lesie bez niego. — O, popatrz!

12 października 2025

Od Sahiba — Wybacz nieelegancką formę

Alek,
wybacz nieelegancką formę, piszę ręcznie. Moje samopiszące pióro pogniewało się na mnie, kategorycznie odmawia dalszej współpracy i nie pozwala podyktować sobie listu. Powody? Nowy atrament, w innym odcieniu niż zazwyczaj, nie zabrałem ze sobą standardowego, ciemnozielonego. Zmiana otoczenia, tutaj, w goblińskim domu mojej rodziny, chyba mu się za bardzo nie podoba, nie ma nobliwego towarzystwa innych ładnych i nietanich przyborów do pisania, do których u nas przywykło. Poza tym: mój mezalians z tanim długopisem. Nieopatrznie zapisałem nim, o której wpadnie Scala, pióro to zobaczyło i uznało, że zhańbiłem je, zbrukałem swoje ręce na zawsze i przestałem być go godzien. Obecnie, o ile dobrze zrozumiałem, rozgląda się więc za nowym właścicielem. Lepiej uważaj, jako czarodziej poważny, potężny i utytułowany, możesz być w jego oczach dobrą partią.

11 października 2025

Odejście

 W dniu 11.10. odchodzi z naszego grona Mephista Avialli. Dziękujemy za spędzenie z nami czasu, a wrota Deiranu pozostają dla Ciebie otwarte!



Od Azury — Szepty przeszłości III

Zaczęliśmy się regularnie widywać nie tylko podczas występów. Stosunkowo szybko złapałam się na tym, że na samą myśl o ponownym spotkaniu czułam rozrastające się w sercu ciepło. Przychodziłam czasami na próby, posłuchać ich muzyki. Wróciłam do grania na klawiszach, niekiedy po spotkaniach zespołu rzępoliłam co nieco na gitarze Kiliana, ku ogólnej uciesze wszystkich członków podśpiewując jakieś dziwne piosenki, o których znajomość zdecydowanie nikt by mnie nie podejrzewał. Zawsze, gdy kończyłam, w małym, wynajmowanym pomieszczeniu w piwnicy jednej z licznych kamienic Deiranu, rozlegały się gromkie brawa i gwizdy, do których zaraz w akompaniamencie dołączały głośne śmiechy.
Nareszcie czułam, że naprawdę gdzieś pasuję.

10 października 2025

Od Minkiego cd. Lucille

Minki starał się nie pouczać Lucille, co przychodziło mu z niezwykłym trudem. Wiedział, że kobieta nieszczególnie analizuje wszystkie swoje ruchy czy słowa. Postępuje lekkomyślnie, a przez to wpada w tarapaty. Nie dziwiło go to, że jest ona magnesem na problemy. Samym swoim postępowaniem się o to prosiła. Polegała na swoich magicznych umiejętnościach, które teraz zniknęły i pozostała bez niczego. Charakterystyczny zapach magii nie unosił się w powietrzu, nie dało się go wyczuć. Dlatego tym bardziej martwił się o kobietę. Dał jej kluczyki od swojego samochodu, nie chcąc słuchać, że dojedzie komunikacją miejską do swojej pracy. 
Z tyłu głowy dalej miał świadomość, że to wszystko jeszcze się nie skończyło. Stan zdrowia kobiety nie polepszał się; może i nawet się pogarszał, ale Minki starał się nie dopuścić do siebie tej myśli. Jednak taka była prawda, z którą musiał się zmierzyć, a to wcale nie było takie proste. 

Od Lucille cd. Minkiego

Nie miałam pojęcia, kiedy przebywanie z Minkim stało się dla mnie czymś najnormalniejszym na świecie.
Zjedliśmy razem kolację, a ja postanowiłam podziękować mu za pomoc i gościnę tak, jak umiałam najlepiej — piekąc coś dobrego. Zaczynała się jesień, a więc i w końcu sezon na moje ulubione produkty, jeśli chodzi o pieczenie. Dynie, jabłka, gruszki, wszystkie te korzenne przyprawy, w tym cynamon... Jeszcze tego samego wieczoru zarobiłam ciasto drożdżowe z dodatkiem dyni i odstawiłam do wyrośnięcia w lodówce, żebym rano mogła przygotować z niego bułeczki cynamonowe. Zajęło mi to trochę czasu, bo wymagało wcześniej jeszcze upieczenia kupionej dyni, Minki cały proces siedział ze mną w kuchni i przyglądał się temu, co robię. W pewnym momencie chyba uznał, że jednak patrzenie, jak wyrabiam z piętnaście minut ręcznie ciasto drożdżowe, jest strasznie nudne, przytargał więc swojego laptopa wraz z kartą z aparatu i zaczął coś w nim klikać. Pewnie obrabiał zdjęcia do pracy.

8 października 2025

Od Azury cd. Nesima

Nie spodziewałam się takich tłumów, gdy szłam przez plac Kyrylla, kierując się na parking, gdzie rano, idąc do pracy, zostawiłam samochód. Gdybym wiedziała, wybrałabym inną trasę, co prawda nadrabiając sporo drogi, jednak przynajmniej ominęłoby mnie przedzieranie się przez masę stłoczonych ludzi. Wielu trzymało w rękach drogie lustrzanki i bezlusterkowce, unosząc je ponad głowami rozemocjonowanego motłochu, wszystkie kierując w tę samą stronę. Nie mogłam dostrzec, kto wywołał takie poruszenie, z resztą nie obchodziło mnie to za bardzo. Ostatecznie każda sławna osobowość była wciąż tylko istotą myślącą, jak wszyscy zebrani - jedynie nieco inaczej. O ile zasługiwało to na pewien szacunek, być może nawet podziw, jednak niezdrowa ekscytacja, jak ta reprezentowana przez zgromadzony tłum... Cóż, pozostawała niezdrowa.

7 października 2025

Od Nesima do Azury

Za każdym, ale to każdym razem podczas chociażby przygotowań do pokazu coś musiało pójść nie tak. Raz były to problemy w dostawie prądu w okolicy, gdzie znajdował się przerobiony na wybieg dawny magazyn wojskowy. Innym razem były to problemy w uzyskaniu wizy przez modelkę aż z Madkiwe, która miała zaprezentować kreacje Santiago. A jeszcze innym były to problemy z protestami ze strony lobby anty-magicznego, które chciało zakazać przedstawiania publicznie odzieży użytkowej dla członków Inspektoratu.
Dlatego w momencie gdy w progu pracowni Nesima zjawiła się dwójka jego asystentów, po prostu westchnął, odłożył na odległy stoliczek filiżankę z herbatą. Odwrócił się na swoim stołku na kółkach, a stopy oparł o podnóżek. Bynajmniej nie ukryło to faktu, że kolana zaczęły mu podskakiwać w rytmie nazbyt intensywnym.

6 października 2025

Od Ruby cd. Apolonie

Zły stan klimatu dał się we znaki w nieodpowiednim momencie i nieodpowiednim czasie. Kto określi pogodzie, jaki czas i jakie miejsce jest odpowiednie? Tak czy inaczej, niebo zapłakało nagle i niespodziewanie mocno. Tyle jakby za jednym razem chciało nadrobić 3 tygodnie nieprzerwanego, letniego słońca. To było boskie objawienie dla upraw, lecz nie dla miastowych labiryntów.
To, że dobiła 18sta godzina, nie robi różnicy. Miasto żyje cały czas. Większość zdążyła się schować. Niektórzy z nich wyglądali ze swoich kryjówek na tych, którym się nie poszczęściło i którzy wciąż szukają.

Od Minkiego cd. Lucille

Od przebudzenia Lucille minęło zaledwie kilka dni. Minki czuł się wręcz zobowiązany do sprawdzania jej stanu zdrowia. Nadal nie podobało mu się, że kaszlała krwią, a żadna pomoc nie działała. Jego umiejętności regeneracyjne były dość mocno ograniczone, nie potrafił jej pomóc w żaden, sensowny sposób. Jedynie Minhyuk i Soo potrafili zregenerować drugą osobę bez potrzeby jej opętania. On tego nie potrafił i nie miał zamiaru obecnie ryzykować, aby tego spróbować. Mogło coś pójść nie tak, a to tylko wpędziłoby go w poczucie winy, że nie potrafił jej pomóc.

5 października 2025

Od Azury — Szepty przeszłości II

Okazał się mężczyzną przepełnionym emocjami. Wszystko, co czuł, przeżywał kilkukrotnie bardziej, niż inni. Potrafił to także perfekcyjnie przekazać, zainteresować innych, poruszyć struny ich dusz swoją muzyką. Jego umiejętności gry na gitarze, jego głos... Całym sobą krzyczał, jak pełno jest w nim tego wszystkiego, co sprawia, że jesteśmy ludźmi. Każdym szarpnięciem strun, wyśpiewanym słowem, celebrował te nieskończone pokłady bólu i piękna, kryjące się w oddychaniu.
Nie spotkałam nigdy wcześniej człowieka, który doprowadziłby mnie swoją sztuką do płaczu.

4 października 2025

Od Lucille cd. Minkiego

Nigdy wcześniej nie miałam tak barwnych i przepełnionych dźwiękami snów.
Obrazy tak ostre, jakbym oglądała je na bardzo dobrej jakości telewizorze, przewijały się w mojej głowie, a ja nie potrafiłam nadać im sensu. Wszystko wydawało się go pozbawione. Dźwięki przypadkowych rozmów ludzi, których nigdy wcześniej nie widziałam. Czułam się zagubiona w tej kakofonii, wciąż docierało do mnie zbyt wiele na raz. Chciałam się obudzić, jednak nie potrafiłam.
Co jakiś czas wśród obrazów pojawiała się twarz, którą znałam doskonale. Uśmiechnięty, ciemnowłosy mężczyzna z lisimi uszami. Za każdym razem znikał tak szybko, jak się pojawiał, wciągany przez kogoś w tłum.

3 października 2025

Od Aleistera — Tak niech się stanie V

 Kolejna filiżanka stoczyła się sama z siebie ze stołu, przy którym Sahib siedział. Skupiony na stercie esejów, do których miał czas (i emocjonalny stan) usiąść dopiero teraz, nie zauważył złośliwego naczynka dopóki to nie upadło na podłogę i nie rozbiło się z nieprzyjemnym gruchotem. Podskoczył na krześle, nakazał unoszącemu się nad blatem piórze wrócić do małej, mahoniowej podstawki. Z westchnięciem odwrócił się w kierunku skorupek.
— Znowu... To już trzecia od poniedziałku — westchnął cicho, jednak nie schylił się, by rozbite naczynko podnieść. Nie, oparł się na przedramionach, ramiona mu jakoś tak zwisły. Nawet te uszy, och, te uszy... Wyglądał jak smętne kocię.

Exit Music (For A Film)

Nitimur in vetitum semper cupimusque negata.



Nesim Aytaç Santiago | 29 lat | Projektant mody | Rzeźbiarz Kości | Sahadis, aktualnie Vannidor

1 października 2025

Podsumowanie nr 3

  Dzień dobry!

Kolejny miesiąc przeminął, nadszedł czas na zerwanie kolejnej kartki w kalendarzu, a na Deiranie pojawia się podsumowanie września!
W tym miesiącu pojawiły się kolejne nowe i ciekawe historie, które dostarczyły wiele emocji; od najbardziej delikatnych, zabawnych historii po pełne dramaturgii. Również zaczynamy październik; dla niektórych to czas powrotu do studiów, mamy jednak nadzieję, że semestr będzie dla Was wszystkich łagodny i będziecie mogli tworzyć kolejne historie czy to kolejne postacie! 

30 września 2025

Od Cahira — Epizody życzliwości

Splótł palce, poczekał, aż Akira wsadzi w nie stopę, na trzy-cztery podrzucił mężczyznę na grzbiet Ksantosa. Siwy wałach, uosobienie spokoju, najlepszy koń Ksandra chodzący w bryczce, nie drgnął z miejsca, potrząsnął tylko grzywą, dzwoniąc kółkami ogłowia. Akira, mimo braku siodła, zapewne bez większego trudu zdołałby wskoczyć na konia sam, ale Cahir czasem miewał przebłyski przyzwoitości, bywał uprzejmy i zdarzało się, że oferował pomoc, choć go o to nie proszono. A Aki raczej z tymi epizodami życzliwości nie dyskutował.
— I jak się siedzi? — zapytał Cahir, podając wodze.
— Z każdym tygodniem coraz lepiej. — Akira dał koniowi sygnał, ruszył wokół Cahira stępem. — Na oklep także.

Od Madeleine — Koszmar

Niewielki pokój oświetlony jedynie przez delikatną smugę księżyca wpadającą przez okno. Szare ściany. A pośrodku tego pusta kołyska. I ona. Różowowłosa dziewczyna siedząca skulona przy niej. Z jej ust wydobywało się żałosne łkanie. Wręcz dusiła się przez płacz. Nie umiała uwierzyć w to, co się stało. To nie mogła być prawda...

Od Apolonie cd. Ruby

    Bezbronny baranek, idąc na rzeź, nie jest świadomy nadchodzącego końca, natomiast smak porażki nie przychodzi na myśl katu, który jest zbyt pewny swojej wygranej pozycji. Jednak wszystko na tym świecie jest na chwilę. Uczucie zwycięstwa przemija, znika przygniecione przyszłą przegraną, od której dzieli go naprawdę cienka linia. Tak jak moje niedopatrzenie, nieostrożność sprawiła, że nie doceniłam mężczyzny i w ułamku sekundy straciłam to, co usilnie chciałam zatrzymać. Paradoks polega właśnie na tym, że im bardziej zaciskamy pięść, tym łatwiej wymyka nam się z niej to, co próbujemy utrzymać. Ale w tym przypadku nie tylko ja straciłam, chwilowa utrata kontroli zdecydowanie była tego warta, ją da się odzyskać w mgnieniu oka, ale jeśli czas nie zatańczy, jak mu zagrasz, elementu zaskoczenia już nie odzyskasz. Właśnie tym sposobem wczorajsze wilki stają się dzisiejszym owcami. Rozdrażnione przeszłą porażką i pouczone teraźniejszymi wnioskami dzisiejsze owce staną się jutrzejszymi bestiami. A jutrzejsze bestie mądrzejsze i niebezpieczniejsze, ale już nie tak porywcze wiedzą, że ich czas nieubłaganie nadchodzi. Ale to nie był czas bestii, to nie był mój czas, jeszcze. Musiałam cierpliwie odczekać swoje. Być może wymiary tego świata nie stanowią barier dla czarnowłosego, świat nie jest dla niego zagadką, a przestrzeń jest szachownicą, na której jest najwyższą z bierek. Jednak czas, czwarty wymiar to inna historia. Nawet hetman, najsilniejsza figura, poruszająca się w trzech kierunkach nigdy go nie dosięgnie. To moja bajka, prywatne królestwo, szachownica, której niezrównanym arcymistrzem jestem ja.

Od Anaxy — Forwards, Beckon, Rebound I

Wiatr był jak zimne opuszki palców na śniadej skórze. Przeczesał ociekające od deszczu, kolorowe włosy, pozostał na dłużej w ciężkich kosmykach. Wywołał u Anaxy dreszcz, nawet lekkie zagrzechotanie zębami jednak nie na tyle mocny by okrył się szczelniej bluzą. Nie żeby, tak szczerze, jakoś go to zimno ruszyło. Teraz? Było mu już wszystko jedno.

Okrutna rzeczywistość, jak to się mówi. Pełna goryczy i niesprawiedliwości. Pytań, na których odpowiedzi nie znał nikt. A nawet jeśli znał, chował je zazdrośnie, złośliwie, zaborczo. Pozostawał niesmak tej wkurwiającej pustki, której głodny chłód ciągnął go w dół. Coraz głębiej, coraz niżej. Każdego dnia.

Od Minkiego cd. Lucille

Nie podobało mu się to, co musieli zrobić, a raczej: co musiała zrobić Lucille. Doskonale wiedział, że nie jest to najlepszy pomysł, aby osoba bez doświadczenia rzucała klątwy. To było największe przekleństwo całej tej sytuacji. Było ogromne ryzyko, że mimo jego pomocy i oparcia, to wszystko może szlag trafić, gdy ciało kobiety nie wytrzyma tak potężnej klątwy, w której nie była obyta. Nie interesowała się tym, nie robiła tego na co dzień. 
Kiedy wydawało się, że już było po wszystkim, to Minki zrozumiał, że najgorsze było dopiero przed nimi. Ciało Lucille nie wytrzymało mimo tego, że otrzymała dodatkową magię, która powinna ją ochronić. Nie korzystała z niej na tyle, ile powinna, za mało. Trzymał jasnowłosą kurczowo, nie pozwalając jej się poruszyć. Wiedział, że będzie musiał ją stąd zabrać, najlepiej teraz. Odwrócił głowę, gdy usłyszał gwizdanie Minhyuka, który stał na czatach. Nie było czasu. 

Od Violet cd. Nyxariena

Gdzie ja, do kurwy nędzy, trafiłam?
Wraz z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez stojącą przede mną, dziwną, białowłosą istotę udającą kobietę, ogarniał mnie coraz większy niepokój dotyczący moich nowych znajomych. Zaczynałam wręcz podejrzewać, że gorszego zbiegu okoliczności nie mogłam doświadczyć. Co to było tak naprawdę za miejsce? Jakie jeszcze lokalizacje i istoty się tu znajdowały? Co knuł stary smok, o jakich badaniach była mowa... Tyle niewiadomych, niedopowiedzeń, sformułowań jakże malowniczych, acz z gruntu pozbawionych większego sensu, jakby potokiem słów próbowano zbić mnie z tropu, bym nie zadając pytań zgodziła się ze wszystkim i na wszystko, co już zostało i jeszcze będzie mi przedstawione.

29 września 2025

Od Azury — Szepty przeszłości I

Nigdy nie sądziłam, że można się w kimś tak głęboko i nieodwracalnie zakochać.
Tamtej nocy nie spodziewałam się niczego szczególnego. Zwyczajne wyjście z zupełnie zwyczajnymi ludźmi z uczelni, których nie darzyłam żadnym szczególnym uczuciem, poza chłodną akceptacją ich obecności w mojej przestrzeni. Jedna z dziewczyn przekonała mnie obietnicą dobrej muzyki, tego wieczoru w klubie wystąpić miało pokazowo kilka zespołów. Byłam ciekawa, nic więcej. Co też mają do zaoferowania niezbyt jeszcze znani amatorzy, marzący o sławie w świetle reflektorów?

26 września 2025

Od Yassina — Może różyczki, piękny kawalerze

Yassin, czekając w parku na Luthera, nudził się jak mops. Bawił się bukietem, oglądał go raz z bliska, raz z daleka, wąchał, sprawdzał, czy kolce są tak ostre, jakie się wydają (były), czy jakiś listek nie pożółkł i nie nadaje się do urwania, czy wstążka leży prosto i wygląda odpowiednio reprezentacyjnie, czy nie wsadzono mu parzystej liczby kwiatków przypadkiem, bo to, według przesądu, oznaczałoby nieszczęście...

Od Sahiba — Ukochać codzienność

Ziewnął w rękaw, wchodząc do sypialni, zmęczony po wykładach na AUMie. Szumiało mu w uszach od uniwersyteckiego zgiełku, stopy bolały od stania i chodzenia w nie najwygodniejszych butach (Sahib był ekspresyjny i na dłuższą metę nie potrafił mówić do studentów na siedząco), zdarł gardło, starając się, by uczniowie na końcu auli słyszeli go wyraźnie (dostał zastępstwo, pierwszy raz miał sto osób, weszło mu to na ambicję, stwierdził, że trzaśnie im takie zajęcia, jakich w życiu jeszcze nie mieli).

Od Nyxariena cd. Violet

wielkie przygody

Non omne quod nitet aurum est - "Nie wszystko, co błyszczy, jest złotem".

Smoki to najdziwniejszy krąg spośród wszystkich ras.

22 września 2025

Od Ruby cd. Apolonie

Ruby syknęła pod nosem, krótko kasując wzrokiem dziewczynę. Ścisnęła wargi aż do białości, ale po chwili się opanowała. Była jej rówieśniczką wiekową, ale z pewnością wiele je różniło. Jakby zapytać Ruby, jakie było jej pierwsze wrażenie o niej, nie znalazłoby się w tym żadne pozytywne słowo. Niewdzięczna, pyskata, wygadana cizia. Bananowe dziecko śpiące z plikiem banknotów od kołyski. Stawiające wartość pieniądza ponad swoją własną. Oceniające ludzi w cyferkach. Z pewnością jedyne twarze, jakie ją interesują to te na nominałach. Ruby nie znosiła takich materialistów. Oczywiście ona też jest po części materialistką, ale nie taksuje innych ludzi do potrzeb materialistycznych, lecz ideowych. Ponieważ kasa to nie jedyne co ktoś może zaoferować.

To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia

Azura Wells

213 lat | 30.06 | Kobieta | Hetero | Drakonid | Deiran |
Dyrektor generalny miejscowej firmy zajmującej się handlem nieruchomościami

21 września 2025

Halloween 2025

Cukierek albo psikus!


W związku ze zbliżającym się Halloween, postanowiłyśmy zorganizować mały event, który pozwoli Nam się wczuć w ten ciekawy i niezapomniany klimat!
Sklepowe półki wypełniły się dyniami, duchami i szkieletami pająków. Nikt nie pyta, jak to działa i co za dureń używa książki do biologii jako podkładki pod kawę. Wszyscy wiedzą, co to oznacza — nadchodzi Halloween!

Od Lucille cd. Minkiego

Na szczęście do zrozumienia sytuacji nie była mu potrzebna wiedza na temat mojego rodzinnego zaklęcia. Nie miałam ni hu hu ochoty tłumaczyć mu niczego, szczególnie po tym, jak mnie potraktował. Jak bardzo nie pragnąłby dowiedzieć się, co robi zaklęcie, to na boga, nie tędy droga... Naprawdę nikt mnie tak nie wkurwiał jak ten lis.
Natomiast co nieco wiedzieć faktycznie powinien... A może, skoro i tak przyjdzie mi zginąć, powinnam po prostu powiedzieć mu o wszystkim bez ogródek? W zasadzie dobrym pytaniem było, co się działo z zaklęciem, jeśli jego użytkownik nie przekazał go ani nie posiadał żadnego żyjącego potomka... Cóż, prawdopodobnie już się nigdy tego nie dowiem.

15 września 2025

Od Minkiego cd. Lucille

Wyszedł z pokoju i zszedł na dół, aby zobaczyć, kogo lub co przywiało na ich posesję. Dzwonki wydawały dwa dźwięki; jeden zwiastował nadejście osób z dobrymi zamiarami, drugi oznaczał kłopoty. Jak można było się domyślić, dzisiaj usłyszeli ten mniej chciany dźwięk. Głowa rodziny otworzyła drzwi od domu, zastając tam pustkę, a przynajmniej tak się wydawało w pierwszej chwili. Dopiero wtedy dostrzegli, że na ziemi leży kartka zaadresowana do rodziny Fox. 
— Raczej nie wróży to niczego dobrego — stwierdził Sungmin, podnosząc list z ziemi, na którym było imię Minkiego. 

14 września 2025

Od Lucille cd. Minkiego

Tyle atrakcji, co Minki mi dzisiaj zafundował, to nie doświadczyłam już naprawdę dawno. Mniej więcej co pięć minut ktoś przyprawiał mnie niemal o palpitację serca, a te wszystkie uściski dłoni? Podobno znali moją rodzinę i wiedzieli o zaklęciu, robili to celowo? Czy po prostu nie przyszło im do głowy jak bardzo jest to niekomfortowe? Mimo wszystko... Cała rodzina Minkiego okazała się naprawdę miła. Wyrozumiała. To, jak mnie wszyscy przywitali... Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek czułam się przez kogokolwiek tak akceptowana.
Natomiast to, że bywałam u Foxów jako dziecko? Zupełnie tego nie pamiętałam. Ciekawe, co się stało, że w zasadzie przestaliśmy się kontaktować...

13 września 2025

Od Minkiego cd. Lucille

Nie zatrzymał jasnowłosej. Pozwolił jej wyjść z mieszkania, zostawiając go samego z ciastem, malinami i mętlikiem w głowie. Doskonale wiedział, że Lucille wplątała się w kolejne tarapaty, ale nie chciał wyciągać z niej tych informacji siłą. Chociaż ciągle wtykał nos w nieswoje sprawy, to dzięki temu był w stanie zyskać nowe, cenne informacje. Taka była już jego natura, ale nie zmieniało to faktu, że chciał jej pomóc sam z siebie, bez odwdzięczania się za przysługę. Dlaczego? Diabeł tkwi w szczegółach, o których Minki cały czas stara się zapomnieć. 

Od Lucille cd. Minkiego

Nie byłam do końca pewna, czy wizyta w domu Minkiego to dobry pomysł, a jednak mimo to zebrałam się w sobie tego dnia, upiekłam ciasto, o którym mężczyzna mi wspominał, że chciałby je spróbować w moim wykonaniu, po czym zebrałam się w sobie i pojechałam pod adres, który zostawił mi Minhyuk. Trochę zastanawiałam się, czy zrobił to z sympatii do mnie, czy bardziej, żeby zrobić na złość bratu. Jakiego by jednak powodu nie miał — dzięki niemu zdobyłam okazję, żeby przeprosić bez przyznawania się do tego, że po raz kolejny odwaliłam. Aczkolwiek serio, kto normalny by dał radę odmówić temu wariatowi, który pierwsze, co robi, jak wpada do czyjegoś domu, to robi rekonesans zawartości szafek z alkoholami? Próbowałam, serio. A Minki stał tam i tylko patrzył na rozwój wydarzeń, zamiast powiedzieć mu, że zachowuje się niekulturalnie.

12 września 2025

Od Luci — Krew i żelki?

tw! +18, przemoc

    - Tylko żelki będą dla pana? - starsza kobieta uniosła na mnie swoje łagodne spojrzenie ciemnych oczu. Zapytała tym swoim głosem, który zawsze brzmiał jakby miała zaraz zaproponować mi herbatniki i pogadankę o pogodzie i życiu. Za moich czasów... Normalna śpiewka starych, nudnych ludzi. Znałem ją tylko z widzenia, kojarzyłem ją wyłącznie z tej kasy, a jednak za każdym razem była dla mnie podejrzanie miła. Jakbyśmy się znali od lat, a ja w dzieciństwie jadłem u niej rosół na niedzielę i wykradałem bimber z jej barku. Niby fajnie, ale też odrobinę irytująco. Babo, ja chciałem tylko żelki...

Od Apolonie cd. Ruby

Czyli jednak kobieta nie dziecko, na dodatek bezczelnie pyskata i roszczeniowa w próbie śmiesznego szantażu oraz uporczywie męcząca swoją nieoczekiwaną nadpobudliwością. Gwałtowne ruchy, jak i głośne dźwięki, które przez wcześniejsze omdlenie uderzały we mnie ze zdwojoną siłą, nie wpływały zbyt dobrze na moje przytłumione zmysły. Cały czas czułam się lekko otępiała i zmęczona, na szczęście z każdą minutą to mijało, musiałam więc grać na zwłokę jak najdłużej, żeby móc się zregenerować jeszcze bardziej i w odpowiednim momencie po prostu zniknąć. Jednocześnie chciałam się przekonać, na ile mogłam sobie pozwolić i na ile owa osoba będzie w stanie mi utrudnić opuszczenie tej zapchlonej rudery, gdybym jednak nie mogła przenieść się w czasie. Bo tego, że leżący, rozwalony na ziemi i napruty jak szpadel mężczyzna jakkolwiek zareaguje, nawet nie brałam pod uwagę.

11 września 2025

Od Violet cd. Eliasa +18

Zadrżałam pod subtelnym dotykiem mężczyzny, ale zmarszczyłam brwi i obróciłam lekko tułów tak, żeby móc na niego spojrzeć. Nie spodziewałabym się od niego takich słów, przez myśl przeszło mi, że może ktoś się pod niego podszywa i pojawił się tutaj, by sprawdzić moją czujność... Jednak o ile wzrok często mógł płatać figle, o tyle zapach niemal nigdy nie kłamał. Zdecydowanie mężczyzna koło mnie był Eliasem i zdecydowanie wypowiedział właśnie te słowa. Teraz natomiast patrzył na mnie wzrokiem mówiącym, że naprawdę czeka na moją odpowiedź. Tylko co, przepraszam bardzo, mogłam niby powiedzieć, kiedy od dłuższego czasu miałam zwyczajnie wrażenie, że jestem w tym wszystkim tylko na doczepkę, taką zapchajdziurą, która zaczęła się nadmiernie przejmować tym, co dzieje się z facetem, który sam ma ją w głębokim poważaniu...

Od Luthera — Hi, can I kiss u? V

Patrzył na Yassina z politowaniem. Bawiło go, że tak bardzo próbował pokazać Lutherowi, że to wszystko mu się bardzo nie podobało. Na mężczyźnie to jednak większego wrażenia nie robiło. Był już przyzwyczajony do dramatyzowania i wyolbrzymiania problemów, które tak naprawdę w całej tej sytuacji są tylko kroplą w morzu. Wcześniej mu to przeszkadzało, ale obecnie? Była to rutyna, do której zdołał przywyknąć. 
Wykorzystał marudzenie partnera i wziął go na ręce, wynosząc z fontanny niczym prawdziwą damę w opałach. Cała sceneria wyglądała dziwnie, a nawet i zabawnie dla osób, które z ciekawością się temu wszystkiemu przyglądały. 

10 września 2025

Od Axela cd. Anaxy

Axel minął wpatrzonego w stronę drzwi klubowych Anaxę, po czym podszedł powoli do czarnej skały. Patrzył tak ze zdumieniem na obsydianowy głaz, następnie wyciągając swą dłoń w jego stronę. Nim zdołał dotknąć jej opuszkami palców, ten zareagował i kopnął go ładunkiem o niskim napięciu.

7 września 2025

Od Ruby cd. Apolonie

Pogłoski i plotki są rozpuszczane w świat, by kogoś pogrążyć, by kogoś zniszczyć. Jednak często, tak jak stereotypy, zakrawają o wydarzenia, które stały się naprawdę. Tak więc nie dziwiło nikogo, kiedy bajeczki o dzielnych asasynach, królewskich skrytobójcach, wyrosły na ziarnie prawdy. Na terenach Persji robiło się gorąco, i to nie przez panujący tam klimat. "Po sąsiedzku" pojawili się tam Krzyżacy. Nie trzeba było być tęgim umysłem, aby wiedzieć, że te dwie grupy się wściekle nie cierpią.
To dzięki Krzyżakom Nizaryci, których powszechnie znamy jako asasynów, dostali swój nowy przydomek. Chrześcijański zakon zwał ich tak od pogardliwego arabskiego wyrażenia "hasziszijja" (w wymowie pierwsza i ostatnia litera są prawie nieme), co oznaczało "zażywający haszysz". Późniejsza historia asasynów spowodowała, że obecnie kojarzą się tylko z cichymi mordercami, ze skrytobójcami.

Od Minkiego cd. Lucille

Minki nie lubił być ignorowanym, a jeszcze bardziej nie lubił, gdy ktoś próbował mu się wytłumaczyć marną wymówką. Może czasami przesadzał ze swoim podejściem, ale wszystko było spowodowane tylko tym, że dbał o osoby, które coś dla niego znaczyły; więcej czy mniej, to już zależało od danego człowieka. Lucille wylądowała na tej liście ze względu na swoje umiejętne przyciąganie pecha. Z tego też powodu Fox wokół niej skakał i weryfikował wszystko, co mogłoby się wydawać podejrzane. Nie to, żeby jej nie ufał... znaczy, nie ufał. Po tamtej sytuacji z amuletem nadal nie potrafił jej w pełni zaufać. Dystansował się w niektórych sytuacjach, a na pewne pytania nie odpowiadał i zmieniał temat. 

6 września 2025

Od Eliasa cd. Violet +18

Tw.: +18
Gdy Elias odłączył się od drakonida, przystąpił do realizacji swojej części planu, kierując się prosto w stronę portalu, jednocześnie wypatrując osoby odpowiedzialnej za to całe zamieszanie. Po drodze mijał wiele dziwnych istot, które ani trochę nie przypominały ludzi czy zmiennokształtnych, a bardziej zlepek kilku mutantów, jakby efekt kilku nieudanych eksperymentów. Leciał na tyle nisko, że bez problemu mógł tworzyć smoliste bagna, które żywcem je pochłaniały, czerpiąc z tego trochę energii. Gdy nagle dostrzegł swój cel, szybko zmienił kierunek lotu w jego stronę, niemalże zahaczając czubkiem skrzydła o grunt. Nadal miewał tego typu sytuacje w tej postaci, gdyż jeszcze nie zdążył się z tym oswoić, głównie przez fakt, że za rzadko tego używa. Ostatecznie dotarł do mężczyzny, lądując za nim z takim hukiem, że biedak aż podskoczył w strachu i szybko odwrócił się w stronę Cortesa, od razu blednąc na twarzy. Zaśmiał się w duchu i podszedł do niego bliżej, wracając do ludzkiej postaci, by przemówić mu do rozsądku.

5 września 2025

Z księżycem w żyłach, z mrokiem w sercu.

LUCA
„Ten, kto walczy z potworami, winien baczyć, by samemu nie stać się potworem. A gdy długo patrzysz w otchłań, otchłań spogląda także w ciebie.” – Friedrich Nietzsche
Luca mierzy około 195 cm wzrostu, wyróżnia się silną, umięśnioną sylwetką. Szerokie ramiona i wyrzeźbiony tors świadczą o latach walki oraz ciężkich treningów, które od dziecka przygotowywały jego ciało do przetrwania. Zamiast gładkiej skóry nosi na sobie mnóstwo blizn, zarówno starych jak i świeżych. A niektóre z nich wyglądają jak ślady po ugryzieniach. Najbardziej charakterystyczna blizna przecina jego twarz, biegnąc od policzka aż po szyję, nadając mu surowy, niemal drapieżny wygląd. Jego włosy są ciemne, gęste i lekko potargane, a pojedyncze białe pasmo nad czołem stało się jego znakiem rozpoznawczym. Lodowatoszare oczy w normalnej postaci potrafią przeszywać spojrzeniem, lecz w chwilach gniewu lub tuż przed przemianą tęczówki rozbłyskują złotym bądź bursztynowym blaskiem, przypominającym zwierzęce ślepia.

Twarz Luci najczęściej zdradza zmęczenie, obojętność, nierzadko podszyte sarkazmem. Jednak w gniewie jego mimika zmienia się diametralnie. Rysy napinają się, spojrzenie staje się rozbiegane, dzieli go wtedy jedynie kilka sekund od utraty panowania nad sobą. Porusza się z ciężką, lecz pełną gracji pewnością drapieżnika. Nawet w spoczynku wygląda tak, jakby w każdej chwili mógł zaatakować. W zwierzęcej postaci przyjmuje formę potężnego, czarnego wilka. Nawet wtedy nie traci swojego znaku szczególnego, czyli białego pasma sierści nad czołem.
Imię i nazwisko:Luca Mortem Rasa:Wilkołak Płeć:Mężczyzna Wiek i data urodzenia:30 lat, 16 sierpnia Orientacja:Biseksualny Autor artów:_insomniac_red_ Prowadzący:Bucky
Mortem
„A we mnie samym wilki dwa, oblicze dobra oblicze zła, walczą ze sobą nieustannie, wygrywa ten którego karmię” — Luxtorpeda
Na zewnątrz jest chłodny, ironiczny i bezczelny. Ma cięty język, lubi prowokować i często bywa sarkastyczny. Nie znosi fałszywych ludzi ani zdrajców. Gardzi nimi i nie kryje się z tym. W relacjach z innymi, zarówno przyjacielskich, jak i romantycznych, nie toleruje podporządkowania się ani ,,grania pantofla''. Nie ufa prawie nikomu, ale jeśli ktoś zdoła przełamać jego mury, zyskuje obrońcę na śmierć i życie. Lojalność traktuje jako coś naturalnego, a zdrada to jedyna rzecz, której nigdy by się nie dopuśćił. Pod twardą skorupą kryje się człowiek głęboko zmęczony. Nie tyle życiem, co ciągłym udawaniem, że nic go nie rusza. Nosi w sobie pustkę, którą próbuje wypełnić adrenaliną, walką lub przelotnymi romansami.

W kontaktach z kobietami potrafi być uwodzicielski, intensywny, czarujący, lubi gonić przysłowiowego ,,króliczka'', ale gdy już zdobywa to, czego pragnie, nie odpuszcza łatwo. Z mężczyznami bywa dominujący, często wręcz zaborczy. Kieruje się własnym kodeksem. Jeśli zabija, robi to tylko wobec osób, które na to zasługują, nigdy wobec dzieci czy niewinnych i bezbronnych. Jest samotnikiem. Zamiast głośnych imprez woli spędzać czas na dachu kamienicy z papierosem lub w ciemnym pokoju. Ma czasem skłonności autodestrukcyjne, szuka bólu i ryzyka. Jakby chciał w ten sposób udowodnić sobie, że wciąż żyje.
Pochodzenie:Pochodzi z biednej, brutalnej dzielnicy dużego miasta za granicą państwa Vannidor. Dorastał w świecie gdzie przeżywali tylko najsilniejsi. Obecnie mieszka w Vannidorze, a dokładniej w Deiranie. Zawód:Nielegalny zawodnik w podziemnych walkach. Moce:Przemiana - pełna w wilkołaka.

Regeneracja - gdy zasypia jego ciało poddaje się powolnej regeneracji.

Zmysły - słuch, węch, wzrok, które znacznie przewyższają ludzkie.

Siła i szybkość - przewyższające możliwości przeciętnego człowieka.
Ciekawostki:Nie pije alkoholu, bo traci po nim kontrolę nad swoim ciałem i myślami. Pali papierosy. Uwielbia słodycze, potrafi wciągnąć całą paczkę żelków. A potem będzie udawał, że on za tym nie stoi.
NC

4 września 2025

Od Lucille cd. Minkiego

Minęło tyle czasu, a wciąż nie mogłam zrozumieć powodu, dla którego Minki tak dbał o to, by zaradzić jakoś na mojego pecha. Nic z tego nie miał, a jednak od samego początku uczepił się mnie jak rzep psiego ogona i skakał wokół mnie z większym zapałem, niż moja matka. Mimo to... Coraz częściej naprawdę się cieszyłam z jego obecności. I z każdym dniem bardziej nie chciałam, żeby przeze mnie wpakował się kiedykolwiek w kłopoty.
— To co, jutro pomaluję cię jeszcze raz? Do pracy? — głos mężczyzny wybił mnie z rozmyślań. Natychmiast zgromiłam go wzrokiem, na co tylko się uśmiechnął. Promiennie, jak to on miał w zwyczaju. — Muszę przetestować, jak będziesz się prezentować w innych kolorach!

3 września 2025

Od Apolonie cd. Ruby

„Wyżej łokieć Elizabeth - na dźwięk apodyktycznego głosu jedenastoletnia dziewczynka drgnęła, by jak najszybciej skorygować i tak idealne już ułożenie ciała. Widziałam to. I ten jej zwierzęcy strach w oczach, który niezwykle szybko opanował całe ciało, co spowodowało, że się niebezpiecznie zachwiała, by po sekundzie spaść z niewielkiego taboretu. Jednak nie ruszyłam się, aby jej pomóc, żadna z nas się nie ruszyła. Zamiast tego, jak jeden mąż wstrzymałyśmy oddech i jeszcze staranniej poprawiłyśmy sylwetki, by wypaść jak najlepiej, jednocześnie pokazując wielkość przepaści między nami a dzieckiem na podłodze. Jakby nie patrzeć to głównym celem szkoły było pozbywanie się defektów, a niedoskonałość była uważana za największe przewinienie 

Od Violet cd. Eliasa

Tw: walka, krew, cuda wianki
Całkiem miło było wrócić w końcu do normalności. Choć rutyna nigdy nie była czymś, co mnie kręciło, potrafiłam niekiedy odnaleźć spokój w przewidywalności kolejnych dni. Była to co prawda bardziej nieprzewidywalna przewidywalność, gdyż mówiliśmy o moim życiu — trudno było przewidzieć, co konkretnie zleci mi mafia czy Vipersi, co wydarzy się danego dnia w mojej pracy na basenie, jakie nowe weekendowe kursy znajdę i wykupię dla siebie oraz psów. Mimo to wiedziałam, że mogę się spodziewać tego wszystkiego. Było to więcej spokoju i przewidywalności niż przez ostatnie miesiące mojej znajomości z Eliasem.
Srał go pies.

2 września 2025

Od Akiry — To You, in 2000 Years

Hakaku,
Pisałem do Ciebie już kilka wiadomości, ale żadna chyba do Ciebie nie dotarła. Może znowu jesteś gdzieś, gdzie nie ma zasięgu. Wiem, że lubisz wyruszać na długie podróże. Twój Ajari zmienił Cię w niezłego wędrowca, co? Słyszałem, że nawet wybraliście się całkiem niedawno do starego klasztoru na górze Kurama. Dalej szukasz drogi do Sōjōbō? Już i ojciec, i dziadek mówili nam, że to stara historia. Króla nie ma od wieków, wszystkie tengu to potwierdzają. Wątpię, żeby nas okłamywały. Nie jest im to przecież na rękę, nie są jak my. Jak ludzie. Nie poddają się emocjom tak łatwo. O ile w ogóle je posiadają, bo szczerze? Czasami wątpię w to. Zwłaszcza gdy rozmawiam z Jirōbō z nim.

Od Minkiego cd. Lucille

Mężczyzna należał do grupy bardzo upartych osób. Jak już tylko się na coś nastawił, to dążył do samego końca, aż to dostanie. Dlatego nie dał się zbyć Lucille, gdy po raz enty w tym tygodniu usłyszał kategoryczne nie na wystosowaną prośbę. Musiał przyznać, że kobieta szła w zaparte i wcale nie zamierzała pozwolić, aby Minki zrobił z niej swoją własną modelkę do makijażu. Czy go to zraziło? Absolutnie. Można śmiało stwierdzić, że to działało w przeciwnym kierunku, niż oczekiwała jasnowłosa. 

Od Eliasa cd. Violet

Gdy jedni ludzie tracą przytomność i budzą się po sekundzie, choć tak naprawdę minęło kilka godzin lub dni, tak Elias "żył" w swojej podświadomości, klęcząc w totalnej ciemności. Nie mógł nic zrobić, oprócz obserwowania swoich myśli, przez które przewijało się wiele osób - rodzice, żona, dzieci i... Violet. Gdy widział moment sprzed jej domu, gdy ledwo żywy wleciał w jej płot, uśmiechał się w duchu, a zarazem klął na siebie, że nie przeniósł się w bezpieczniejsze miejsce. Nagle jego uwagę przykuły czerwone ślepia, które przebiły się przez wszelkie myśli, uważnie przyglądając się brunetowi. Nie był pewny co do istoty, którą właśnie widzi, ale pomimo tego czuł spokój i opanowanie...